http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kiedy moralność idzie na dno?

Olga Walendziak
2010-03-04, ostatnia aktualizacja 2010-03-04 11:00

Titanic opuszczający Southampton 10 kwietnia 1912
Titanic opuszczający Southampton 10 kwietnia 1912
Fot. AP

W sytuacjach ekstremalnych czasem jesteśmy gotowi poświęcić życie za innych, niekiedy zaś jak zwierzę walczymy o przetrwanie. Co o tym decyduje? Czas, jaki mamy na podjęcie decyzji - dowodzą naukowcy

Autorzy pracy opublikowanej w "Proceedings of National Academy of Sciences" przyjrzeli się dwóm słynnym katastrofom morskim z początku XX w., w których zatonęły transatlantyki.

Pierwszy z nich, "Titanic", zderzył się z górą lodową i poszedł na dno w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 r., kilka dni po tym, jak wyruszył w swój dziewiczy rejs. Co ciekawe, podczas ewakuacji w dużej mierze udało się uniknąć paniki, choć szalup starczyło zaledwie dla połowy pasażerów. Wśród uratowanych znalazły się głównie kobiety i dzieci.

Inaczej wyglądała historia "Lusitanii". Zatonęła 7 maja 1915 roku - jej żywota nie zakończyła góra lodowa, lecz torpeda wystrzelona przez niemiecki okręt podwodny U-20 (zatonięcie "Lusitanii" wymienia się jako jeden z powodów przyłączenia się Stanów Zjednoczonych do I wojny światowej, ponieważ na jej pokładzie było dużo obywateli amerykańskich). Tym razem pasażerowie tonącego statku nie kierowali się kodem dżentelmeńskim - o przeżyciu decydowały przede wszystkim młody wiek i sprawność fizyczna.

Zarówno "Lusitania", jak i "Titanic" były luksusowymi parowcami transatlantyckimi. Oba wiozły podobną liczbę pasażerów o podobnej strukturze wiekowej i statusie majątkowym. Kapitanowie obu statków wydali jasną dyspozycję: "Najpierw ratujmy kobiety i dzieci!". A jednak tylko na "Titanicu" ustąpiono im pierwszeństwa w szalupach.

Naukowcy wyliczyli, że na "Titanicu" dzieci miały o blisko 15 proc. większą szansę na przeżycie niż dorośli, podczas gdy na "Lusitanii" - o 5 proc. mniejszą. Kobiety z "Titanica" miały o połowę większą szansę na ocalenie niż mężczyźni, a na "Lusitanii" szanse obu płci były mniej więcej równe.

Wśród pasażerów "Titanica" przeżyło aż 75 proc. kobiet i około połowy dzieci, a tylko 20 proc. mężczyzn. W katastrofie "Lusitanii" utonęło ponad 77 proc. dzieci, a największą szansę na przeżycie mieli pasażerowie w wieku 16-35 lat.



Dlaczego? Zdaniem naukowców kluczową rolę odegrał tu czas. O ile "Titanic" tonął przez 2 godziny 40 minut, "Lusitania" poszła na dno w zaledwie 18 minut. Presja czasu sprawiła, iż pasażerowie "Lusitanii" działali instynktownie.

W sytuacjach stresowych w naszym organizmie gwałtownie wzrasta poziom adrenaliny, hormonu walki i ucieczki. Działamy, kierując się przede wszystkim instynktowną zasadą "przetrwanie ponad wszystko", odrzucając społeczne normy troski o innych. Wysoki poziom adrenaliny nie może się jednak utrzymywać zbyt długo, dlatego po kilku lub kilkunastu minutach do głosu dochodzi świadoma refleksja. Wtedy przypominamy sobie o kodeksie prawnym, społecznych normach, zasadach moralnych i jesteśmy w stanie przedłożyć czyjeś życie nad swoje.

Co ciekawe, podczas ewakuacji "Titanica" nie tylko szlachetne normy prospołeczne miały czas dojść do głosu. Na szansę przeżycia pasażerów miał wpływ również ich status materialny. Innymi słowy, pasażerowie z pierwszej i drugiej klasy mieli większą szansę przetrwania katastrofy niż płynący w trzeciej klasie, ponieważ mogli przekupić załogę nadzorującą obsadzanie szalup. Na tonącej "Lusitanii" nie było czasu na tego typu negocjacje.

Przykłady "Titanica" i "Lusitanii" po raz kolejny pokazują, że nasze zachowanie w dużym stopniu zależy od przebiegu zdarzeń, a nie od wpojonych w dzieciństwie norm czy wrodzonych cech charakteru.

Cytowany przez "New York Times" dr Benigno Aguirre z University of Delaware zauważa, że warto byłoby głębiej przeanalizować więzi, które mogły łączyć pasażerów. Z przeprowadzonych przez niego badań skutków pożarów w klubach nocnych na Rhode Island wynika, że większą szansę na uratowanie się miały tam osoby samotne, niż bawiący się w towarzystwie krewnych, przyjaciół lub nawet tylko znajomych. Bo troszcząc się o bezpieczeństwo bliskich jesteśmy bardziej skłonni ryzykować własnym życiem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

FBI prześwietliło Jobsa

W 1991 roku administracja prezydenta George'a Busha seniora rozważała zatrudnienie Steve'a Jobsa. FBI sprawdziło wtedy dokładnie Jobsa, a teraz upubliczniło tamte informacje

Obama walczy o pigułkę

Nawet niektórzy demokraci nie zgadzają się z rozporządzeniem prezydenta Baracka Obamy, które zmusza pracodawców do zapewnienia pracownikom darmowej antykoncepcji

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W sobotę z ''Gazetą'':

  • Wysokie Obcasy