http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dlaczego identyfikacja ofiar jest tak trudna?

rozmawiała Judyta Watoła
2010-04-16, ostatnia aktualizacja 2010-04-16 02:02

Rosyjscy śledczy na miejscu katastrofy w Smoleńsku
Rosyjscy śledczy na miejscu katastrofy w Smoleńsku
Fot. Mikhail Metzel AP

Podczas tak strasznej katastrofy rozerwaniu ulega potężna machina, a co dopiero człowiek. Może być więc tak, że na szczątkach jednej osoby znajdują się komórki krwi kogoś innego.

ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
ROZMOWA Z Haliną Dąbrowską dyrektorką biura ekspertyz Instytutu Badań DNA w Warszawie

JUDYTA WATOŁA: Ludzkie DNA można porównać do arcydługiego pociągu składającego się z 3 mld wagonów. Prawie cały jego skład jest identyczny dla wszystkich ludzi. By zidentyfikować człowieka, trzeba wyszukać wśród tych miliardów wagonów zaledwie kilkaset, którymi różni się on od innych. Trudno to pojąć, zwłaszcza kiedy słyszy się, że określając profil genetyczny, szuka się tzw. niekodujących fragmentów DNA.

HALINA DĄBROWSKA: Szukamy niekodujących fragmentów DNA, czyli takich, które nie decydują o jakiejś wadzie genetycznej, skłonności do określonych chorób, kolorze włosów, oczu, wzroście, w ogóle o tym, że jesteśmy podobni z wyglądu do mamy, taty lub rodzeństwa. Nie kodują tego, co widzimy, ale są indywidualne dla każdego z nas.

Dla przeciętnego człowieka to dalej trudne do pojęcia, jeśli uświadomi sobie, że 99,99 proc. genów jest wspólnych wszystkim ludziom.

- Chodzi o to, że przy ustalaniu tożsamości nie szukamy wcale genów. Badamy jedynie krótkie odcinki DNA, szukamy informacji o tym, jak często się powtarzają, i na tej podstawie ustalamy profil genetyczny konkretnej osoby.

W przypadku ofiar katastrofy pod Smoleńskiem to może potrwać do przyszłego tygodnia. Dla ich rodzin to długo.

- Przy takich badaniach trzeba być precyzyjnym. Wśród ofiar byli starsi ludzie. Ich rodzice na pewno już nie żyją, nie ma więc od kogo pobrać materiału biologicznego -może to być krew lub ślina - i odtworzyć z niego profil DNA, który można by porównać z profilem odtworzonym na podstawie materiału pobranego ze szczątków ofiar. Tymczasem to właśnie jest najlepszy sposób identyfikacji za pomocą DNA.

Można materiał biologiczny pobrać także od dzieci?

- Tak, wtedy ich profil musi się w połowie zgadzać z tym odtworzonym ze szczątków znalezionych na miejscu katastrofy. Jeśli nie ma możliwości pobrania materiału od dzieci, trzeba robić tak zwane badania pośrednie. Materiał do odtworzenia profilu DNA pobiera się w takich wypadkach z bielizny, ręcznika, szczoteczki do zębów, golarki czy szczotki do włosów. Warunek jest jeden: musi to być rzecz używana tylko przez tę jedną osobę. Typuje się na nich miejsca, w których mogą się znajdować komórki złuszczonego naskórka.

A włos pobrany ze szczotki?

- Niestety, we włosie, który wypadł nam z głowy, a nie został wyrwany, jest już mało informacji, więc na grzebieniu czy szczotce też przede wszystkim szukamy komórek naskórka. To żmudna praca, przy czym wiadomo, że w przypadku tak wielkiej katastrofy nie należy niczego robić w pośpiechu i jednorazowo.

Co się dzieje, kiedy już znajduje się komórki, z których można odtworzyć profil?

- Najpierw z jąder komórek pozyskujemy DNA. W zależności od zastosowanej metody może to trwać od kilku do kilkunastu godzin. Potem trzeba DNA namnożyć, co trwa trzy, cztery godziny. Następnie określany jest sam profil. Robi się to za pomocą aparatury i specjalistycznego oprogramowania. Może to zabrać, także w zależności od użytych aparatów, od pół do kilku godzin.

Jeśliby więc określać profil DNA dla jednej osoby, to badanie można zacząć dziś i jutro skończyć. W tym wypadku jednak jest wiele szczątków, które były znajdowane na dużym obszarze. Dla osób, których ciał jeszcze nie zidentyfikowano, najprawdopodobniej nie wystarczy więc jedno badanie.

Dlaczego trzeba je powtarzać?

- Musimy pamiętać, że przy takiej katastrofie jak upadek lądującego samolotu działają ogromne siły. Skoro rozerwaniu ulega potężna machina, to co dopiero kruchy człowiek. Krew jednej ofiary może znajdować się na ciele kogoś, kto koło niej akurat siedział, ale może być także na ciele kogoś, kto siedział na drugim końcu samolotu. Może być więc tak, że na szczątkach jednej osoby znajdują się komórki krwi kogoś innego. Wtedy dostajemy obraz mieszaniny DNA. Widzimy od razu, że nie należy ono do jednej, lecz kilku osób. Dlatego w przypadku takich katastrof, kiedy wiadomo, że ciała ofiar są bardzo uszkodzone, identyfikacja jednej osoby nie może polegać na jednym badaniu profilu DNA jednego znalezionego fragmentu. Przeciwnie, bada się wiele próbek, i to wiele razy.

Czy na skutek pożaru, który ogarnął część kadłuba po katastrofie, DNA niektórych jej ofiar mogło ulec zniszczeniu?

- To, niestety, możliwe. Podkreślam, identyfikacja ofiar za pomocą DNA to żmudna praca. Trzeba przyjąć, że liczba profili, które trzeba zbadać i ze sobą porównać, nie równa się liczbie niezidentyfikowanych jeszcze ofiar katastrofy, ale jest kilkakrotnie wyższa.

Pani mówi, że DNA mogło ulec zniszczeniu, inni, że DNA jest niezniszczalne.

- Może się zdarzyć, że w wyniku na przykład pożaru DNA będzie tak zniszczone, że w żadnym laboratorium na świecie nie znajdziemy dziś sprzętu, którym pomógłby nam odczytać profil człowieka, do którego należało. W przyszłości może się to jednak okazać możliwe. Powiedzenie, że DNA jest niezniszczalne, odnosi się bardziej do badań kryminalistycznych, kiedy szukamy czyichś śladów na miejscu przestępstwa. Nie jest praktycznie możliwe, żeby sprawca nie zostawił jakiegoś biologicznego śladu, z którego możemy odczytać DNA, bo w każdej komórce naszego ciała poza czerwonymi ciałkami krwi jest jądro, a w nim zapis, o który nam chodzi. Wystarczy więc ślad po ślinie czy kilka komórek złuszczonego naskórka.

Skoro DNA jest w jądrze pojedynczej komórki, to jak w badaniu może wyjść obraz mieszaniny DNA kilku osób? Przecież jądra komórkowe się nie mieszają.

- Nie należy sobie tego tak wyobrażać. Pobierając próbki do badania profilu DNA, nie oglądamy pojedynczych komórek pod mikroskopem. Pobieramy próbki z jakichś szczątków czy z przedmiotów. Izolujemy DNA z takiej próbki dzięki reakcjom biochemicznym, a nie "wyciągając je" i "rozciągając" na szkiełku pod mikroskopem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    118 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':