Oczywiście nie chodzi o nasze ludzkie problemy z zakopanymi
samochodami, zasypanymi lotniskami czy spóźnionymi pociągami, lecz kłopoty zwierząt w lesie przykrytym kilkudziesięciocentymetrową warstwą białego puchu.
Wczoraj na nartach (inaczej po lesie się chodzić nie da) wyszedłem na niewielką polanę w dolinie leśnej rzeki. To ulubione zimowe miejsce naszych dzików, ale ponieważ ich nie dostrzegłem, śmiało ruszyłem przed siebie, by sprawdzić, czy żubry przychodzą jeszcze do resztek stogu postawionego tu w lecie przez pracowników Białowieskiego Parku Narodowego.
Tropów żubrów nie zobaczyłem, za to z gnijącego siana wyskoczyły dziki. Jeden po drugim. Gdy myślałem, że to już koniec, jak króliki z kapelusza pojawiały się następne i następne. Przy dwudziestu straciłem rachubę.
Okazało się, że w sianie wygrzebały sobie legowisko przynajmniej trzy młode loszki z przychówkiem. Dość głęboki dół chronił je przed wiatrem, a resztki gnijącego siana dawały trochę ciepła. Takie zbiorowe sypialnie nie są niczym dziwnym u dzików, szczególnie w mroźne dni.
Dziki postanowiły prysnąć przede mną, ale jakoś im to nie szło. Z dość krótkimi nóżkami bardzo trudno im brnąć w głębokim śniegu. Mniejsze dziki często korzystają ze ścieżek przetartych przez większe osobniki. Takie śnieżne korytarze służą im do przechodzenia z miejsc odpoczynku do miejsc żerowania. Korzystają z nich wielokrotnie, co widziałem po tropach. Problem pojawia się, kiedy kilka rodzinek ma zamiar takim śnieżnym korytarzem uciec przed zagrożeniem, co właśnie teraz miało miejsce. Nagle przed moimi oczyma powstał dziczy korek - w dosłownym słowa tego znaczeniu. Po chwili zapanowało jeszcze większe zamieszanie, bo nagle część stada postanowiła wrócić do legowiska. Przepychankom towarzyszyły przeraźliwe kwiki.
Szybko więc zostawiłem dziki w spokoju, bo to przecież ja, a nie kto inny, byłem sprawcą tego komunikacyjnego zamieszania. Wracając do domu, przyglądałem się, jak zwierzęta radzą sobie w głębokim śniegu. Oczywiście jelenie czy żubry mają na tyle długie nogi, że w miarę swobodnie mogą się przemieszczać. Łasice, kuny i wiewiórki oraz myszy leśne są na tyle lekkie, że idą po powierzchni śniegu. A lisy? - pomyślałem prawie w tym samym momencie, w którym spojrzałem na swój stary ślad narciarski. I tu spotkało mnie zaskoczenie, którego powinienem się spodziewać. Otóż, na moim ubitym śladzie widniały właśnie tropy lisa. Jak widać, często muszą korzystać z wydeptanych przez inne zwierzęta ścieżek, a w tym wypadku takim dużym zwierzęciem byłem ja.
Kolejny raz się zdziwiłem, gdy z niewielkiego mostu spojrzałem na rzekę. Cała była usiana lisimi tropami, ich linie szły równolegle do brzegów, w górę i w dół rzeki. Lisy przy tym wykazywały się wielką znajomością rzecznego lodu. Szły środkiem, czyli tam, gdzie lód najrzadziej się załamuje i jest najgładszy.
Jeżeli ścieżki wydeptane przez dziki i jelenie są dla lisów czymś w rodzaju sieci dróg lokalnych, to rzeka na pewno jest autostradą.
Czekam na listy:
adam.wajrak@gazeta.pl