Kiedy wkrótce po przyznaniu medycznego Nobla 2008 za odkrycie wirusa HIV spytałem świeżo upieczoną noblistkę profesor Françoise Barré-Sinoussi, czy nie frustruje jej, że po 25 latach walki z AIDS nadal nie ma szczepionki na tę chorobę, odparła: - Pewnie, że mnie frustruje. Dodała jednak szybko: - Proszę pamiętać, że są także inne wirusy poza HIV, na które nie potrafimy zrobić szczepionki, np. wirus opryszczki czy zapalenia wątroby typu C. Nie uważam też, żeby ostatnie lata badań można było uznać za stracone. Cały czas dowiadujemy się nowych istotnych rzeczy. Nie ma rady - trzeba po prostu dalej pracować - mówiła noblistka.
Umiarkowany optymizm pani Barré-Sinoussi okazał się uzasadniony. Ubiegły rok przyniósł aż trzy ważne odkrycia, które wzbudziły entuzjazm wśród poszukiwaczy szczepionki na AIDS. Po raz pierwszy w historii opracowano preparat dający nieznaczną ochronę ludzi przed infekcją. Zidentyfikowano też nowy cel ewentualnego ataku dla przeciwciał na powierzchni wirusa HIV. Wreszcie wykazano, że szczepionka na małpią odmianę wirusa upośledzenia odporności spisuje się (u małp) na medal.
Klasyka zawodzi na całej linii
Ale wszystkie te osiągnięcia to wciąż za mało, by powiedzieć: za rok, za dwa, za pięć doczekamy się ostatecznego sukcesu. Kiedy (i czy) takowy nastąpi, nikt nie jest w stanie dziś stwierdzić. Zdecydowanie łatwiej określić, dlaczego opracowanie szczepionki przeciw HIV jest aż tak trudne i co trzeba zrobić, by przybliżyć perspektywę zwycięstwa. Najnowsze "Nature" poświęca temu zagadnieniu sporo miejsca.
Na szczególną uwagę zasługuje artykuł Wayne'a C. Koffa, jednego z szefów The International AIDS Vaccine Initiative.
Podstawową zasadą działania szczepionek jest nauczenie naszego układu odpornościowego rozpoznawania potencjalnych zagrożeń. Koff przypomina, że można to osiągnąć na kilka sposobów. I tak w szczepionce na odrę, świnkę i różyczkę znajdują się odpowiednio osłabione, ale wciąż "żywe" cząstki zakaźne, szczepionka na polio zaś wykorzystuje "zabite" wirusy. W przypadku szczepionki przeciw wirusowi zapalenia wątroby typu B wykorzystano białko wchodzące w skład otoczki wirusa. Czasem używa się nawet cząsteczek tylko bardzo przypominających właściwy zarazek, jak to ma miejsce w przypadku szczepionki przeciw wirusowi ludzkiego brodawczaka. Bez względu jednak na to, co wchodzi w skład danej szczepionki, cel jest jeden: sprawić, by układ odpornościowy zdążył wyprodukować odpowiednią liczbę przeciwciał neutralizujących intruza, a także by był w stanie rozpoznawać i niszczyć już zakażone komórki.
Niestety, wszystkie te klasyczne podejścia spaliły na panewce w odniesieniu do HIV. Jedną z przyczyn jest nieprawdopodobna wręcz zmienność wirusa. Dobra szczepionka musiałaby wywoływać produkcję całej masy najróżniejszych przeciwciał będących w stanie sprostać niezliczonym odmianom HIV.
Podobnie trudno jest osiągnąć późniejszą komórkową odpowiedź w efekcie podania szczepionki. Dzieje się tak dlatego, że wirus świetnie chowa się w różnych zakamarkach organizmu (m.in. w układzie nerwowym i jądrach) i można go dosięgnąć jedynie przez krótki okres po zakażeniu.
Z drugiej strony wiadomo, że niektórzy ludzie są w stanie kontrolować poziom wirusa latami, nie przyjmując przy tym żadnych lekarstw. Ich białe krwinki eliminują zakażone komórki, wirus z organizmu co prawda nie znika, ale nie czyni mu żadnej krzywdy. A skoro coś takiego jest możliwe w naturze, naukowcom powinno się udać wywołać podobny efekt w laboratorium (nie byłaby to co prawda typowa szczepionka prewencyjna, na którą wszyscy czekamy, ale tzw. szczepionka terapeutyczna, ale lepszy rydz niż nic).
Przemysł trzyma się z daleka
Po to, by osiągnąć postęp, potrzeba zarówno ludzi, jak i pieniędzy. Tymczasem kłopot jest i z jednym, i z drugim. W 2008 roku na badania nad szczepionką na AIDS wydano na świecie 868 mln dol., tj. o 10 proc. mniej niż rok wcześniej. Zdecydowanie najwięcej wyłożył sektor publiczny (731 mln dol., 104 mln dol. pochodziły od filantropów (m.in. Fundacji Billa i Melindy Gatesów), a zaledwie 33 mln dol. z przemysłu. Firmy farmaceutyczne najwyraźniej nie chcą inwestować w te badania, nie wierząc w szybki sukces, a może raczej nie wierząc w wysokie zyski.
- Przemysł porządnie się już na tych badaniach sparzył - tłumaczyła mi prof. Barré-Sinoussi. - Ponadto szefowie firm świetnie wiedzą, że w razie sukcesu będą poddani wielkiej międzynarodowej presji, by szczepionka była tania i tym samym łatwo dostępna. Oni już to przerabiali z lekami na AIDS i dlatego w kwestii szczepionki wolą się nie wychylać - wyjaśniała noblistka.
Tymczasem wspomniane 868 mln dol. to kropla w morzu potrzeb. Tym bardziej że zaledwie 10 proc. z tej sumy poszło na właściwe badania, reszta zaś na mnóstwo ważnych, ale nieposuwających sprawy do przodu działań. Ponadto były to głównie trzy-pięcioletnie granty dla niewielkich akademickich konsorcjów. Żeby odnieść zwycięstwo nad HIV, trzeba długoletnich, multidyscyplinarnych badań z użyciem najnowszych osiągnięć strukturalnej biologii, bioinformatyki, matematyki, tomografii komputerowej, immunologii, robotyki - przekonuje Koff. Fundusze powinny opiewać na co najmniej ośmioletni okres. Do badań trzeba też przyciągnąć młodych, "nieskażonych" dotychczasowymi niepowodzeniami badaczy. Powinny również powstać specjalne zespoły przekładające wyniki badań podstawowych na zastosowania praktyczne.
Świat czeka.
Źródło: Gazeta Wyborcza