Wstajemy - ciemno. Wychodzimy z pracy - ciemno. Do tego zimo. Przytomniejemy dopiero koło południa. A wpadamy w senność już wczesnym popołudniem. Energii w nas tyle, co kot napłakał, głowa boli, jesteśmy rozdrażnieni. Na wesołą koleżankę, która zdaje się nie reagować na psią pogodę, patrzymy spod oka. - I z czego ona tak się cieszy?
My przyjęliśmy pozycję obronną - byle przeczekać, byle do wiosny. Gromadnie skarżymy się na to, co za oknem.
Wielu ludzi właśnie tak reaguje na jesienny brak światła i słotę. I w pewnym zakresie nie ma w tym nic odbiegającego od normy - organizm zwalnia na zimę. Ale są ludzie, którzy na każdy spadek ciśnienia, silniejszy wiatr czy przepływ frontu atmosferycznego reagują natychmiast. Zima i wczesna wiosna są dla nich najgorsze, ale i latem potrafią odczuwać bóle i znużenie w piękną, słoneczną pogodę.
To meteopaci. Czy istnieją naprawdę? Czy to tylko wymówka dla leniuchów lub wmawianie sobie modnej choroby?
Zbyt daleko od przyrody
Meteopatia nie jest chorobą. Dowiedziono jednak bez wątpliwości, że zmienne warunki atmosferyczne mogą zaostrzać objawy niektórych przewlekłych chorób. Osoby wrażliwe podzielono nawet na grupy w zależności od zjawiska atmosferycznego, które im dokucza. I tak są to:
- osoby, które uwielbiają wygrzewać się na słońcu, ale źle reagują na zimne fronty. Są to ludzie łatwo łapiący przeziębienia i skłonni do nerwic;
- osoby, które dobrze znoszą ostre powietrze, ale nie lubią ciepłych frontów;
- osoby wrażliwe na gwałtowne zmiany pogody, burze, wichury, nagły wyż. Takich ludzi jest najwięcej.
Meteopaci mogą odczuwać różne dolegliwości. Najczęściej są to bóle (kości, stawów, głowy, mięśni, nerwobóle), kłopoty żołądkowo-jelitowe (bóle brzucha, biegunki, zaostrzenie choroby wrzodowej), problemy z nastrojem (niepokój, leki, drażliwość, senność).
To, jak bardzo odczujemy nadciągającą zmianę pogody, zależy od całej masy czynników, m.in. od naszego wieku, płci (wśród meteopatów przeważają kobiety), a przede wszystkim od stanu zdrowia. Dowiedziono bowiem, że wrażliwość na pogodę jest wyznacznikiem naszego stanu zdrowia. Niektórzy lekarze sugerują, ze jeśli wyjątkowo źle znosimy okres zimowo-wiosenny, powinniśmy zrobić podstawowe badania.
I tu dochodzimy do sedna sprawy. Dlaczego niektórzy z nas tak gwałtownie reagują na zmiany pogody?
Bo nie dbamy o siebie, prowadzimy coraz mniej zdrowy tryb życia. Źle się odżywiamy, niedosypiamy i żyjemy w stresie. Żeby rano postawić się na nogi, a w dzień nie przysnąć przed komputerem, pijemy zbyt dużo kawy, palimy papierosy, pochłaniamy napoje energetyzujące. Nasz organizm, osłabiony, traci zdolność do przystosowywania się do nowych warunków.
Każdy dzień spędzony w zamkniętej przestrzeni ciepłego mieszkania czy biura zmniejsza nam zdolność adaptacji do zmian pogody. Szczególnie wrażliwe są mieszczuchy. Z badań wynika, że problemy z dostosowaniem się do aury ma 75 proc. mieszkańców miast. Na wsi ten odsetek wynosi już mniej, bo 30-40 proc.
Pewien wpływ na to, czy będziemy meteopatami, czy nie, mają także geny.
Idzie chłodny front
Wpływem pogody na nasze zdrowie zajmują się poważni naukowcy. Możemy tego doświadczyć, kiedy w telewizji oglądamy prognozę pogody dla kierowców i słyszymy: "Warunki biometeorologiczne: niekorzystne". To tzw. biometeorologiczna ocena pogody. Jest ona w Polsce przygotowywana w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie.
Mateopatia to nie szamaństwo. Niektóre dni, a nawet miesiące mogą zwiększyć liczbę zawałów.
Uwaga! Najniebezpieczniejszy okres dla chorych na serce to marzec. Zima w ogóle nie sprzyja zawałowcom - wtedy przez Polskę przechodzą silne fronty, czasami nawet po dwa-trzy dziennie. Osobom skarżącym się na serce nie sprzyja również pogoda wietrzna, wilgotna czy mroźna.
Uwaga! Podczas gwałtownego przechodzenia frontów ciepłego i zimnego powietrza gorzej czują się cukrzycy, bo rośnie przy okazji wilgotność powietrza, co prowadzi do obniżenia poziomu cukru we krwi.
Źródło: Gazeta Wyborcza