Wczoraj w Las Vegas rozpoczęły się największe na świecie targi elektroniki użytkowej CES. Obejrzy je ponad 100 tys. ludzi. Na kilka dni amerykańska jaskinia hazardu zamieni się w wielkie elektroniczne show. Od lat 60. zeszłego wieku CES jest najważniejszym drogowskazem w branży komputerów, laptopów, komórek, sprzętu wideo i audio. To tu debiutowały magnetowid, odtwarzacze płyt CD, DVD i Blu-ray. Czy w tym roku w Las Vegas pokażą równie rewolucyjne technologie?
Chcemy więcej avatarów Wszystko wskazuje na to, że przebojem tegorocznych targów będzie trójwymiarowa telewizja. Każdy z liczących się producentów telewizorów - a więc m.in. Panasonic,
Sony,
Samsung - pokaże swoje pierwsze odbiorniki 3D. Debiut telewizji trójwymiarowej zbiega się z ogromnym sukcesem zrealizowanego w tej technologii kinowego przeboju "Avatar", który pojawił się w kinach tuż przed Bożym Narodzeniem. Do ostatniego weekendu zdążył zarobić na całym świecie ponad miliard dolarów! To oznacza, że ludzie chcą oglądać filmy tak samo jak rzeczywisty świat dookoła siebie - z trójwymiarową głębią.
Oczywiście, same telewizory nie wystarczą - muszą pojawić się programy i filmy realizowane w technice 3D. Bo kamera, która kręci obraz z głębią, musi rejestrować go przez dwa obiektywy rozstawione jak dwoje oczu. To naśladuje sposób, w jaki sami spoglądamy na świat.
Na szczęście nadawcy telewizyjni są gotowi dotrzymać kroku producentom odbiorników trójwymiarowej TV. Kilka dni temu amerykańska stacja sportowa ESPN ogłosiła, że od czerwca w specjalnym kanale zacznie transmitować w technice 3D zarówno mecze amerykańskiej ligi koszykarskiej NBA, jak i mistrzostwa świata w piłce nożnej. Z kolei kanał Discovery wraz z firmą IMAX oraz Sony ma w ciągu roku stworzyć trójwymiarowy program o profilu przyrodniczym, sportowym i muzycznym. O planach podobnego kanału poinformowała też na targach satelitarna telewizja DirecTV.
Zapewne więc rok 2010 zapisze się w historii jako debiut trójwymiarowej telewizji. Ale czy odbiorcy ją polubią i zdecydują się na zakup nowych telewizorów? To nie jest jeszcze pewne, wszak całkiem niedawno namawiano ich do telewizji wysokiej rozdzielczości (HD), a odbiornika TV raczej nie wymienia się z miesiąca na miesiąc. Zwłaszcza że te trójwymiarowe na początek będą kosztować krocie (ponad 3 tys. dol.)
Dodatkowo, żeby wywołać złudzenie głębi obrazu, widz musi założyć specjalne okulary, jak w kinie. One gwarantują, że obraz rejestrowany przez lewą kamerę trafi do lewego oka, a ten z prawej kamery - do prawego oka. Ekran telewizora wyświetla 120 klatek na sekundę, po 60 dla każdego oka, wysyłając przy tym sygnały w podczerwieni dla okularów. W ten sposób daje okularom znać, które szkło mają zasłonić (tj. opuścić na nim szczelne "żaluzje"), żeby obraz każdej z klatek trafił tylko do jednego, właściwego oka. Takie okulary nie są tanie i nie wszystkim się spodobają.
Konkurencja dla iPhona Wśród technologii, które już teraz trafiają pod strzechy, na targach CES królują inteligentne telefony komórkowe, czyli smartfony. Drogę wytyczył tu iPhone firmy
Apple, a dziś kroczą nią już wszyscy główni gracze tego rynku.
Taka inteligentna komórka ma dotykowy ekran, który obsługuje się palcami, pisząc na wyświetlanej tam klawiaturze. Służy zarówno do rozmawiania, jak i słuchania muzyki, wyświetlania zdjęć i oglądania wideo. Ale przede wszystkim smartfon jest sam w sobie małym komputerem, który może obsługiwać mnóstwo niewielkich programów umożliwiających m.in. żeglowanie po internecie, prowadzenie kalendarza i notatnika, sprawdzanie prognozy pogody, mapy nieba lub rozkładu autobusów. Ba, potrafiących nawet zamienić komórkę w okarynę, poziomicę czy też kluczyk otwierający samochód. Dla iPhona jest już dostępnych ponad 125 tys. takich programików, często niezwykle pomysłowych, tworzonych przez mnóstwo niezależnych firm i sprzedawanych w sklepie Apple'a za kilka dolarów, czasem rozdawanych za darmo.
Jeszcze rok temu iPhone był bezkonkurencyjny. Dziś depczą mu po piętach inni. We wtorek
Google ogłosił debiut swojego smartfona - nazwanego Nexus One, który zdaniem niektórych może zagrozić dominacji Apple'a. Użytkownicy Negus One mają do dyspozycji już blisko 20 tys. programów, które spełniają różne ich zachcianki.
Ich dość niewielkie ekrany nie zawsze się jednak sprawdzają. Niewygodnie się na nich ogląda filmy, niewygodnie się pisze (choć Negus One ma dość dobrze działającą opcję dyktowania, tj. zamieniania głosu w tekst), prawdziwym wyzwaniem dla oczu jest też przeczytanie na ekranach dłuższego tekstu.
Dlatego zapewne w tym roku na CES nastąpił prawdziwy wysyp urządzeń pokrewnych smartfonom, ale z nieco większymi ekranami. To zarówno mniejsze, lżejsze i cieńsze wersje laptopów - zwane netbookami, jak i również tzw. smartbooki, które niektórzy przezywają "komórkami na sterydach" (bo to tak naprawdę telefony komórkowe z większym ekranem i dołączoną klawiaturą). W tej samej konkurencji są jeszcze "tablety" - a więc duże, ale cieniutkie jak tektura ekrany dotykowe (bez klawiatury), na których obejrzymy film, przeczytamy elektroniczną wersję książki, wejdziemy do internetu, napiszemy e-maila, a nawet pogadamy ze znajomym przez internetowy telefon.
Mam wrażenie, że właśnie jesteśmy świadkami łączenia się w jeden kombajn wielu tradycyjnych mediów - komputera, telefonu, telewizji, odtwarzacza muzyki,
radia, gazety, konsoli do gier, kalendarza, dyktafonu, rzutnika etc. Wszystko, co do tej pory wypychało nam kieszenie i torby, zapełniało blaty i szuflady biurka, teraz ma zmieścić się w jednym urządzeniu.
Kiedy tylko udoskonalona zostanie technologia OLED, a więc w końcu narodzą się giętkie plastikowe ekrany, będziemy nosić w kieszeni udoskonalonego tableta, smartfona czy też netbooka, który po zrolowaniu lub złożeniu na czworo zajmie nie więcej miejsca niż pudełko zapałek. To oczywiście na razie marzenie, ale - przechadzając się między stoiskami na CES - można uwierzyć, że jest ono w zasięgu ręki.