http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Życie pod wulkanem

Rozmawiał w Anchorage na Alasce Tomasz Ulanowski
2010-01-12, ostatnia aktualizacja 2010-01-12 12:09

Podczas erupcji wulkanu Mt. Redoubt na Alasce samolot pasażerski wleciał w chmurę pyłu i zgasły mu wszystkie silniki. Po tym wypadku do alaskańskich wulkanologów popłynęła rzeka pieniędzy

Mount Redoubt, jeden z najwyższych wulkanów Alaski.
Fot. Game McGimsey AP
Mount Redoubt, jeden z najwyższych wulkanów Alaski.
Rozmowa z Robertem McGimseyem ze Służby Geologicznej USA (USGS) w Anchorage na Alasce

Tomasz Ulanowski: Byłem niedawno w Seattle w stanie Waszyngton i kiedy na sekundę przestał padać deszcz, chmury odsłoniły niesamowity widok - ogromny wulkan Mt. Rainier górujący nad miastem od południa. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że kiedy wreszcie wybuchnie, Seattle czeka zagłada.

Robert McGimsey: Mt. Rainier wyrasta na wysokość prawie 4,5 km i mimo że jest oddalony od Seattle o blisko 90 km, to ponieważ miasto leży na poziomie morza, więc wulkan...

...sterczy nad nim jak czarna wyrocznia?

- On jest przykryty potężną czapą lodu i śniegu. Dlatego kiedy wybuchnie - a erupcja nie musi być wielka - spłyną z niego potężne lawiny zamieniające się w błotno-kamienną powódź. Prognozuje się, że dotrze ona aż do Zatoki Pugeta, przy której leży Seattle i wokół której mieszka kilka milionów ludzi.

Czy istnieją plany ewakuacji miasta?

- Pewnie tak, ich przygotowanie nie jest jednak zadaniem wulkanologów z USGS. My tylko monitorujemy wulkany - z obserwatorium w Anchorage pilnujemy tych na Alasce - i w razie niebezpieczeństwa informujemy władze.

Ile wulkanów na Alasce kontrolujecie?

- Mamy tu ich ok. 80, z czego blisko 50, które wybuchły w ciągu ostatnich kilkuset lat. Najstarsze zapiski o tych erupcjach pochodzą z połowy XVIII w., kiedy na Alaskę przybyli Rosjanie. Co jakiś czas kapitanowie rosyjskich statków donosili o dymiących górach. Co prawda i wcześniej mieszkali tu ludzie - Inuici - ale oni przekazywali sobie wiadomości ustnie i gdzieś w historii te ich opowieści zaginęły.

Mimo że nasz region jest bardzo aktywny geologicznie - przez to, że tektoniczna płyta pacyficzna powoli wędruje na północny zachód i zapada się pod płytę północnoamerykańską - Alaskańskie Obserwatorium Wulkanologiczne w Anchorage zostało założone dopiero w 1988 r. Trzeba jednak pamiętać, że cywilizacja - której wulkany zagrażają - dotarła na Alaskę naprawdę niedawno. Ciągle zresztą chwalimy się, że nasz stan to ostatnie pogranicze (śmiech).

Dziś dysponujemy jednak najnowocześniejszymi urządzeniami do badań wulkanicznych. W ok. 25 miejscach rozmieściliśmy stacje sejsmiczne. Za pomocą kamer termowizyjnych obserwujemy też wulkany z kosmosu - kiedy coś się dzieje, sprawdzamy gorące miejsce nawet co cztery godziny. Poza tym dostajemy raporty od kapitanów statków i pilotów samolotów.

Dla tych ostatnich to nie tylko spektakularny widok, ale i ogromne zagrożenie.

- Mało kto zdaje sobie z tego sprawę, że dzisiaj erupcje wulkaniczne - przynajmniej te na Alasce - najgroźniejsze są właśnie dla ruchu lotniczego. Podniebne szlaki przebiegają tuż nad pasem wulkanów! "Otoczone" wulkanami Anchorage to zaś ogromne lotnicze centrum przesiadkowe. Żyje tu zresztą połowa mieszkańców Alaski - blisko 300 tys. ludzi.

W grudniu 1989 r. podczas erupcji wulkanu Mt. Redoubt samolot holenderskiej linii KLM wleciał w niewielką chmurę pyłu i zgasły mu wszystkie silniki. Na szczęście po sześciu minutach pilot zdołał je uruchomić i wylądować bezpiecznie w Anchorage. Nikt nie ucierpiał. A chmura pyłu dotarła wtedy aż nad Teksas.

Po tym wypadku do naszego obserwatorium popłynęła z budżetu federalnego rzeka pieniędzy na system ostrzegawczy.

Jak wygląda alarm wulkaniczny?

- Zwykle pierwszy niepokojący sygnał przychodzi z kosmosu - satelita wykrywa, że w którymś z wulkanów rośnie temperatura. Oznacza to, że bąbel magmy i gazów zaczyna wędrować w górę. Jeśli na budzącym się wulkanie są zamontowane czujniki sejsmiczne, to nasze komputery odnotują także niewielkie trzęsienia ziemi. Taki wulkan trafia wtedy pod dokładną obserwację - jeśli zachowuje się coraz bardziej niegrzecznie, wysyłamy do władz ostrzeżenie.

Ile czasu mija od takiego ostrzeżenia do erupcji?

- To zależy od tego, jak dokładny monitoring mamy w danym miejscu. Na przykład wulkan Mt. Spurr, położony ok. 100 km na zachód od Anchorage, zaczął "mruczeć" na dziesięć miesięcy przed erupcją, do której doszło w czerwcu 1992 r. Od tej chwili przyglądaliśmy mu się 24 godziny na dobę. Osiem miesięcy później zdecydowaliśmy się zaalarmować władze o zbliżającym się wybuchu. Kiedy wulkan eksplodował, pył wulkaniczny zasypał miasto.

No ale bywa, że czasu na reakcję mamy dużo mniej. W 2008 r. doszło do erupcji na jednej z Wysp Aleuckich, na której nie było czujników. Mieliśmy je jednak na dwóch wyspach położonych po sąsiedzku i one wykryły wstrząsy przed wybuchem. Nasi sejsmolodzy domyślili się, że doszło do nich nie na wyspach z czujnikami, ale na wyspie między nimi albo gdzieś w oceanie. Mieliśmy na reakcję tylko kilka dni.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów