W zeszłym tygodniu agencja Xinhua poinformowała, że do chińskiego korpusu tajkonautów po raz pierwszy trafiły dwie kobiety. Wybrano je spośród pilotów wojskowych w procesie starannej selekcji, który - jak mówi Xu Xianrong, lekarz szpitala ogólnego chińskich sił powietrznych - przypominał poszukiwania "człowieka idealnego":
- W ostatnich latach zmieniliśmy standardy, żeby je lepiej dopasować do Chińczyków. Wiele zagranicznych kryteriów doboru astronautów u nas się nie sprawdziło. Teraz już wiemy, na których musimy się skupić, które poluzować. Preferujemy np. pilotów ze sprawniejszym układem przedsionkowym (odpowiedzialnym za zmysł równowagi), który gra kluczową rolę w szybkim przystosowaniu się do stanu nieważkości.
Xu, którego cytuje
dziennik "China Daily", podaje też inne wymogi: wiek od 25 do 35 lat, wzrost 1,6-1,75 m, waga od 55 do 70 kg, brak uzależnień od nikotyny i alkoholu, łatwość zasypiania i... niechrapanie.
Jego zdaniem tajkonautki mają wiele zalet - są bardziej cierpliwe, wrażliwe i uważne niż mężczyźni, bieglejsze w psychologii i nawiązywaniu kontaktów, lepiej radzą sobie z samotnością. Według Xu musiały spełnić te same najwyższe standardy co mężczyźni, choć zastosowano wobec nich nieco inne kryteria. Jednym z nich było posiadanie dzieci i stan zamężny. Dlaczego? - Choć nie ma żadnych dowodów na to, że kosmos narusza zdrowie kobiet, wolimy zgrzeszyć nadmiarem ostrożności, bo to będzie dla nas pierwszy raz - tłumaczył lekarz.
- Wierzymy, że mężatki są fizycznie i psychicznie bardziej dojrzałe - dopowiedział chińskiej agencji Xinhua były wiceszef programu lotów załogowych Zhang Jianqi. Też uważa, że tajkonautki będą bardziej roztropne oraz wytrzymałe niż ich koledzy.
Na razie czeka je kilkuletni trening. Niektórzy eksperci sugerują, że pierwsza Chinka może polecieć w kosmos nawet już w 2012 r., a więc dziewięć lat po pierwszym tajkonaucie Yangu Liwei (pierwsza Rosjanka Walentyna Tierieszkowa znalazła się na orbicie ledwie w dwa lata po Juriju Gagarinie, ale pierwsza Amerykanka - Sally Ride - dopiero dwie dekady później, w 1983 r.).
Nazwiska, jak zwykle, utajniono. Chińskie gazety jednak spekulują, że jedną z nich może być Wang Yaping, która dwa lata temu latała z misjami ratowniczymi do zniszczonej
trzęsieniem ziemi prowincji Syczuan, a także rozpraszała chmury nad Pekinem w czasie igrzysk olimpijskich. Albo Xing Lei - jedyna studentka, która ma same szóstki w Akademii Sił Powietrznych. A może przyszłą chińską Tierieszkową zostanie Liu Lu - utalentowana wojskowa pilotka, która studiuje również literaturę, jest ekspertem od najsłynniejszej chińskiej powieści "Sen czerwonego pawilonu" z XVIII w.
Wraz z dwiema nowicjuszkami doborowy korpus tajkonautów liczy w tej chwili 21 osób. Wszyscy to wojskowi piloci, ale coś więcej wiadomo tylko o tych, którzy już w blasku telewizyjnych fleszy polecieli w kosmos.
Odkąd
Chiny w 2003 r. dołączyły do grona mocarstw zdolnych do wysłania człowieka na orbitę, ich apetyt na kosmos stale rośnie. Warto podkreślić, że od 1996 r. wszystkie starty chińskich rakiet się powiodły. Chiny mają własne konstelacje satelitów komunikacyjnych i obserwacyjnych, trzy lata temu przeprowadziły głośny test, w którym zestrzeliły starego satelitę, ich astronauci już trzykrotnie lecieli w kosmos, odbyli też spacer w otwartej przestrzeni.
W 2000 r. na światowej wystawie w Hanowerze w chińskim pawilonie stały makiety przedstawiające stację orbitalną (przypominającą trochę Mir), kosmiczny wahadłowiec i... dwóch tajkonautów na powierzchni Srebrnego Globu. Jeden siedział za kierownicą czterokołowego łazika, a drugi wbijał w księżycowy grunt czerwoną chińską flagę.
Pierwsze z tych zamierzeń wkrótce może się spełnić. W przyszłym roku na orbitę ma być wyniesiony pierwszy moduł stacji zwanej Tiangong-1, czyli "niebiański pałac". Będzie to na razie stacja jednomodułowa, mała, ciasna, ale własna.
Księżyc też jest na celowniku. Jesienią tego roku na rekonesans poleci tam już druga chińska sonda, a za dwa lata - trzecia. Eksperci przekonują, że na razie Chińczycy nie mają odpowiednio mocnej rakiety, żeby wysłać astronautów na Księżyc, ale jest już ona konstruowana. Po raz pierwszy ma wystartować w 2014 r., jej udźwig - 25 ton - dorównuje ładunkowi, który na niską orbitę może zabrać amerykański prom.
Nic dziwnego, że amerykańscy politycy wydają się zaniepokojeni kosmiczną ekspansją Państwa Środka, tym bardziej że wiadomo, iż chińska stacja orbitalna będzie spełniała funkcje militarne, a Chiny otwarcie traktują kosmos jako przedłużenie swojej dyplomacji. Ostatnio wystrzeliły na orbitę satelity dla Wenezueli i Nigerii, oferują także na sprzedaż dane satelitarne.
Wszystko to w sytuacji, kiedy NASA jest w wyraźnym impasie, Amerykanie wycofują swe promy z użycia, od przyszłego roku będą musieli polegać na rosyjskich sojuzach i nie wiadomo, kiedy odzyskają zdolność wystrzeliwania własnych statków załogowych.