http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pandemia skrajnych reakcji

Jacek Mrukowicz*
2010-01-21, ostatnia aktualizacja 2010-01-20 17:38

Czy wydanie setek tysięcy euro na szczepionki na grypę pandemiczną miało sens? Mimo że ludzie w Europie Zachodniej się nie zaszczepili? Miało. Ta grypa się jeszcze nie skończyła. Polska zaryzykowała nie kupując szczepionek, ale czy to powód do zadowolenia?

Szczepionka przeciwko A/H1N1
Fot. BOB EDME AP
Szczepionka przeciwko A/H1N1
W pierwszym tygodniu stycznia - gdy liczba zachorowań na grypę i choroby grypopodobne zmniejszała się już od niemal miesiąca - nasze media obwieściły zwycięstwo nad pandemią grypy A/H1N1v ("v" oznacza wariant istotnie różniący się od dotychczas występujących wirusów) i skrytykowały rządy Francji, Włoch, Niemiec czy Anglii za zakupy szczepionek, których zapasów na razie nie zużyto.

W tym samym czasie dr Anne Schuchat, dyrektor koordynującego program szczepień w USA Narodowego Centrum ds. Szczepień i Chorób Układu Oddechowego w Centers for Disease Control and Prevention (CDC) w Atlancie, ostrzegała, że najgorsze, co można teraz zrobić, to ogłosić triumf. Bo wirus grypy pandemicznej nadal krąży wokół nas i wciąż wywołuje więcej zachorowań niż w poprzednich sezonach, a szczepienie jest najlepszą metodą profilaktyki. Do tego szczepionka przeciwko A/H1N1v jest idealnie trafiona, bo wirus ten zdecydowanie zdominował sezon grypowy na całej półkuli północnej.

Dr Schuchat przywołała pandemię grypy azjatyckiej z 1957/1958 r.: pierwsza fala zachorowań ustąpiła wtedy w grudniu, ale w lutym i marcu nastąpił ponowny wzrost o niemal podobnej intensywności. Inny przykład podaje prof. Angus Nicoll, szef Programu Walki z Grypą w Europejskim Centrum Kontroli Chorób (ECDC) w Sztokholmie, w styczniowym numerze "Eurosurveillance", periodyku naukowego wydawanego przez ECDC: w drugim sezonie pandemii grypy Hongkong (1969/70) liczba ciężkich zachorowań i zgonów była większa niż w pierwszym (1968/69).

To nie jest "zwykła" grypa

Tego, co się stanie z obecną pandemią, nie sposób przewidzieć ze stuprocentową pewnością, choć na szczęście przebieg pandemii tej grypy jest dotychczas umiarkowany, a zdecydowana większość osób choruje względnie łagodnie.

To jednak nieprawda, że obecna grypa nie różni się od "zwykłej", sezonowej. W Polsce od listopada 2009 do 13 stycznia tego roku zmarły z powodu laboratoryjnie potwierdzonej grypy A/H1N1v 154 osoby, głównie dzieci oraz dorośli młodzi i w średnim wieku - tymczasem grypa sezonowa jest śmiertelna przede wszystkim dla osób po 65. roku życia. W poprzednich kilku latach liczba zgonów z powodu potwierdzonej laboratoryjnie grypy sezonowej w Polsce wahała się rocznie w granicach od 14 do 52 osób.

Skutki grypy to nie tylko zgony, ale też znacznie większa liczba chorych, którzy z powodu tej choroby i związanych z nią powikłań wymagają leczenia w szpitalu. Liczba chorych, którzy trafili na intensywną terapię z ciężką niewydolnością oddechową z powodu potwierdzonej lub prawdopodobnej grypy pandemicznej, już teraz jest w wielu krajach znacznie większa niż w poprzednich sezonach grypowych, a to jeszcze nie koniec pandemii. Doba pobytu chorego na takim oddziale jest bardzo kosztowna, a chory z ciężką niewydolnością oddechową wymaga nierzadko długiego leczenia.

Kiedy Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) i ECDC wydawały zalecenia przed sezonem grypowym, nie mogły mieć pewności, że przebieg pandemii nie będzie gorszy. Wiedziały też jednak, że zarówno zbagatelizowanie zagrożenia, jak i nadmierna reakcja będzie miała negatywne skutki.

Dziś widać, że ich zalecenia okazały się słuszne: WHO i ECDC nie postulowały zamykania granic, ograniczeń w transporcie, zamykania zakładów pracy i szkół itp. Zaleciły szczepienia ograniczone do grup ryzyka: przewlekle chorych, kobiet w ciąży i pracowników służby zdrowia. Ten program szczepień był pierwszą światową tak ogromną i niełatwą logistycznie operacją.

Warto się zastanowić, dlaczego nie wszędzie wprowadzenie go w życie przebiegło sprawnie. Dlaczego jedni kupili za dużo szczepionek, a inni wcale?

Lepiej się zabezpieczyć

Zacznijmy jednak od tego, że w wielu krajach program się powiódł: w Skandynawii, na Węgrzech, Litwie, w Czechach czy USA akcja szczepień odbyła się sprawnie, liczbę dawek oszacowano dokładniej i/lub szczepienia promowano skuteczniej, a nadwyżki szczepionek nie są wielkim problemem.

Inaczej było we Francji, Włoszech czy Niemczech, które zamówiły szczepionki dla znacznej części społeczeństwa, ale obywatele nie chcieli się tam szczepić. Szczepionki nie zostały wykorzystane, co wzbudziło zrozumiałe wątpliwości - w każdym kraju, nawet najbogatszym, wydatki na zdrowie są ograniczone; jeśli więc za dużo poszło na szczepionki, to można się obawiać, że na coś innego w służbie zdrowia nie wystarczy.

Francuzi, Włosi czy Niemcy nie wzięli pod uwagę tego, że z różnych powodów wiele osób zrezygnuje ze szczepienia. Być może zawinił brak wiarygodnej informacji o bezpieczeństwie i skuteczności szczepień. To ważna lekcja na przyszłość. Zakupy były też za duże, bo początkowo sądzono, że skuteczne szczepienie wymaga dwóch dawek na osobę. Dopiero w czasie sezonu grypowego okazało się, że w przypadku dwóch z trzech dopuszczonych do obrotu szczepionek wystarczająca jest jedna dawka.

Tyle że kupiona szczepionka się nie zmarnuje. Wirus jeszcze nie zniknął i zapewne w podobnej postaci pojawi się w kolejnych sezonach. Nadal więc warto się zaszczepić. Do tego WHO koordynuje program przekazywania nadwyżek szczepionek 95 biednym krajom rozwijającym się, których nie stać na ich zakup.

Choć kalkulacje nie były dokładne, Francja, Włochy czy Niemcy nie wydały źle swoich pieniędzy, dając możliwość wyboru swoim obywatelom. Pokazały ponadto, że nie bagatelizują zagrożenia, które w przypadku pandemii grypy trudno do końca przewidzieć z całkowitą pewnością.

Na tym tle Polska nie wygląda dobrze, choć wiele osób wyciągnęło już przeciwny wniosek. Rząd odmówił zakupu szczepionek, i to nie z powodu kłopotów finansowych (koszt szczepionki pandemicznej nie powinien być dużo większy niż szczepionki przeciwko grypie sezonowej, którą rząd zamierzał zakupić) czy braku zagrożenia (154 potwierdzone ofiary do 13 stycznia), ale ze względu na publicznie wyrażaną nieufność do ich bezpieczeństwa. Dziś, kiedy w całej Unii zaszczepiono ponad 32 mln osób (w tym ponad 300 tys. kobiet w ciąży) i nie zauważono niepokojących sygnałów, widać, że te obawy były bezpodstawne - tak jak jesienią mówili eksperci, bezpieczeństwo szczepionek przeciw A/H1N1v nie różni się od bezpieczeństwa w przypadku stosowanych od wielu lat preparatów przeciwko grypie sezonowej. Czy był to więc rzeczywisty powód?

Wiele osób twierdzi, że Polska zaoszczędziła na szczepionkach, ale czy podejmowanie ryzyka niezakupienia ich nawet dla grup największego ryzyka dobrze świadczy o odpowiedzialności za zdrowie publiczne?

9 stycznia Barack Obama proklamował w USA tydzień szczepień przeciwko grypie pandemicznej, a na stronach Białego Domu pojawił się skierowany nie tylko do grup ryzyka, ale i innych obywateli apel o przyjęcie szczepionki przeciwko A/H1N1v oraz zachęcenie do tego bliskich i znajomych. Tymczasem w Polsce kierownictwo Ministerstwa Zdrowia zagrało na nucie, która może wzbudzić nieufność do szczepień przeciwko grypie w ogóle.

I będzie miało kłopot - Rada Europy zaleciła 22 grudnia 2009 roku, aby do sezonu 2014/2015 co roku szczepić przeciwko grypie sezonowej 75 proc. osób powyżej 65. roku życia i cierpiących na niektóre choroby przewlekłe. Na razie Polska pod tym względem jest w ogonie Europy. Piękna to będzie oszczędność, jeśli osoby te się nie zaszczepią.

*dr med. Jacek Mrukowicz - pediatra, redaktor naczelny "Medycyny Praktycznej Pediatrii", dyrektor Polskiego Instytutu Evidence Based Medicine w Krakowie

Pełna wersja artykułu - czytaj w portalu MedycynyPraktycznej (www.mp.pl)

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    38 głosów