Jest luty 1989 r. Freund staje na progu domu Konrada Lorenza, "ojca" etologii, nauki zajmującej się zachowaniem zwierząt. 85-letni profesor wita go serdecznie. Zasiadają do stołu, podjadają ciasto śliwkowe, piją herbatę miętową. Werner Freund daje profesorowi swoją książkę: "Der Wolfsmensch". - Ach, to coś dla mnie! - cieszy się Lorenz. Przegląda książkę i dodaje: - Życie niższych zwierząt można studiować na uniwersytetach. Ale obserwowanie wilków to zupełnie inna sprawa. Wymaga daru, otwartych oczu i wrażliwości.
Freund: - Wreszcie znalazłem kogoś, kto doskonale mnie rozumie.
Jedyny wilk z prawem jazdy
Wilczy park w Merzig w Niemczech odwiedza rocznie blisko 200 tys. ludzi. W wielkich zagrodach - każda ma ponad 4,5 ha - położonych w lesie Kommerforst, w pięciu watahach żyją 22 wilki. Werner Freund od 35 lat obserwuje ich życie. - By studiować ich zachowania, sam musiałem stać się wilkiem - mówi.
To od niego szczenięta dostają mięso. Młode odbierane są od matki w wieku 12 dni. Gdy po raz pierwszy otwierają oczy, widzą nie wilka, lecz człowieka. I traktują go jak matkę.
Freund śpi z młodymi, podaje im pokarm prosto z ust, znakuje teren. Kiedy zaczyna wyć, wilki mu odpowiadają. W stadzie nie jest basiorem alfa, czyli najważniejszym samcem. Stoi ponad nim, to alfa okazuje mu uległość. Po wejściu do zagrody zwierzęta liżą go po twarzy. U młodych to prośba o pokarm, u dorosłych - forma powitania.
Freund żartuje: - Dlaczego mam tak wysoką pozycję? Bo jestem jedynym wilkiem, który ma prawo jazdy i może do parku przywieźć mięso.
Zdarzają się próby walki o władzę. Pewnego dnia jedna z wilczyc ugryzła go w szyję. On natychmiast ją chwycił i ugryzł ją w nos. Tłumaczy: - Gdy znajdę się na wybiegu, muszę żyć jak wilk i przestrzegać reguł panujących w stadzie. Ale nie mogę dać się zdominować, bo już wtedy nigdy nie będę mógł wejść do zagrody i czuć się w niej bezpiecznie.
I dodaje: - One prowadzą zupełnie normalne życie, ja im nie przeszkadzam, bo traktują mnie jak wilka. Dlatego mogę obserwować ich naturalne zachowania.
Podróżnik, komandos, opiekun
Dziś Werner Freund ma 76 lat. Jego książki wydawane są na całym świecie, a w parku w Merzig kręcą filmy przyrodnicze.
Zwierzęta kocha od dzieciństwa, pochodzi z rodziny leśników i pasterzy. Był komandosem, w wojsku opiekował się niedźwiedziem, który stał się maskotką batalionu. Sentyment do tego gatunku pozostał mu do dziś, w Kirgizji założył azyl dla zwierząt odbieranych z cyrków czy nielegalnych chińskich hodowli.
Dużo podróżował, dotarł w najdalsze zakątki świata, poznawał przyrodę, mieszkał wśród dzikich plemion.
Pierwszego wilka - Iwana - kupił w 1972 r. od handlarza, który przywiózł trzy szczeniaki z Jugosławii. W tym czasie opiekował się też niedźwiedziem.
W 1974 r. miasto Merzig zaproponowało mu utworzenie parku dla wilków. Od tego czasu odchował ponad 70 młodych.
W Europie wilcze parki - oprócz niemieckiego - są we Francji, Wielkiej Brytanii, w Holandii. W Polsce taki park mógłby powstać w Stobnicy pod Poznaniem, gdzie w stacji doświadczalnej Uniwersytetu Przyrodniczego hodowane są wilki. Zwierzęta miałyby dla siebie kilkanaście hektarów. Nie wiadomo jednak, czy znajdą się pieniądze na zrealizowanie tych planów.
Krwiożercze zwierzęta? To bajka!
Pierwsza w Stobnicy była samica Fifty, którą stacja dostała w 1986 r. z ogrodu zoologicznego w Nowym Tomyślu. Kolejne wilki także przeszły przez ręce ludzi, na przykład basiora Vicky kłusownicy zabrali z gniazda w Puszczy Białowieskiej, potem przez pół roku trzymali uwiązanego na łańcuchu, aż w końcu trafił do zoo i stamtąd pod Poznań.
Dziś żyje tu dziewięć wilków. - To są zwierzęta, które już na wolność nie mogą wrócić. Nie potrafią polować - mówi Jacek Więckowski, zoolog, jeden z pracowników ośrodka.
Freund niedawno odwiedził Stobnicę. - Jest dla mnie wzorem - zaznacza Jacek Więckowski. - To jedyny człowiek, który tak daleko posunął się w obcowaniu z wilkami. Dla wielu naukowców jest to niezrozumiałe. Ale obserwacje, które prowadzi, są dla zoologów bezcenne. Na wolności wilk człowieka unika, dlatego badanie jego zachowań w warunkach naturalnych jest praktycznie niemożliwe. Tym bardziej że zostało ich niewiele. W Polsce żyje tylko ok. 750 wilków - dodaje.
Dzięki wilczym parkom zmienia się stosunek ludzi do tych zwierząt.
Gdy Werner Freund jako 18-latek zaczął pracować w parku botaniczno-zoologicznym w Stuttgarcie, ludzie rzucali w tamtejsze wilki kamieniami. Dziś w każdą pierwszą sobotę miesiąca tłumy zwiedzających przyjeżdżają do parku w Merzig. Freund wchodzi do zagrody z wilkami, opowiada o ich zwyczajach i odpowiada na pytania.
Mówi, że prowadzi podwójne życie: jest człowiekiem i wilkiem. Choć częściej wilkiem.
Dla "Gazety" prof. Henryk Okarma, Instytut Ochrony Przyrody w Krakowie
Idea parków dla wilków i innych zwierząt: niedźwiedzi, tygrysów, bo takie też są na świecie, jest bardzo dobra, o ile oczywiście spełnione są odpowiednie warunki, np. duży teren dla zwierząt. To nie ma być przecież inna wersja ogrodu zoologicznego. Dzięki wilczym parkom udało się przeprowadzić wiele badań dotyczących biologii i etologii wilków. Takie parki są w różnych częściach świata, ja znam kanadyjskie, które robią fantastyczną robotę edukacyjną. Wilki żyją tam na częściowo zalesionym terenie, niektóre są przyuczone do człowieka, biorą udział w edukacji, inne są półdzikie. Zwierzęta można oglądać m.in. z wież obserwacyjnych.
not. bos
Źródło: Gazeta Wyborcza