http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Nauka >  Artykuły

A A A

Nerki - przewlekły problem

Wojciech Moskal
2010-03-10, ostatnia aktualizacja 2010-03-10 16:14

Nawet 4 mln Polaków może mieć przewlekłą chorobę nerek. Niewielu z nich zdaje sobie jednak z tego sprawę. Wyjście jest jedno - regularne badania

ZOBACZ TAKŻE
Nerka
Nerka
Nerki pełnią w naszym organizmie wiele istotnych funkcji. Usuwają toksyczne produkty przemiany materii, a zarazem zatrzymują związki niezbędne do prawidłowego funkcjonowania. Regulują objętość płynów krążących w naszym ciele, wpływają na ciśnienie krwi i równowagę kwasowo-zasadową, produkują ważne dla zdrowia hormony.

Każdego dnia nerki wykonują ogromną pracę - wytwarzają ok. 150 l tzw. moczu pierwotnego i 1,5 l tego właściwego, który następnie jest wydalany. Podstawowym elementem budowy nerek, który to umożliwia, jest nefron. W każdej nerce znajduje się ok. 1-1,5 mln nefronów. Centralną częścią nefronu jest kłębuszek nerkowy - skupisko drobnych naczyń krwionośnych o bardzo cienkich ścianach.

Czasami cały ten system, na skutek choroby samej nerki lub innego narządu "związanego" z nerkami, zaczyna szwankować. Może do tego dochodzić gwałtownie - mówimy wtedy o ostrych schorzeniach nerek i bardziej skrycie. W tym drugim przypadku chodzi o przewlekłe choroby nerek. Jak ostrzegają eksperci, są one coraz większym problemem zdrowotnym. Przede wszystkim dlatego, że, jak się okazuje, występują o wiele częściej niż przypuszczano.

Bo nie boli

Z badań epidemiologicznych przeprowadzonych w ostatnich latach w wielu krajach, w tym także w Polsce, wiadomo, że na przewlekłą chorobę nerek (w różnym stadium) cierpi 7-18 proc. populacji. Można więc szacować, że w Polsce jest to ok. 4 mln osób. Zdecydowana większość z nich nie zdaje sobie z tego sprawy. Dlaczego tak się dzieje?

- Bo chore nerki przez długie lata potrafią nie dawać żadnych objawów, w tym tego najbardziej charakterystycznego - bólu. A nasza mentalność jest taka, że dopóki nie boli, uważamy, że wszystko jest w porządku i nie ma po co zgłaszać się do lekarza - tłumaczy prof. Bolesław Rutkowski, kierownik Katedry i Kliniki Nefrologii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Kiedy objawy się już pojawiają - może to być np. uczucie znacznego osłabienia, ból głowy, krwawienie z nosa - to z reguły znak, że choroba nerek jest już w stadium zaawansowanym.

O stanie naszych nerek świadczy też to, jak często musimy korzystać z toalety. - Oczywiste jest, że "twardej" normy tu nie ma - każdy z nas ma inny organizm i u każdego funkcjonuje on trochę inaczej. Można jednak przyjąć, że skoro przeciętnie każdego dnia wypijamy ok. 1,5 litra płynów i wydalamy 1,5 litra moczu, to z toalety korzystamy 3-5 razy dziennie. Gdy musimy to robić częściej, np. 8-10 razy, powinno to wzbudzić nasz niepokój i zachęcić do sprawdzenia, czy z naszymi nerkami wszystko jest w porządku - mówi prof. Rutkowski.

Problem w tym, że wiele osób nie zauważa tych sygnałów albo raczej nie zdaje sobie sprawy z ich wagi. - Mamy tendencję, by nasze zachowania przyjmować za normę. Zdarza się, że przychodzi do mnie pacjent i na pytanie, ile razy w ciągu nocy musi wstać i pójść do toalety - odpowiada spokojnie, że cztery czy pięć. I on nie widzi w tym nic dziwnego, bo przecież robi tak od lat i uważa to za normę - mówi prof. Rutkowski.

Raz do roku - na badania

Wczesne wykrycie problemów z nerkami jest niezmiernie ważne, bo pozwala na szybkie rozpoczęcie leczenia i zmniejszenie ryzyka bardzo poważnych kłopotów ze zdrowiem. Dlatego musimy pamiętać o regularnym badaniu nerek. Gdy tego zaniedbamy, może dojść do sytuacji, że jedynym wyjściem będzie dializowanie lub przeszczep nerki.

- Każdy dorosły człowiek powinien raz do roku wykonać sobie badanie ogólne moczu, badanie na obecność w moczu albumin i badanie stężenia kreatyniny we krwi, tym bardziej że są one łatwo dostępne, a koszt każdego nie przekracza kilku złotych - mówi prof. Rutkowski.

W ostatnim czasie specjaliści szczególnie podkreślają wagę ostatniego z wymienionych badań - stężenia kreatyniny we krwi.

Znając je, można łatwo obliczyć tzw. filtrację kłębuszkową (eGFR) będącą jednym z najlepszych wskaźników tego, jak działają nasze nerki. Uważa się, że eGFR poniżej 60 ml/min jest sygnałem do alarmu i osoby, u których taki wynik się pojawił, powinny natychmiast zgłosić się do lekarza rodzinnego, który skieruje ich na konsultację nefrologiczną.

Bezwzględnie raz do roku wskaźnik eGFR powinny sprawdzać osoby:

- mające cukrzycę,

- mające nadciśnienie lub inną rozpoznaną chorobą układu sercowo-naczyniowego,

- u których w rodzinie ktoś chorował lub choruje na nerki

- palące papierosy,

- mające nadwagę lub otyłe,

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.4

34 głosy

I nie opuszczę cię aż do śmierci

Teściowa chciała zrezygnować. Wpierw były telefony z infolinii, że to zły pomysł. Teściowa bohatersko stawiała opór. 3 lipca zadzwonili znów. Uległa