http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wielki Brat na Manhattanie

Piotr Siergiej
2010-01-06, ostatnia aktualizacja 2010-01-06 12:11

Gdy idziemy w pośpiechu przez miasto, obserwują nas kamery. Łypią z bankomatów, ze słupów na skrzyżowaniach, śledzą w bankach, budynkach prywatnych i państwowych. W obawie przed terrorystami coraz chętniej się godzimy na permanentną inwigilację

Centrum dowodzenia amerykańskiego systemu zwanego Inicjatywą Bezpieczeństwa Dolnego Manhattanu
Fot. Seth Wenig ASSOCIATED PRESS
Centrum dowodzenia amerykańskiego systemu zwanego Inicjatywą Bezpieczeństwa...
SONDAŻ
Czy zgadzasz się na permamentną inwigilację?

Tak
Nie

Każde działanie w internetowej rzeczywistości pozostawia po sobie niewielki cyfrowy ślad, ułatwiając pracę nie tylko policji, ale też cyberprzestępcom dybiącym na numery naszych kart kredytowych. Coraz częściej w świecie rzeczywistym ciągnie się za nami wirtualny ogon. Umożliwia to rozrastająca się sieć kamer przemysłowych utrwalająca zapis naszej obecności. W wielu krajach ich widok na skrzyżowaniu nie jest niczym nadzwyczajnym. W Wielkiej Brytanii zamontowano do dziś ponad 4 miliony kamer, a w samym Londynie ich liczba sięga już miliona - to jedna na 14 mieszkańców!

W Londynie już w 1998 roku uruchomiono system monitorowania ruchu zwany Stalowym Pierścieniem. Powstał, by ochronić finansowe centrum miasta przed zamachami bombowymi. Zbudowano system zapór i ulicznych blokad, który praktycznie odgrodziły centrum od reszty miasta. Każdy samochód wjeżdżający na jego teren jest fotografowany, a tablica rejestracyjna sprawdzana w policyjnej bazie danych. Wewnątrz tego obszaru ruch śledzony jest przez kilka tysięcy kamer. Nie zapobiegły one jednak terrorystycznym zamachom w londyńskim metrze 7 lipca 2005 roku, w których zginęło 56 osób. System zarejestrował wprawdzie twarze terrorystów, co pomogło przeprowadzić późniejsze dochodzenie, ale jako element odstraszający nie spełnił swojej roli. Paradoksalnie rozległość obserwacji stała się największą słabością. Obrazy z kamer były wprawdzie rejestrowane, ale rzadko ktoś przyglądał im się w czasie rzeczywistym. Ilość napływających informacji była zbyt przytłaczająca. Po lipcowych zamachach aż kilka miesięcy zajęło londyńskiej policji przejrzenie 80 tysięcy taśm.

Manhattan się zbroi

W 2005 roku władze Nowego Jorku podjęły decyzję o stworzeniu podobnego systemu. W listopadzie 2008 roku uruchomiono system monitoringu obejmujący swoim zasięgiem południowy skraj Manhattanu. Inicjatywa Bezpieczeństwa Dolnego Manhattanu - bo tak ją nazwano, swym "ogląda" obszar o powierzchni prawie 5 kilometrów kwadratowych. Początek był skromny - 156 kamer i 30 mobilnych czytników tablic rejestracyjnych. Jednak do końca 2011 roku już ponad trzy tysiące kamer będą śledzić zachowania samochodów i przechodniów na Manhattanie.

To nie wszystko. Na wjeździe do strefy i w jej obrębie zainstalowane zostaną czujniki wykrywające materiały wybuchowe, zagrożenie biologiczne oraz źródła promieniowania radioaktywnego. Na newralgicznych skrzyżowaniach powstaną obrotowe zapory blokujące ruch samochodów sterowane zdalnie z Centrum Dowodzenia. Dolny Manhattan stanie się najlepiej strzeżonym miejscem na świecie.

Zdecydowano także, że system monitorujący działać będzie w czasie rzeczywistym, co oznacza, że obrazy z kamer będą bezpośrednio oglądane w centrum dowodzenia. Jak analizować obrazy z tylu kamer? Jak pośród lawiny danych wyłuskać informacje o potencjalnym terroryście? Przekracza to możliwości percepcji nawet kilkuset nadzorujących osób. Problem rozwiązano, wprowadzając inteligentne oprogramowanie umożliwiające analizę obrazu.

Wjazd na położony na wyspie Manhattan odbywa się kilkoma tunelami i mostami, co ułatwia kontrolę. Każdy pojazd zostanie zeskanowany oprogramowaniem rozpoznającym tablice rejestracyjne, jego kierowca sfotografowany i wraz z godziną wjazdu wprowadzony do systemu. Procedury te nie odbiegają znacznie od tych, do których przyzwyczailiśmy się na lotniskach, ale to, co następuje dalej, zaczyna przypominać futurystyczny "Raport mniejszości", w którym kamery śledziły i identyfikowały bohatera.

Człowiek wkracza ostatni

Każdy z poruszających się obiektów może mieć przypisany elektroniczny podpis, czyli można będzie śledzić jego ruchy. Przekazywany z kamery do kamery obraz pozwoli przeanalizować wstecz całą trasę obserwowanej osoby, aż do momentu pojawienia się w systemie. Odpowiednio napisane algorytmy rozpoznają odbiegające od normy zachowania ludzi, na przykład ruch pod prąd, czy nawet nietypowe dla pory roku okrycie. Także samochód krążący kilkakrotnie wokół tego samego budynku czy pozostawione bez opieki torby wyślą natychmiastowe ostrzeżenie do dyżurujących oficerów.

To wszystko będzie się działo bez udziału człowieka. Ten wkroczy dopiero po otrzymaniu od komputera ostrzeżenia przed potencjalnymi zagrożeniami. Możliwości takiego systemu ograniczone są tylko jakością zainstalowanego oprogramowania i prędkością śledzących komputerów. A ta zgodnie z prawem Moore'a podwaja się co dwa lata.

Koniec z mozolnym przeglądaniem taśm. Cyfrowe podpisy pozwolą prześledzić każdy ruch podejrzanego. Ciarki chodzą po plecach.

Przyzwyczailiśmy się już do sytuacji, w której informacje opublikowane w sieci stają się wspólną własnością wszystkich internautów. Internet sprawił, że ostra dotychczas granica naszej prywatności zatarła się nieco. Przez jej nieszczelne brzegi przesącza się informacja pozostająca do tej pory w sferze niedostępnej dla innych. Wprowadzenie cyfrowego i zautomatyzowanego systemu obserwacji obywateli rozrywa tę delikatną sferę na strzępy.

Co ciekawe, instalowanie kamer spotyka się z dużym poparciem mieszkańców miast. Wzrasta poczucie bezpieczeństwa, maleje liczba wykroczeń. Wszyscy, poza przestępcami, wydają się zadowoleni, co może oznaczać tylko jedno: liczba kamer będzie wzrastać. Ich możliwości już dziś kojarzą się z filmami science fiction. Rozpoznają nie tylko kolor ubioru czy włosów, ale także rysy twarzy. Nowojorska policja zastrzega wprawdzie, że do systemu monitoringu nie zostanie wprowadzony algorytm rozpoznający twarze, ale sam fakt tego zaprzeczenia pozwala sądzić, że możliwości technologiczne już istnieją. W 2008 roku południowokoreańska policja przetestowała w seulskim metrze, w naturalnych warunkach, system identyfikacji twarzy opracowany przez kalifornijską firmę 3VR. W szybko poruszającym się tłumie program komputerowy był w stanie zidentyfikować 9 na 10 osób.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy