Obejrzyj reportaż "Nature" o odkryciu Polaków
Tomasz Ulanowski: "Nature" pisze, że rozbił pan w puch dotychczasowe ustalenia na temat tego, kiedy życie wyszło z morza i zaczęło poruszać się po lądzie na czterech nogach, zamiast pełzać na brzuchu, podpierając się płetwami. Grzegorz Niedźwiedzki*: Ostatniego słowa jeszcze nie powiedzieliśmy! W kamieniołomie niedaleko wsi Zachełmie w Górach Świętokrzyskich odkryliśmy na razie tropy zostawione przez dewońskiego tetrapoda żyjącego 395 mln lat temu. Teraz szukamy wraz z Piotrem Szrekiem, paleontologiem z UW i Państwowego Instytutu Geologicznego, współautorem publikacji w „Nature”, skamieniałości samego zwierzęcia. Mogę na razie tylko powiedzieć, że już COŚ znaleźliśmy. Nie chcę jeszcze ujawniać, co to jest.
Po co ta tajemnica? - Musimy mieć absolutną pewność, że to jest to, o czym myślimy. Znalezisko wymaga fachowej dokumentacji.
Tropy znalezione przez pana są o 18 mln lat starsze niż znane dotąd skamieniałości pierwszych tetrapodów. Co więcej, są o 10 mln lat starsze niż znane nauce rybopłazy, uważane za formę przejściową pomiędzy zwierzętami wodnymi a lądowymi. - Do tej pory ślady paleobiologiczne grzecznie ustawiały się w piętra. Na pierwszym ryby, na drugim rybopłazy, na trzecim tetrapody. Nasze badania - a także inne znaleziska dokonane przez współautora naszej pracy prof. Pera Ahlberga z Uniwersytetu w Uppsali w Szwecji - burzą tę konstrukcję. Pokazują, że pierwsze płazy żyły dużo wcześniej niż znane dotąd nauce rybopłazy, np. słynny tiktaalik odkryty przez Amerykanów w północnej Kanadzie i opisany w 2006 r. Tiktaalik musiał więc być pozostałością przemiany ryb w płazy, a nie właściwą formą przejściową. Widać, jak mało ciągle wiemy o najdawniejszej historii lądowych kręgowców.
Na przykład czy życie wyszło na ląd prosto z morza, czy może przeszło najpierw przez rzeki i jeziora? - Świat sprzed 395 mln lat bardzo różnił się od obecnego. Kontynenty były inaczej połączone i znajdowały się gdzie indziej. Ziemię oblewał jeden ocean, a Polska leżała poniżej równika, w rejonie tropikalnym zalanym przez niewielkie morze. Dzisiejsze Góry Świętokrzyskie były zaś płytką, rozległą laguną. Osady pokazują, że wody śródlądowe miały do niej bardzo ograniczony dostęp. Występują tam za to charakterystyczne dla wody morskiej, utworzone przez mikroorganizmy stromatolity oraz skamieniałości morskich zwierząt. Są też szczeliny i ślady kropel deszczu wskazujące, że laguna okresowo wysychała. Pewne struktury sugerują też występowanie w niej czegoś w rodzaju odpływów, od czasu do czasu odsłaniających jej dno.
Dotychczas sądzono, że zwierzęta morskie najpierw przystosowały się do wody słodkiej, a dopiero potem wymaszerowały na twardy grunt. Znalezisko w Górach Świętokrzyskich jednak temu przeczy! Inwazja nastąpiła bezpośrednio z morza.
To co pan dokładnie odkrył? - Dzisiaj jest to już kilkadziesiąt okazów tropów zostawionych w przybrzeżnym mule przez brodzące na czterech łapach zwierzęta.
W jaki sposób datował pan ślady? - Pomogli w tym współautorzy pracy w "Nature" dr Katarzyna Narkiewicz i prof. Marek Narkiewicz z Państwowego Instytutu Geologicznego. W warstwach skalnych, w których były odkryte tropy, kilka lat temu natknęli się na skamieniałości tzw. konodontów - ząbków zwierzęcia, które przypominało dzisiejsze minogi. Skamieniałości te pozwalają dość precyzyjnie określić wiek osadów i dzięki temu wiemy, że pochodzą one z dewonu, z piętra geologicznego zwanego eifelem. Poza tym głębiej pod warstwami z tropami znajdują się osady charakterystyczne dla wcześniejszego emsu, a nad - dla późniejszego żywetu.
Czy na podstawie tropów możemy się domyślać, jak wyglądały te, od dziś najstarsze znane nauce, tetrapody? - Zostawione przez nie ślady mają do 26 cm średnicy. Szacujemy więc, że zwierzęta miały 2-2,5 m długości. Co przeczyłoby teorii, że zwierzęta przechodzące z morza na ląd były niewielkie, a dopiero potem wyewoluowały z nich większe organizmy.
W mule, który potem skamieniał, odcisnęły się niesamowite detale stóp. Przede wszystkim szerokie trójkątne palce - sześć lub siedem. Poza tym struktury przypominające nasze poduszki palcowe, a więc coś w rodzaju amortyzatorów.
Najpewniej zwierzęta, które zostawiły te ślady, to drapieżniki. Morskie tereny przybrzeżne były dla nich prawdziwym eldorado, barem z frutti di mare. Odpływ zostawiał na brzegu bogactwo ryb i skorupiaków. Dziś specjalizują się w tym ptaki, ale w dewonie ptaków jeszcze nie było.
Te czworonogi prawdopodobnie oddychały już płucami. Choć być może miały jeszcze szczątkowe skrzela.