"Nigdy jeszcze nie było tak źle", "Pieniądz niszczy zaufanie" - często słyszymy podobne skargi od osób, które upatrują w cywilizacji źródła wszelkiego zła. Czy rzeczywiście człowiek z każdym stuleciem staje się coraz bardziej odrażający? A może właśnie dzięki cywilizacji jesteśmy coraz bardziej uczciwi i moralni?
Fot. Achmad Ibrahim AP
Wbrew obiegowym opiniom handel nie tylko nas nie deprawuje, ale nawet...
Od czasów Darwina i Spencera sukces ewolucyjny zwykło się utożsamiać z najlepiej dostosowanymi, czasem niesłusznie nazywanymi najsilniejszymi. Za cechy sprzyjające przetrwaniu uważano agresywność i bezwzględność. Ostatnio coraz częściej mówi się jednak o "przetrwaniu najsympatyczniejszych".
Ewolucja moralności
Według Stevena Pinkera, wybitnego amerykańskiego psychologa zajmującego się m.in. zagadnieniami psychologii ewolucyjnej, obecnie żyjemy w najbardziej pokojowych i moralnych czasach od powstania ludzkości. Jego zdaniem spadek przemocy to stałe zjawisko, które można zaobserwować w skali tysiącleci, wieków i lat wraz z rozwojem cywilizacji.
Patrząc np. na zachowanie prymitywnych społeczności zbieracko-łowieckich, najlepiej odzwierciedlających sposób, w jaki ludzie żyli przed powstaniem pierwszych osad rolniczych, można zauważyć, iż prawdopodobieństwo śmierci w wyniku działań wojennych jest w nich kilkudziesięciokrotnie większe niż w Europie lub USA. Prawidłowość ta sprawdza się nawet wtedy, gdy w statystykach uwzględnimy ofiary obu wojen światowych, które rozgrywały się przecież głównie w tzw. cywilizowanym świecie. Z kolei śledząc angielskie statystyki, począwszy od dawnych kronik po najnowsze dane, widać, że od czasów średniowiecza przestępczość w Anglii spadła aż stukrotnie!
Steven Pinker opowiada o wpływie jaki rozwój cywilizacji wywarł na spadek przemocy
Dlaczego tak się dzieje? Czy stykając się z innymi narodami, zaczynamy je traktować jak część naszej rodziny lub plemienia? A może po prostu szukamy jak najefektywniejszych metod współpracy, która może nam przynieść korzyści?
Zespół naukowców pod kierunkiem Josepha Henricha z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej w Vancouver (Kanada), którego praca ukazuje się dziś w "Science", postawił tezę, iż cywilizuje nas przede wszystkim... handel. A także prawo. W celu zweryfikowania owej tezy uczeni postanowili zbadać, czy stopień, w jakim uczestniczymy w globalnej wymianie rynkowej, wpływa na nasze zachowanie względem nieznajomych.
Handel cywilizuje
Uczeni zaprosili do eksperymentu przedstawicieli kilkunastu społeczności - od prymitywnych plemion zbierackich z Papui-Nowej Gwinei, poprzez ludy pasterskie z Kenii, aż po mieszkańców USA. Mieli oni zdecydować, jak podzieliliby między siebie a obcą osobę pewną kwotę pieniędzy. Inni badani mieli zdecydować, czy dokonany podział jest sprawiedliwy i czy chcą ukarać osobę dzielącą pieniądze.
Okazało się, że osoby ze społeczności, w których często dochodzi do handlu, dzieliły pieniądze sprawiedliwiej niż przedstawiciele społeczności zbieracko-łowieckich. Częściej też chciały karać tych, którzy zachowywali się nie fair.
Zdaniem naukowców duża mobilność osób w rozwiniętych społeczeństwach sprawia, iż częściej spotykają nieznajomych. Aby zaś wymiana handlowa na dużą skalę była owocna, muszą sobie zaufać. Jednocześnie muszą też uważać, by ich zaufanie nie zostało nadużyte. Dlatego osoby łamiące zasady są surowo karane.
Postulowany już przez Thomasa Hobbesa model życia opartego na umowie społecznej, gdzie ludzie z zasady mogą sobie ufać, a na straży porządku stoi silne państwo, okazał się więc całkiem skuteczny. Nie jest to może model, w którym "przetrwają najsympatyczniejsi", bo przecież trzeba karać osoby łamiące normy społeczne. Nie jest to też jednak model bezwzględniej przemocy.
Wydaje się więc, że "przetrwają asertywni", którzy sprawiedliwie troszczą się o innych i karzą nieetyczne postawy.