Adam Leszczyński: Nagrodzona przez Fundację książka "Pióro w wątłych dłoniach" to historia twórczości pisarskiej kobiet w starożytności i wczesnym średniowieczu. Poświęca pan w niej całe rozdziały takim postaciom jak Hugeburga z Heidenheimu albo Hroswita z Gandersheimu. Studiowałem historię, ale nigdy o nich nie słyszałem.
Prof. Jerzy Strzelczyk*: Nie dziwi mnie wcale, że nie spotkał się pan na studiach z tymi imionami. Rzeczywiście są często znane tylko specjalistom. Zupełnie niezasłużenie.
Jest to fragment szerszego zjawiska, jakim jest lekceważenie czy niedocenianie przez naukę historyczną kulturalnych osiągnięć dawnych kobiet. Istnieje stereotyp, że kobiety w dawnych czasach były uciemiężone i nie miały nic do gadania, a więc nie mogły pozostawić po sobie twórczości godnej uwagi. Niemniej jednak nawet w tych niesprzyjających warunkach niektórym przedsiębiorczym i utalentowanym paniom dane było stworzyć interesujące utwory. Inna rzecz, że wiele z nich nie dotrwało do naszych czasów.
W Polsce szczególnie trudno było o zainteresowanie średniowiecznymi pisarkami, jako że u nas w odróżnieniu od wielu innych krajów Europy zjawisko literackiej aktywności pań pojawia się bardzo późno: praktycznie dopiero w XVII-XVIII w. W starożytności - zwłaszcza helleńskiej - było ich już sporo, a także w średniowieczu ich nie brakowało i z czasem ich liczba rosła.
W jaki sposób rola społeczna kobiet przeszkadzała im w twórczości literackiej?
- Ramy społecznej aktywności kobiet wyznaczały wtedy dom i rodzina. Nie oczekiwano od nich intelektualnej samodzielności. Zarówno w starożytności, jak i w średniowieczu nie były z reguły samodzielne w sensie prawnym. Przez całe życie były poddane zwierzchnictwu mężczyzn: najpierw ojca, jeśli ojca nie było - brata, a potem męża. Lepiej przedstawiała się sytuacja wdów. Wprawdzie sytuacja kobiet zmieniała się w ciągu średniowiecza, lecz nie na tyle, żeby kobiety uzyskały prawa porównywalne z męskimi w sferze społecznej, bo o politycznej nawet nie wspominam. Co tu zresztą mówić o średniowieczu, skoro dopiero w XX w. w różnych państwach, w tym w Polsce, kobiety uzyskały prawa wyborcze. To narzucone upośledzenie dotrwało zatem niemal do naszych czasów.
Co więc mogły pisać?
- W świecie starożytnym sferą zastrzeżoną dla kobiet były niektóre dziedziny życia religijnego. Wiele obrzędów wiązało się np. z tworzeniem pieśni religijnych - ale była to w większości twórczość ustna, a więc nam niedostępna.
Także później kobietom w różnych sytuacjach i różnych okresach przypadała istotna rola w życiu religijnym. Postawiłbym hipotezę, że w sferze życia religijnego kobiety miały niekiedy więcej do powiedzenia, niż się z dzisiejszej perspektywy może wydawać. One z reguły nie były zadowolone z istniejącego stanu rzeczy faworyzującego mężczyzn. Dlatego wiele wskazuje na to, że niektóre systemy religijne, np. chrześcijaństwo w czasach apostolskich - czyli pierwszych dziesięcioleciach po Chrystusie - umożliwiały kobietom szerszy udział w życiu wspólnoty. Podobnie było w różnych ruchach nieortodoksyjnych, heretyckich, w których niekiedy były dopuszczane nawet do funkcji kapłańskich. Także ruch beginek w średniowieczu był pewną próbą uniezależniania się kobiet od Kościoła. Odegrały one ważną rolę we wczesnych fazach reformacji. Podobnie zresztą dziś kobiety znajdują się - czy to w Kościele katolickim, czy w innych Kościołach - w czołówce ruchów reformatorskich czy kontestacyjnych.
Miały w sferze religijnej większą swobodę niż dziś?
- Nie ulega wątpliwości, że od III i IV w. trwał proces ograniczania roli kobiet w życiu Kościoła katolickiego. Stał się on instytucją bezapelacyjnie zdominowaną przez mężczyzn, a kobiety spełniały w nim funkcje pomocnicze i służebne. Wyjątki były, nawet znaczące, ale potwierdzają one regułę. Pozostałości tego zjawiska mamy do dziś. W Polsce dziewczęta nie mogą się nawet dobić do funkcji ministrantek, bo wielu proboszczom rzekomo nie pozwala na to tradycja.
Napisał pan wiele lat temu książkę o germańskim plemieniu Wandalów słynnym z tego, że zdobyło i złupiło Rzym. Dowodził w niej pan, że ich stereotypowy obraz jest nieprawdziwy...
- Nie ma gorszej rzeczy niż stereotypy.
Uprawia pan historię uciśnionych i zapomnianych?
- Staram się znaleźć i wypełnić białe, a może lepiej szare plamy w naszej świadomości historycznej. Niekiedy znikają w nich całe ludy - np. germańscy Wandalowie czy Iroszkoci, którzy kiedyś odgrywali znaczącą rolę w dziejach Europy.
Przed paroma laty doszedłem do wniosku, że taka sprawiedliwość należy się także paniom z dawnych wieków, które zasługują na uwagę ze względu na swoje osiągnięcia literackie i artystyczne. Chciałem, żeby milcząca połowa ludzkości z dawnych wieków mogła przemówić własnym głosem, a nie tylko głosem mężczyzn, jakże często nieobiektywnych.
Czy zamiast o Katullusie i Owidiuszu - wielkich poetach starożytności - mamy uczyć o Myro z Bizancjum albo Praksylli z Sykionu?
- Nikt i nic nie zmieni tego, że ogromna większość osiągnięć cywilizacji i kultury w naszym kręgu jest dziełem mężczyzn. Mieli lepsze warunki startu, np. możliwość kształcenia. Różne rodzaje piśmiennictwa - historiografia, filozofia - były praktycznie zamknięte dla kobiet. Pozostała jednak sfera uczuć i emocji, w której - zaczynając od poetki Safony - wypowiadały się chętnie. Tu wykształcenie akademickie nie było potrzebne. W średniowieczu zasłynęły pisma mistyczek.
Zajmuje się pan też drobną twórczością literacką - starożytnymi graffiti, listami, skargami, epitafiami...
- To nie twórczość literacka, tylko obrzeża piśmiennictwa. Sądzę, że w okresie objętym moją książką - do roku 1000 - nie pominąłem żadnego istotnego dzieła literackiego, które wyszło spod kobiecej ręki. Chciałem jednak też pokazać, że nie tylko w sferze literatury "wysokiej" przejawiała się twórczość kobiet. Istniało także piśmiennictwo użytkowe, niepozorne, które jednak stanowi ważne świadectwo o życiu ówczesnych kobiet. Pracowicie pozbierałem z różnych stron świata i różnych sfer takie świadectwa. Niektóre - np. epitafia Rzymianek po zmarłych mężach albo ruskie świadectwa zapisane na korze brzozowej - są bardzo wzruszające.
Będzie następna część?
- Całe dzieło ma obejmować okres do końca średniowiecza z perspektywą na odrodzenie. Zaplanowałem je na trzy części. W najbliższych dniach ukaże się drugi tom. Obejmuje bardzo ciekawy okres, mniej więcej od 1000 do 1300 r., czyli to, co nazywa się pełnią lub rozkwitem średniowiecza. Ta książka może być nawet dla wielu ciekawsza niż pierwsza, bo do głosu dochodzą już języki narodowe - takie jak starofrancuski czy staroangielski - podczas gdy w pierwszym tomie były wyłącznie dzieła po grecku i po łacinie. W średniowieczu było też więcej piszących pań, a ich twórczość była bardziej różnorodna.
* prof. Jerzy Strzelczyk jest autorem 24 książek naukowych i popularnonaukowych oraz ponad 1 tys. prac naukowych.
Odznaczony został Złotym Krzyżem Zasługi (1976), Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (1985), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (1989). Wielokrotnie był laureatem Nagrody Ministra za osiągnięcia naukowe.
Źródło: Gazeta Wyborcza