Jeden z pierwszych kosmicznych przewoźników - linie Virgin Galactic - już przyjmuje rezerwacje na podniebne loty, które wyniosą podróżników ponad granicę atmosfery. Będą oni mogli zobaczyć pod sobą błękitną kulę ziemską i przez kilka minut pływać w stanie nieważkości. Słowem, przeżyją to samo co astronauci, ale za mniejszą cenę, bez wieloletniego szkolenia, zdrowotnych badań i wyrzeczeń.
Bilet na razie kosztuje 200 tys. dol. Według Virgin Galactic ponad 330 chętnych dokonało przedpłat na łączną sumę 45 mln dol. Pierwsi polecą być może już w przyszłym roku. Statek jest gotowy - firma pokazała go w grudniu 2009 r. na kosmodromie na kalifornijskiej pustynii Mojave, a dziesięć dni temu odbył on swój pierwszy testowy lot. Ma na imię VSS Enterprise, zabierze na pokład sześciu pasażerów i dwóch pilotów. Na wysokość kilkunastu kilometrów wyniesie go odrzutowiec White Knight, a potem ku granicy kosmosu poleci już samodzielnie i sam też wyląduje (obok na rysunku pokazujemy, jak lot będzie przebiegać).
Docelowo flotylla ma składać się z pięciu takich statków, a firma liczy na to, że w pierwszym roku w kosmos zawiezie blisko 500 pasażerów, a w ciągu dziesięciu lat - aż 50 tys. Taki jest biznesplan właściciela firmy, brytyjskiego miliardera sir Richarda Bransona, który zaczynał karierę w latach 70. zeszłego wieku od wysyłkowego sklepu muzycznego i
studia nagrań Virgin Records. Po latach i kilku ryzykownych decyzjach - m.in. wydaniu niechcianych gdzie indziej płyt Mike'a Oldfielda czy zespołu Sex Pistols - stworzył konsorcjum, w którego skład wchodzi dziś ponad 100 zyskownych firm, m.in. hotele, portale internetowe, wydawnictwa, kluby, linie kolejowe i lotnicze.
Równie ambitne plany dotyczące turystyki kosmicznej ma kilku innych przedsiębiorców, m.in. Jeff Bezos - założyciel sklepu internetowego Amazon, czy Elon Musk, który rozwijał internetowe spółki, m.in. PayPal, do rozliczania transakcji online, a potem je sprzedał u szczytu internetowej hossy.
Choć ludzie latają w kosmos już od blisko pół wieku, dotychczas za tymi przedsięwzięciami stały rządy, państwowe agencje i budżety. Tym razem sponsorami są osoby prywatne - prawie bez wyjątku ekscentryczni milionerzy, którzy dorobili się bajecznych pieniędzy na nowych technologiach. Dziś inwestują w swe młodzieńcze fantazje.
Jest wśród nich Anousheh Ansari, która urodziła się na północy Iranu, a kiedy zwyciężyła tam rewolucja i obalono szacha, wraz z rodziną wyjechała do
USA. Na początku lat 90. wraz z mężem i szwagrem założyła spółkę Telecom Technologies, doprowadziła ją do rozkwitu i sprzedała za 750 mln dol. Za młodu, jak pisze na swym blogu, "była dziewczyną zapatrzoną w gwiazdy migające na nocnym niebie nad Teheranem", teraz mogła już tych gwiazd dosięgnąć.
Ansari w 2006 r. wykupiła za 20 mln dol. miejsce w Sojuzie i poleciała na orbitę, a wcześniej ufundowała nagrodę X Prize dla pierwszego prywatnie zbudowanego statku załogowego, który wzbije się w przestrzeń kosmiczną. Wyścig po nagrodę Ansari wygrał legendarny konstruktor lotniczy Burt Rutan (wspomagany sutą kiesą Paula Allena, od lat umieszczanego na liście najbogatszych ludzi na świecie, jednego z założycieli komputerowego giganta Microsoftu).
Kosmiczna flotylla linii Virgin Galactic będzie się składać z powiększonych wersji statku Rutana, który w 2004 r. pokonał granicę 100 km i przełamał monopol światowych mocarstw na załogowe loty w kosmos.