Przeczytaj też polemikę z tekstem Adama Wawrzyńskiego i odpowiedź autora. Kolejny raz plotka o szkodliwości GMO z szybkością błyskawicy obiega internet i media, tym razem alarmując o rzekomej toksyczności uprawianej w Europie kukurydzy. Firma Monsanto miała być ponoć zmuszona do ujawnienia "niewygodnych dla siebie wyników badań" świadczących o negatywnym wpływie trzech odmian modyfikowanej kukurydzy na zdrowie karmionych nią szczurów. Niczym w dowcipach o
radiu Erewan, wszystko się zgadza poza małym drobiazgiem - z badań wynika, że ta kukurydza jest tak samo bezpieczna jak zwykła.
Można pokusić się o stwierdzenie, że wśród całej żywności dopuszczonej na rynki wzbudzająca histerię żywność genetycznie zmodyfikowana przebadana jest najlepiej i z pewnością jej spożywanie nie niesie najmniejszego niebezpieczeństwa dla konsumentów. W przypadku kukurydzy
MON 810 konsumentami są zresztą głównie krowy i świnie, gdyż jest to odmiana paszowa. Warto dodać, że to pierwsza i jedyna odmiana roślin transgenicznych dopuszczona do uprawy na terenie Unii Europejskiej na większą skalę. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności niejednokrotnie zapewniał, że nic nam z jej strony nie grozi (ostatnio 30 czerwca oraz 30 lipca ubiegłego roku).
Źródłem plotki była praca opublikowana w "International Journal of Biological Sciences". Doradzająca francuskiemu rządowi wysoka rada ds. biotechnologii natychmiast wydała oświadczenie, że wnioski zasugerowane przez autorów tej publikacji są błędne, zaś niezależni toksykolodzy podkreślali, że odkryte "ślady toksyczności" kukurydzy to po prostu standardowy "szum tła" (a więc nie można na tej podstawie wyciągać żadnych wniosków).
Warto przypomnieć - po raz kolejny - że nie istnieje ani jeden udowodniony przypadek szkodliwości roślin GM. Cóż z tego - "afery" z żywnością GMO regularnie przelatują przez czołówki mediów i paski telewizji, szybko zresztą gasnąc niczym spadająca gwiazda. Było już o "nieoczekiwanym" skutku wysiewu roślin GM, który do zagłady doprowadzić miał populację pięknego motyla Monarcha (Danaus plexippus ), o soi powodującej alergie, szczurach, które po spożyciu masowo zdychały w męczarniach, co miał zaobserwować węgierski uczony Arpad Pusztai.
Wszystkie te doniesienia w ten czy inny sposób przeinaczały fakty.
Ale jak widać, to nie fakty się w tym sporze liczą. Linia frontu pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami technologii GMO od dawna przebiega między pozycjami ideologicznymi, a nie racjonalnymi. Mimo wszystko warto przypomnieć kilka najczęściej przytaczanych gróźb, jakie według zielonych niesie biotechnologia i uprawy roślin genetycznie modyfikowanych:
1. "GMO zagroża bioróżnorodności". To jeden z ostatnich "przebojów" na liście strachów przed zmodyfikowanymi genetycznie organizmami. Według wielu zielonych aktywistów wprowadzanie "genów, które będą się rozpowszechniały w środowisku", zagrażać ma genom tam "zasiedziałym". Przypomnijmy, że wyselekcjonowane geny roślin uprawnych nie dają im specjalnej przewagi w naturze, a wręcz przeciwnie - poprzez ingerencję człowieka utrzymywane są pule genowe, które korzystne są jedynie z ludzkiego punktu widzenia. Kto w to wątpi, niech zastanowi się, czy pole, o które nie zadba rolnik, zostanie zachwaszczone, czy raczej skolonizują je rośliny uprawne. Uprawy GMO nie są też żadnym zagrożeniem dla upraw ekologicznych - a raczej są takim samym zagrożeniem jak normalna, towarowa produkcja rolnicza, na której opiera się dzisiejszy świat.
2. "Geny przenoszone pomiędzy odległymi ewolucyjnie gatunkami mogą spowodować nieoczekiwane, szkodliwe zmiany" Po pierwsze, geny nie są "przywiązane" ściśle do gatunku. Po drugie, takie ryzyko jest oczywiście - rzecz w tym, że szansa wystąpienia "nieoczekiwanych i szkodliwych zmian" przeoczona przez naukowców jest dużo, dużo mniejsza niż w przypadku mutacji spontanicznych, które zachodzą na okrągło we wszystkich organizmach żywych, także roślinach uprawnych. Skoro kompletnie ignorujemy większe ryzyko, dlaczego histerycznie przejmować się mniejszym? Dla zachowania właściwych proporcji - oba wyżej wymienione niebezpieczeństwa są właściwie tak nikłe, że niemal równe zeru.
3. "Sprawimy, że rolnicy zostaną uzależnieni od chciwych koncernów" Jeśli ktoś wciąż wyobraża sobie, że współczesne rolnictwo opiera się na wysiewaniu nasion, które gospodarz zachował sobie z poprzedniego roku, to już najwyższy czas, żeby wycofać "Chłopów" z listy lektur szkolnych. Kwalifikowany materiał siewny pozwolił na wielki skok w produkcji rolniczej, i tak już raczej zostanie. Odmiany GM podlegają tym samym prawom co i te zwykłe - używanie materiału siewnego dobrej jakości zwiększa produkcję i jej opłacalność.
4. "Stworzymy superchwasty" Po pierwsze, stwarzaliśmy je, stwarzamy i będziemy stwarzać, gdyż powstają one wszędzie tam, gdzie działa się presją selekcyjną, czyli np. na polu uprawnym. Geny odporności na herbicydy, które wstawiane są do roślin GMO, zostały najpierw "wyciągnięte" z organizmów, które pod presją taki gen sobie wyselekcjonowały.
Większość Polaków i Europejczyków boi się i nie chce GMO, co pokazują sondaże - i to jest argument, który można zrozumieć. Jednak powoływanie się na naukę przy próbach racjonalizowania irracjonalnych strachów jest po prostu nieuczciwe.
Więcej faktów i na temat roślin genetycznie modyfikowanych na stronach
Komitetu Biotechnologii PAN GMO zdobywa świat
* w roku 2008 r. (danych za rok 2009 jeszcze nie ma) uprawy roślin GM dopuszczało 25 krajów na świecie zamieszkanych przez ponad połowę ludzkości
* w latach 1996-2008 światowa powierzchnia upraw roślin genetycznie modyfikowanych wzrosła 74-krotnie; osiągając 125 mln ha. Dla porównania w Europie w 2008 r. obsiano nimi blisko 100 tys. ha
* w tej chwili w uprawie znajduje się ok. 30 odmian roślin GM (według styczniowego "Nature Biotechnology" do 2015 r. liczba ta wzrośnie co najmniej czterokrotnie)
* w grudniu 2009 r. Chiny dopuściły do uprawy pierwszą odmianę transgenicznego ryżu
* w USA większość uprawianego rzepaku, bawełny, soi i kukurydzy to odmiany genetycznie modyfikowane
>