http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prosili o śmierć swego dziecka

Wojciech Moskal
2010-03-08, ostatnia aktualizacja 2010-03-08 13:09

Fot. PhotoLink / PHOTODISC , INC

Niejeden z rodziców godzi się z przyśpieszeniem śmierci nieuleczalnie chorego dziecka, cierpiącego z powodu bólów nowotworowych. Niektórzy wręcz namawiają do tego lekarzy.

ZOBACZ TAKŻE
Tak wynika z badań naukowców z Instytutu Chorób Nowotworowych Dany i Farbera - jednego z najlepszych ośrodków onkologicznych na świecie. To pierwsze tego typu badanie, jego wyniki publikuje najnowsze wydanie "Archives of Pediatrics & Adolescent Medicine".

Zespół Joanne Wolfe kierującej Wydziałem Pediatrycznej Opieki Paliatywnej w Instytucie Dany i Farbera przeprowadził rozmowy ze 141 rodzicami dzieci, które zmarły z powodu choroby nowotworowej i cierpiały z powodu silnych i niepoddających się leczeniu bólów nowotworowych (wszystkie były leczone w tym instytucie oraz w klinikach w St. Paul i Minneapolis). Rozmowy miały miejsce w rok po zgonie dziecka lub później. Naukowcy wypytywali rodziców o to, co czuli w trakcie terapii i zbliżającej się śmierci ich dzieci.

Okazało się, że jeden na ośmiu z rodziców (19, a więc 13 proc.) rozważał zapytanie lekarza o możliwość przyśpieszenia śmierci dziecka. Dwunastu (9 proc.) przyznało, że taką rozmowę przeprowadziło. Pięcioro rodziców (4 proc.) było na tyle zdeterminowanych, że wręcz żądało tego od lekarza.

13 proc. rodziców rozważało zapytanie lekarza o możliwość przyśpieszenia śmierci dziecka. 9 proc. przyznało, że taką rozmowę przeprowadziło. 4 proc. żądało tego od lekarza.



Najbardziej zaszokowało naukowców to, że troje z tych rodziców jest przekonanych, że ich prośba została spełniona - że lekarz zwiększając dawkę morfiny, przyśpieszył śmierć ich dziecka. - Możemy mieć do czynienia z nadinterpretacją. Rodzice myślą, że lekarz spełnił ich prośbę, ale wcale tak nie musiało być. Dawki morfiny zwiększa się, by złagodzić narastający ból bez intencji skrócenia czyjegoś życia - komentuje Joanne Wolfe. Nie wszyscy się jednak z nią zgadzają.

- Nie mam wątpliwości, że czasem lekarze spełniają prośbę rodziców o zakończenie cierpień ich dziecka, podając wysoką dawkę leków zwalczających ból, a także hamujących pracę układu oddechowego - mówi w wywiadzie dla agencji AP dr Douglas Diekema ze szpitala dziecięcego w Seattle w stanie Waszyngton (w tym stanie USA, a także w Oregon, dopuszczalne jest skracanie życia nieuleczalnie chorych w formie tzw. samobójstwa w asyście lekarza). - Nie muszą świadomie podać śmiertelnej dawki leku, wystarczy, że nie interweniują w sytuacji, kiedy po zażyciu leku dziecko przestaje oddychać - mówi Diekema.

- Jeżeli nie ma żadnej innej opcji, a pacjent niewyobrażalnie cierpi, to dlaczego nie przyśpieszyć jego śmierci? - mówi David Reilly, którego pięcioletni syn zmarł z powodu nowotworu przed 11 laty. Co ciekawe, jego lekarzem była Joanne Wolfe. - Pamiętam, że gdy mój syn bardzo cierpiał, wprost zapytałem dr Wolfe: "Czy możemy z tym szybko skończyć?".

Lekarka odmówiła.

W tym samym badaniu onkologowie prosili również rodziców o wyobrażenie sobie hipotetycznej sytuacji, w której jeszcze raz musieliby się zmierzyć z podobnym koszmarem - opiekować się nieuleczalnie chorym dzieckiem, które cierpi z powodu coraz silniejszego, niedającego się kontrolować bólu, albo dzieckiem pogrążonym w nieodwracalnej śpiączce. Blisko połowa rodziców odpowiedziała, że zgodziłaby się w takiej sytuacji na przyśpieszanie zgonu dziecka. Dodatkowe pytania pokazały jednak, że rodzice częściej akceptowaliby skrócenie życia z powodu silnego bólu niż nieodwracalnej śpiączki.

Joanne Wolfe stara się bardzo ostrożnie interpretować wyniki swoich badań. Przede wszystkim zwraca uwagę na konieczność rozmawiania z rodzicami chorych dzieci. Pisze: "Celem badania było nie tylko sprawdzenie, jak wielu rodziców rozważa przyśpieszenie śmierci swoich dzieci. Zajęliśmy się też kwestią tego, czy rodzice otrzymują odpowiednie wsparcie ze strony lekarzy, czy rozmawia się z nimi o sposobach złagodzenia cierpień dzieci. I okazało się, że z tym jest wielki problem. Wielokrotnie rodzice nie mieli z kim podzielić się swoją troską o ból przeżywany przez ich dzieci. Niestety, my - klinicyści - często nie dajemy im takiej możliwości. A z własnego doświadczenia wiem, że dla nich jest to bardzo ważne - upewnić się, że ich dziecko cierpi najmniej jak to tylko możliwe, że zrobiono w tym celu absolutnie wszystko, co było można".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    56 głosów

Ostatni akt ACTA

Po zapowiedzi manifestacji w 60 miastach Niemiec w piątek gruchnęła nieoficjalna wiadomość, że niemiecki rząd zrezygnował z podpisania ACTA!

My, ateiści

Wiara jest być może ostatnią deską ratunku przed potwornością tego świata. Ale deską nabitą gwoździami - napisał w zeszłym tygodniu Krzysztof Varga. Wielu poruszyło to wyznanie niewiary

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W sobotę z ''Gazetą'':

  • Wysokie Obcasy