W 1983 r. 20-letni wówczas mężczyzna uległ wypadkowi samochodowemu. Lekarze rozpoznali u niego stan wegetatywny, w którym części mózgu odpowiedzialne za świadomość są całkowicie wyłączone. Dopiero trzy lata temu okazało się, że byli w błędzie.
Zespół ekspertów zajmujący się podobnymi przypadkami ponownie przeprowadził szczegółowe badania mózgu Houbena. - Zobaczyliśmy, że jest całkowicie normalny - mówi neuropsycholog Audrey Vanhaudenhuyse. Naukowcy podjęli próby skontaktowania się ze swoim pacjentem. Przełom nastąpił, gdy Houben był w stanie dać sygnał "tak" lub "nie" poprzez delikatne dotknięcie stopą specjalnego urządzenia podłączonego do komputera. Po nawiązaniu kontaktu okazało się, że mężczyzna przez wszystkie te lata był całkowicie świadomy otaczającego go świata - słyszał np. rozmowy dotyczące śmierci swojego ojca, ale nie był w stanie w jakikolwiek sposób poinformować stojących obok niego osób.
Dziś lekarze przyznają, że Rom nie był w stanie wegetatywnym, ale w stanie określanym jako locked-in. Polega on na tym, że chorzy zachowują świadomość, ale w wyniku uszkodzenia pnia mózgu nie są w stanie poruszyć nawet palcem. Oszczędzony zostaje tylko tzw. nerw okoruchowy, dzięki któremu mogą przekazywać sygnały otoczeniu, mrugając powieką (obszar odpowiadający za świadomość nadal jest aktywny, choć w nieco mniejszym stopniu niż u osoby zdrowej). Przypadek Houbena był na tyle wyjątkowy, że nie był on w stanie wykonywać nawet tej czynności.
Źródło: Gazeta Wyborcza