http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Chińskie 300 procent normy

Adam Wawrzyński
2010-02-20, ostatnia aktualizacja 2010-02-19 16:23

Pokryte algami, zanieczyszczone jezioro Chaohu w Chinach
Pokryte algami, zanieczyszczone jezioro Chaohu w Chinach
Fot. STRINGER SHANGHAI REUTERS

Po raz pierwszy w historii Chiny przeprowadziły ocenę wpływu rolnictwa i przemysłu na środowisko naturalne. Wyniki są przerażające.

Spacerowicz przechodzi przez kłęby smogu w Pekinie.
Fot. Andy Wong AP
Spacerowicz przechodzi przez kłęby smogu w Pekinie.
Mężczyzna płynie przez zanieszyszczoną rzekę w Nanjing, Chiny
Fot. SEAN YONG REUTERS
Mężczyzna płynie przez zanieszyszczoną rzekę w Nanjing, Chiny
SERWISY
To, że zatrucie wód i powietrza dawno przekroczyło "bezpieczne"" poziomy przez długi czas było w Chinach tajemnicą poliszynela. Publiczne przyznanie, że problem istnieje i jest poważny, może oznaczać zmianę podejścia do ochrony środowiska, którego degradacja uderza rykoszetem w zdrowie ludności i podstawy chińskiego wzrostu.

Tylko niecały procent mieszkańców miast oddycha powietrzem, które normy UE określają jako "bezpieczne". Kwaśne deszcze spowodowane emisją tlenków siarki przez chiński przemysł docierają do Japonii, Południowej Korei, a nawet USA

Rolnictwo groźne jak przemysł

Jakość wody w Chinach od lat konsekwentnie się pogarsza. Okazuje się, że truje nie tylko przemysł. Równie groźnym "zatruwaczem" okazało się rolnictwo - odpowiedzialne za niemal połowę zanieczyszczeń organicznych z blisko 30 mln ton, które trafiły do rzek i jezior w 2007 roku. Rolniczego pochodzenia była też większość związków azotu i fosforu "użyźniającego"" wodę (łącznie około 5 mln ton). Podane wyżej ilości przekraczają ponadczterokrotnie limit zanieczyszczeń, który w miarę bezpieczny sposób może być w ciągu roku zaabsorbowany i rozłożony w procesach naturalnych. Stałym elementem krajobrazu w Chinach stały się glonowe "zakwity"" rzek i jezior prowadzące do zakłócenia panującej w nich równowagi ekologicznej. Wpuszczanie od kilku lat do największych jezior dziesiątków milionów karpi (większość kupuje państwo, ale do czynu społecznego"" zachęca się też obywateli), żywiących się glonami, raczej jej nie przywróci.

Chińskie centrum monitoringu środowiskowego ocenia jakość wody w skali od I do VI (gdzie "I"" to woda zdatna do picia, a VI - nienadająca się nawet do nawadniania pól). W 2008 roku blisko 25 proc. stacji kontroli rozlokowanych wzdłuż rzek Jangcy i rzeki Żółtej wskazywało najniższy, VI stopień czystości wody; kompletnie zatrute była też połowa zasobów wodnych 28 największych chińskich jezior. Stan, który w krajach Zachodu, z wszystkimi ich środowiskowymi grzechami, zostałby nazwany katastrofą ekologiczną, w Państwie Środka jest codziennością.

Chińska choroba

Od niedawna można też głośno mówić o innych niż ekonomicznych skutkach degradacji środowiska naturalnego. Chińskie ministerstwo zdrowia podaje, że w ciągu ostatnich 30 lat liczba przypadków raka płuc wzrosła o...465 proc. Tylko mniej niż połowę tego wzrostu można wiązać ze starzeniem się społeczeństwa. Główną przyczyną śmierci pozostają właśnie nowotwory (w miastach zabójcą numer jeden wśród wszystkich przyczyn jest rak płuc) i choroby krążenia, w rozwoju których niekorzystne warunki środowiskowe odgrywają ważną rolę. Styl życia dużej części społeczeństwa dopełnia ten niewesoły obraz - palenie papierosów i brak ruchu zbiera największe śmiertelne żniwo. WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) oraz Bank Światowy oceniają, że na skutek zatrucia środowiska przedwcześnie umiera w Chinach kilkaset tysięcy osób rocznie. Dla porównania - w wypadkach samochodowych ginie około 100 tys. Blisko 70 mln ludzi choruje na różnego rodzaju przewlekłe schorzenia układu oddechowego (trzecia w kolejności przyczyna śmiertelności).

2 lutego przedstawiciele Narodowej Komisji ds. Populacji i Planowania Rodziny przekazali państwowym mediom, że alarmująco rosną wskaźniki urodzeń dzieci z wadami wrodzonymi, a jako główną przyczynę podano zatrucie środowiska. W latach 2001-06 liczba takich przypadków wzrosła o blisko 40 proc.

Zagrożona samowystarczalność

Jakby problemów z zatruciem wody i powietrza było mało, pekińscy naukowcy opublikowali właśnie w tygodniku „Science” raport dotyczący wzrastającego zakwaszenia obszarów uprawnych. Większość roślin znajduje optymalne warunki do wzrostu, kiedy pH środowiska glebowego jest bliskie neutralnemu (pH około 7). Obniżenie tej wartości (czyli właśnie zakwaszenie) nie tylko ogranicza plony, ale powoduje zwiększoną mobilność toksycznych pierwiastków metali ciężkich, wymywanych do wód powierzchniowych. W okresie ostatnich 25 lat spadek wartości pH odnotowano prawie we wszystkich rejonach Chin i dotyczył on większości rodzajów gleb.

Główną przyczyną tego zjawiska jest nadmierne nawożenie, nawet dwukrotnie przekraczające realne potrzeby.

Samowystarczalność żywnościowa to oczko w głowie chińskich decydentów; własna produkcja rolnicza zapewniać ma nie mniej niż 95 proc. potrzeb. Od wielu lat to się udawało, ale nigdy nie było łatwe: Chiny zamieszkiwane przez jedną piątą ludności świata mają tylko około 7 proc. gleb nadających się do uprawy. Na skutek postępującej urbanizacji i rozwoju przemysłu ich powierzchnia zresztą stale maleje. Produkcja żywności rosła w ostatnich latach w szybkim tempie, jednak to osiągnięcie bazowało w dużej mierze na wzroście stosowania nawozów sztucznych, herbicydów i pestycydów. W okresie 1980-2007 plony zbóż wzrosły o połowę, natomiast stosowanie nawozów azotowych blisko dwukrotnie.

Europa - w początkach Wspólnej Polityki Rolnej popełniła podobny błąd, jednak szybko wyciągnęła właściwe wnioski. Dzisiaj standardy ochrony środowiska, jakie musi spełniać rolnictwo, przemysł czy nowe inwestycje w UE, określa się często jako przesadne. Wydaje się przy tym, że skala zniszczenia środowiska, jaka nastąpiła w krajach Zachodu na skutek zbyt intensywnego stosowania chemii rolniczej i rozwoju przemysłu ciężkiego, nigdy nie osiągnęła nawet zbliżonego poziomu co w Państwie Środka. Aktualnie obserwowany zwrot podejścia rządzących do ochrony środowiska i przyznanie, że zanieczyszczenie wód, powietrza i gleby jest nawet dwukrotnie większe, niż to przedstawiano wcześniej, może sugerować, że degradacja środowiska zaczęła bezpośrednio zagrażać bezpieczeństwu żywnościowemu Chin. Częściowo może też o tym świadczyć fakt intensywnych chińskich inwestycji w sektor rolny w Afryce i innych krajach Azji. Chińscy osadnicy produkują już żywność na chińskich farmach w Mozambiku, a w lutym 2010 r. demonstracje wstrząsnęły stolicą Kazachstanu - protestowano przeciwko umowie "wynajmu"" najludniejszemu krajowi świata "drobnego"" miliona hektarów pod uprawę soi. 

Pozostaje pytanie, czy skupienie uwagi na stymulowaniu produktywności i ignorowanie wpływu rolnictwa i przemysłu na środowisko naturalne nie trwało w Chinach zbyt długo. Jest trudnym do uwierzenia, że ministerstwo ds. środowiska utworzono tam dopiero w 2008 r. Chociaż dziś w budowie są tysiące nowych oczyszczalni ścieków, a spore pieniądze inwestuje się w technologie energetyczne bardziej przyjazne naturze, zanieczyszczenie wody, powietrza i gleby będzie postępować jeszcze długo. Jego skutki, nie tylko dla Chin, będą trudne do przewidzenia.

Konfucjusz powiada: Trzy są sposoby zdobywania mądrości. Pierwszy to refleksja - najbardziej szlachetny; następnie naśladowanie - jest on najłatwiejszy; a trzeci to doświadczenie - najbardziej gorzki ze wszystkich. Gdyby tylko Chińczycy słuchali Konfucjusza.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    84 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':