Ardi, czyli nasz najstarszy przodek Mówią na nią Ardi. To skrót od prawdziwego imienia, które brzmi Ardipithecus ramidus. Imię to zostało utworzone z dwóch etiopskich słów: „korzenie” i „ziemia”, i ma symbolizować żyjącą na ziemi małpę, która jest blisko korzeni człowieczeństwa.
Ardi - młoda, dorosła samica - dotychczas najstarszy przodek człowieka w linii prostej. Jej szczątki odkryto 15 lat temu. Jednak dopiero w tym roku naukowcom udało się zakończyć prace nad zebranym materiałem i opublikować wyniki badań w tygodniku "Science". Były tak imponujące, że szacowne pismo uznało publikację za największe naukowe doniesienie 2009 roku.
Ardi odkryto w Etiopii na stanowisku Aramis, w środkowym biegu rzeki Auasz w Afarze w 1994 roku. Na niewielkim wzniesieniu uczeni odkryli najpierw jeden ząb, a potem masę innych kości nowego gatunku hominida. Żył on ponad 4,4 mln lat temu, niedługo po tym, gdy nasza linia rodowa rozeszła się z szympansią. Był zatem spełnieniem marzeń antropologów - dawał nadzieje na "wypełnienie" dziury w historii powstania ludzkiego gatunku.
Z badań genetycznych wiemy, że wspólny przodek człowieka i szympansa żył ok. 6-7 mln lat temu. Wiemy też, jak wyglądał nasz przodek, od którego bezpośrednio pochodzi rodzaj homo. To Lucy, z gatunku Australopithecus afarensis, która w momencie odkrycia - w końcu lat 70. - była najstarszym i najlepiej zachowanym ogniwem naszej ewolucji. Żyła przed 3,2 mln lat. Ale co było pomiędzy małpio-ludzkim przodkiem z Lucy?
Była Ardi - dużo bardziej prymitywna od Lucy. Nie wyglądała jednak jak afrykańska małpa. Nie chodziła na kłykciach dłoni ani nie zwieszała się z drzew, choć wspinała się po nich. Wielkości mózgu u obu "pań" były podobne (u Lucy nieco większy od Ardi, a oba porównywalne do mózgu szympansa).
Dlaczego prace nas szczątkami Ardi trwały tak długo?
- Ponieważ kości były w fatalnym stanie. Szczególnie te duże - rozbite i kruche tak, że baliśmy się nad nimi oddychać - mówią badacze. I dodają, że choć wiedzieli, iż składanie Ardi w całość potrwa długo, nie sądzili, że aż 15 lat!
Jaki był świat, w którym żyła? Żeby to określić, zebrano 150 tys. gatunków pradawnych roślin i zwierząt z miejsca odkrycia oraz okolicy.
Ardi, o dziwo, nie mieszkała na sawannie. Żyła w gęstym lesie razem z małpami, antylopami Kudu i ptakami podobnymi do pawi; wśród figowców i drzew palmowych. Tam też, a nie na otwartej przestrzeni, jak dotychczas sądzono, Ardi stanęła na dwie nogi, uwalniając ręce. Dlaczego? Autorzy pracy sugerują, że może po to, by móc przenosić z lasu zapasy do swojego legowiska. Do tego potrzebne są wolne ręce.
Ardi jest mieszanką cech ludzkich i małpich. Takim przykładem są choćby jej stopy. Paluch jest odstający i chwytny jak u szympansa, ale pozostałe palce są bliższe nam, ludziom.
Ardi niewątpliwie chodziła więc po gałęziach na czterech kończynach, ale często już schodziła na ziemię i wtedy poruszała się tylko na nogach. Dowodzi tego budowa jej miednicy. Niektórzy uczeni zarzucają jednak autorom pracy, że nie mieli wystarczającego materiału do wyciągania takich wniosków, bo akurat te fragmenty kości były bardzo zniszczone i wiele z nich trzeba było "dosztukować". Ale ci bronią się, tłumacząc, że w szkielecie Ardi jest wiele innych śladów wskazujących na dwunożność.
Wiadomo też, że Ardi nie była stworzeniem pośrednim między szympansem a człowiekiem. Oba gatunki odbiegły znacznie w toku swej ewolucji od wspólnego przodka.
Kolejnym dowodem na "człowieczeństwo" Ardi są jej zęby. Stworzenie to miało małe kły, co jest cechą człowieka, oraz podobne do szympansich trzonowce. Małe kły, także u samców, oznaczają, że nie było pomiędzy nimi agresji. Niewielka była też zapewne różnica w budowie między samicami i samcami.
Oczywiście, nie brak uczonych, którzy kwestionują te fakty, ale nikt nie wątpi w wagę odkrycia. Do tej pory odnaleziono i opisano tylko sześć szkieletów (fragmentarycznych) hominidów starszych niż milion lat.
Odkrycie szczątków Ardi było wielkim naukowym wydarzeniem nie tylko minionego roku. Jak podkreślają komentatorzy, takie znalezisko, które zmienia sposób myślenia o naszych przodkach i o ewolucji człowieka, trafia się w najlepszym przypadku raz na dekadę.
Terapie genowe Według wielu ekspertów miniony rok był prawdziwym przełomem, jeżeli chodzi o zastosowanie terapii genowych. Na uwagę zasługują szczególnie dwa osiągnięcia.
W sierpniu amerykańscy naukowcy poinformowali, że dzięki wszczepieniu prawidłowego genu do siatkówki oka udało im się pomóc trójce pacjentów cierpiących na dziedziczny zanik nerwów wzrokowych, tzw. wrodzoną ślepotę Lebera. W rok od przejścia kuracji u trójki pacjentów widzenie dzienne poprawiło się tysiąc razy, a widzenie nocne aż 63 tys. razy. Jeszcze większy entuzjazm wywołało doniesienie z listopada. Badaczom z Francji, Niemiec i
USA udało się wymienić wadliwie działający gen i powstrzymać rozwój nieuleczalnej dotąd wrodzonej choroby niszczącej układ nerwowy, tzw. adrenoleukodystrofii (ALD).
Jej istotą jest mutacja genu ABCD1, który odpowiada za produkcję białka ALD. Odgrywa ono kluczową rolę w usuwaniu z organizmu długołańcuchowych nasyconych kwasów tłuszczowych. Gdy białka nie ma, kwasy te gromadzą się w nadmiarze, uszkadzając osłonkę mielinową, która otacza włókna nerwowe. Chory zaczyna coraz gorzej funkcjonować - zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Przeważnie umiera przed końcem okresu dojrzewania.