http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Odpowiedź na list prof. Łukasza Turskiego: Uznajmy błędy raportu IPCC i go zrewidujmy

Zbigniew W. Kundzewicz
2010-02-15, ostatnia aktualizacja 2010-02-15 13:44

Z zainteresowaniem przeczytałem napisany ze swadą list prof. Turskiego, znanego popularyzatora nauki.


Fot. OLIVIER MAIRE AP
Nie mogłem zareagować przed weekendem i wyprzedziły mnie "krasnoludki". W blogu "Doskonale Szare" pojawiła się szybko ciekawa wymiana opinii (na ogół anonimowych) na temat mojego artykułu i listu prof. Turskiego. Niektóre sformułowania "doskonale szarych", dotyczące istotnych i konkretnych zagadnień szczegółowych, uważam za bardzo kompetentne i celne. Pozwolę więc sobie teraz tylko na kilka ogólniejszych uwag do listu prof. Turskiego.

Zgadzam się z częścią propozycji prof. Turskiego. Trzeba uznać błędy raportu IPCC, zauważając jednocześnie, że nie podważają one zasadniczych przesłań obszernego dokumentu, zawartych np. w raporcie syntez. Co do rewizji Czwartego Raportu, moje stanowisko różni się od propozycji prof. Turskiego - uważam, że podjęcie takiej poważnej pracy nie jest realne, choć niewątpliwie warto wyciągnąć wnioski ze słabości Czwartego Raportu po to, by Piąty Raport był jeszcze lepszy. Na razie, lista usterek znalezionych w Czwartym Raporcie IPCC jest krótka i mało przekonywająca.

Prof. Turski wyjaśnia, że zasadniczym powodem Jego krytyki mojego artykułu jest - "przemilczenie sprawy działalności naukowej dr. Michaela Manna, autora tzw. krzywych hokejowych". Tej kwestii prof. Turski poświęca trzy akapity swojego listu. W moim artykule w "Gazecie" odnoszę się jednak tylko do ostatniego, Czwartego Raportu IPCC z roku 2007, który nie zawiera wykresów Manna, a nie do przedostatniego, Trzeciego Raportu IPCC z roku 2001, w którym wykorzystano rysunek adaptujący wykres Manna znany pod nazwą kija hokejowego.

Prof Turski pisze też, że pomijam "zawarte również w raporcie liczne inne konfabulowane dane pochodzące z niepublikowanych prac dyplomowych studentów, na przykład Uniwersytetu Al-Hazar w Kairze (np. o zatopieniu Holandii)". Zwrot "liczne konfabulowane dane" zawiera nadużycie liczby mnogiej ("liczne") i mało konkretne oskarżenie o konfabulację. Szkoda, że prof. Turski nie zadał sobie trudu uważnego zajrzenia do dokumentu, który krytykuje i nie odniósł się do sprawy z precyzją badacza, np. ułatwiając czytelnikom sprawdzenie postawionych zarzutów przez podanie konkretnych szczegółów odniesienia, zgodnie z wysokimi standardami IPCC. Obszerną i ciekawą dyskusję dotyczącą tej kwestii znajdujemy w blogu "Doskonale Szare". Jedynym namacalnym konkretem z zarzutu prof. Turskiego jest zakwestionowanie wiarygodności kilku źródeł. Zgodnie z regułami działania IPCC autorzy raportów dokonują przeglądu i oceny najnowszej informacji naukowej, technicznej i społeczno-ekonomicznej. Istotnie, lista ok. 18 tys. pozycji źródłowych cytowanych w raporcie zawiera niepublikowane prace dyplomowe. Portal "Climate Quotes" przedstawia dziewięć prac dyplomowych cytowanych w AR4, z których dwie nie były opublikowane. Warto się zastanowić nad regułami gry na przyszłość. Ogólne zasady sporządzania raportów IPCC nie wykluczały sięgnięcia do tzw. szarej literatury, a więc tej, która ukazała się poza recenzowanymi wydawnictwami. Chodziło o możliwość rozszerzenia bazy regionalnej informacji. Wiedza zawarta w raportach IPCC powinna mieć globalny charakter, a lokalni eksperci w wielu krajach słabiej rozwiniętych nie piszą artykułów do recenzowanych międzynarodowych czasopism naukowych. Dlatego uznano, że szarą literaturę, w tym prace dyplomowe, można w szczególnych przypadkach uwzględnić w raporcie, choć każda decyzja o uwzględnieniu winna być głęboko przemyślana. Zdarzają się bardzo dobre prace dyplomowe, których autorzy po skończeniu studiów zajmują się innymi sprawami, więc materiału zawartego w rozprawie nie publikują w formie artykułu w recenzowanym piśmie.

Preambuła listu prof. Turskiego zawiera takie zdanie: „Jak każdy mieszkaniec planety Ziemia mam prawo wiedzieć, czy decyzje mogące zadecydować o rozwoju cywilizacji, a takich wymaga grono specjalistów zgromadzonych wokół IPCC oraz armie polityków z Alem Gore'em na czele, oparte są na uczciwych badaniach naukowych i rzetelnych konkluzjach czy też są wynikiem kiepskiej jakości badań statystycznych i manipulacji tymi wynikami przez aktywistów politycznych odmieniających słowo »nauka « przez wszystkie przypadki wszystkich oficjalnych języków ONZ”. Brzmi patetycznie, ale końcówka nie jest precyzyjna. W języku angielskim, w którym tworzone są raporty IPCC, nie ma deklinacji, więc słowa „nauka” nie da się odmieniać przez przypadki. Nie jest to możliwe także w czterech innych językach oficjalnych ONZ - francuskim, hiszpańskim, chińskim i arabskim, w których również deklinacja nie istnieje. Jedynym językiem oficjalnym ONZ, w którym można odmieniać słowo „nauka" przez przypadki, jest rosyjski. W swoim liście prof. Turski odmienia bardziej złożone hasło - „prawdziwa nauka”, „prawdziwej nauce”. „Doskonale szarzy” poszli tropem „prawdziwej nauki”, uważnie studiując artykuł prawdziwego, jak rozumiem, naukowca, dochodząc do wniosków, które nakazują zachować powściągliwość. Wszystko zależy od tego kto i według jakich kryteriów przyczepia etykietkę.

Na koniec - jeszcze jedno stwierdzenie prof. Turskiego: "Nie wiem, dlaczego prof. Kundzewicz, jako współautor dokumentu, staje na stanowisku aktywisty politycznego i broni Raportu IPCC inwektywami pod adresem pytających o prawdę". Uważnie przejrzałem jeszcze raz swój tekst opublikowany w "Gazecie Wyborczej" i nie znalazłem żadnej inwektywy. Nazwałem kradzież kradzieżą, ale to chyba nikogo nie uraża. Inwektywą jest natomiast stwierdzenie użyte przez prof. Turskiego, że staję "na stanowisku aktywisty politycznego". Zresztą termin "aktywista polityczny" znajdujemy w liście prof. Turskiego niespodziewanie często - aż trzykrotnie. Bronię, jako współautor, stworzonego przez wyśmienitych naukowców raportu, którego czas przygotowania można liczyć w milionach osobogodzin mrówczej, wytężonej i wysoce kwalifikowanej pracy prowadzonej w dobrej wierze.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':