Niedawno senator Jan Rulewski ogłosił pomysł na nowy podatek: 30 groszy akcyzy od każdego litra słodzonego napoju sprzedawanego w plastikowej butelce (wpływy miałyby pójść na pomoc ubogim dzieciom i dopłaty do leków dla emerytów). Natychmiast odezwali się koledzy senatora i polityczni przeciwnicy. Mówili jednym głosem: Jan Rulewski to człowiek szlachetny, ale niepraktyczny, a sam pomysł jest niesłychany.
Pan senator może jest niepraktyczny, ale jego pomysł jest praktyczny i jak najbardziej "słychany".
Ile wypija Mr Smith W
USA od lat debatuje się nad tym, jak szkodliwe są wysokokaloryczne napoje i czy należy je obłożyć podatkiem. Spierają się ekonomiści, obrońcy wolnego rynku i praw konsumenta, dietetycy, epidemiolodzy oraz - rzecz jasna - producenci i dystrybutorzy. Jak dotąd wynik sporu jest następujący: 33 stany nałożyły akcyzę na napoje wysoko słodzone. Najniższy - jak to nazywają amerykańskie media - "podatek od grzechu" jest jednoprocentowy, najwyższy wynosi 7 proc.
Raport opublikowany niedawno w "New England Journal of Medicine" (NEJM) ocenia te rozwiązania jednoznacznie - to nie wystarczy!
W 2006 r. statystyczny mieszkaniec USA wypijał dziennie 175 kcal pod postacią płynów z bąbelkami i bez, owocowych i o smaku rodem z fabryki chemicznej. Ponieważ sama takie napoje omijam szerokim łukiem, jakiś Mr Smith musiał wypić dwa razy tyle. Przekroczenie zapotrzebowania energetycznego organizmu o 350 kcal dziennie powoduje, że po niespełna miesiącu obrastamy kilogramem tłuszczu. Jest więc prawdopodobne, że do końca roku mój Smith przytył o 12 kg. Widok amerykańskiej ulicy bardzo tę hipotezę uwiarygodnia.
Związek między tyciem i spożywaniem wysokosłodzonych napojów został dowiedziony naukowo - twierdzą autorzy raportu. Powołują się przede wszystkim na wyniki badań długookresowych, takich jak harwardzki program "Badanie stanu zdrowia pielęgniarek". Z analizy informacji na temat 91 tys. uczestniczek wynika, że kobiety, które przez cztery lata utrzymywały stałą wagę, a następnie wprowadziły do diety jeden napój wysokocukrowy dziennie, w ciągu następnych czterech lat przytyły średnio po 8 kg. Panie, które przez osiem lat wypijały jedną lub więcej porcję napojów wysokosłodzonych dziennie, były dwa razy bardziej zagrożone cukrzycą niż te, które wypijały mniej niż jedną porcję miesięcznie. Zagrożenie chorobami serca wzrosło w tej grupie o jedną czwartą.
Napoje nie tuczą? Obwinianie napojów o epidemię otyłości to demagogia - głosi stowarzyszenie Amerykanie Przeciw Podatkom od Żywności, które przedstawia się jako „koalicja ludzi odpowiedzialnych, rodzin z problemami finansowymi oraz małych i dużych przedsiębiorców” (
www.nofoodtaxes.com). Napoje nie tuczą, uważają „ludzie odpowiedzialni”, tuczy nadmiar kalorii - bez względu na to, w czym są zawarte.
To prawda - zgadzają się autorzy raportu - jednakże kalorie konsumowane w napojach są w tym sensie wyjątkowe, że przyswajamy je niezauważalnie, gdyż nie dają poczucia sytości! Badania dowodzą, że zjadamy tyle samo, niezależnie od tego, czy wypijemy do obiadu szklankę "postnej" wody, czy małą puszkę coli. W tym drugim wypadku niezauważalnie wzbogacamy posiłek o 100 kcal.
Do tego ceny napojów są tak skalkulowane, że zachęcają do kupowania większych opakowań, a większe porcje sprzyjają większemu spożyciu. Mężczyźni, którzy do posiłku dostają większe porcje, wypijają o 26 proc., kobiety o 10 proc. więcej niż zwykle.
Poza tym, o ile jedzenie nęci nas, gdy jesteśmy głodni, to po napoje sięgamy często z powodów socjalnych i dla przyjemności. Nawyk przesądza o tym, czy będzie to niesłodzona herbata, czy cukier w płynie z bąbelkami. Nawyki szczególnie silnie kształtują się w dzieciństwie, dlatego dietetycy z niepokojem patrzą na zachowania żywieniowe dzieci: statystyczny Smith Junior wypija dziennie 172 kcal, prawie tyle samo co jego tata.
Czy konsumentom można zabierać wolność wyboru Być może spożywanie bez umiaru wysokokalorycznych napojów jest nierozsądne, ale państwo nie jest od tego, żeby za nas podejmować mądrzejsze decyzje - argumentują przeciwnicy metod fiskalnych w profilaktyce zdrowotnej. Każdy konsument ma prawo wyboru, nawet jeśli będzie to wybór głupi. Jeśli państwo raz opodatkuje niezdrowe produkty, jaki będzie kres tej drogi? Podatek od obfitej kolacji? Grzywna za odpuszczenie sobie porannej gimnastyki?
Ale państwo już od dawna ingeruje w nasze ryzykowne decyzje. Większości przeciwników akcyzy nie oburza to, że zabronione i karane jest posiadanie narkotyków. Mało kto protestuje z powodu ograniczania - prawnego i za pomocą podatków - dostępu do hazardu, alkoholu i wyrobów tytoniowych. W USA, żeby kupić alkohol, trzeba mieć 21 lat, w pięciu stanach podniesiono granicę wieku dla kupujących papierosy z 18 do 19 lat.
„Ekonomiści są zgodni co do tego, że interwencja rządu jest uzasadniona, kiedy »rynek zawodzi «, a przez to produkcja i konsumpcja nie są optymalne” - piszą autorzy raportu. W wypadku napojów wysokosłodzonych rynek sam z siebie pewnych problemów nie rozwiąże. Po pierwsze, wielu konsumentów nie zdaje sobie sprawy, jak spożycie cukru wpływa na ich zdrowie. Dokonują wyborów na podstawie niepełnych informacji, za to pod wpływem agresywnej reklamy.
Po drugie, wybór, przed jakim stają konsumenci, z natury nie sprzyja racjonalnym decyzjom, gdyż jest wyborem między gratyfikacją natychmiastową a odwleczoną w czasie. W wypadku dzieci i nastolatków w ogóle nie można mówić o racjonalnej decyzji, gdyż tu natychmiastowa przyjemność zawsze weźmie górę nad nagrodą w postaci zdrowia, "wypłaconą" po 40 latach.
Po trzecie, konsument nie ponosi pełnej finansowej odpowiedzialności za swoje decyzje. W USA w 2006 r. 9,1 proc. wszystkich wydatków na zdrowie poszło na leczenie chorób związanych z otyłością. Połowę z tego pokrył podatnik za pośrednictwem ubezpieczeń zdrowotnych należnych emerytom i rodzinom żyjących poniżej progu ubóstwa. Koszty leczenia osoby otyłej były o 41,5 proc. wyższe niż szczupłej. Tam, gdzie istnieją powszechne ubezpieczenia zdrowotne, podatnicy w stu procentach płacą za konsumencką "wolność wyboru". Wg Ministerstwa Zdrowia w Polsce w 2004 r. "szacunkowe koszty leków stosowanych w leczeniu chorób żywieniozależnych" stanowiły 40 proc. wartości leków sprzedawanych w aptekach.
Śmiało, Panie Senatorze! Autorzy raportu są przekonani, że bez radykalnego podniesienia akcyzy na wysokokaloryczne napoje nie opanuje się epidemii otyłości i generowanych przez nią kosztów społecznych. Proponują dwa rozwiązania: nałożenie akcyzy na produkcję napojów słodzonych w wysokości centa za 30 ml napoju lub wyznaczenie progu zawartości kalorii i opodatkowanie produkcji nadwyżki kalorycznej. Próg powinien wynosić 4 kcal (równowartość grama cukru) na 30 ml. Ta druga metoda - uważają autorzy raportu - skłaniałaby producentów do szukania nowych, "chudszych" receptur.
Tak czy inaczej podatek podwyższy cenę płaconą przez nabywcę o ok. 15-20 proc. Ekonomiści utrzymują, że wzrost ceny napoju o 10 proc. powoduje 8-10-proc. spadek spożycia.
Amerykanie Przeciw Podatkom od Żywności krytykują pomysł na wiele sposobów, np. straszą, że podatek "odbije się niekorzystnie na zmagających się z kryzysem amerykańskich rodzinach" oraz "wyrządzi nieodwracalne szkody" gałęzi przemysłu, która zapewnia 220 tys. miejsc pracy. Można by rzec, że to kompetentny głos, skoro do stowarzyszenia należą producenci i dystrybutorzy inkryminowanych produktów, producenci opakowań, zrzeszenia hotelarzy i restauratorów, linie lotnicze i sieci kin, w sumie ponad 400 firm i organizacji związanych z rynkiem napojów bezalkoholowych i "śmieciowych" przekąsek. Ich petycję przeciw akcyzie podpisało już 74 tys. osób.
Podobne działa wytaczał swego czasu przemysł tytoniowy. Argumentacja przegrała jednak z arytmetyką: społeczne koszty palenia i biernego palenia, łącznie z stratami pracodawców z powodu zwolnień chorobowych, okazały się zbyt duże.
A więc śmiało, Panie Senatorze! Droga jest przetarta. Niewykluczone, że znajdzie pan oparcie w swoim elektoracie. W USA np. pomysł opodatkowania słodzonych napojów poparła w tym roku połowa Amerykanów, a opodatkowanie śmieciowego jedzenia - 55 proc.
Dochody z akcyzy miałyby finansować programy społeczne dla dzieci i młodzieży oraz osób o niskich dochodach. Z tych grup wywodzi się gros konsumentów napojów, one też ponoszą największy uszczerbek na zdrowiu spowodowany złym odżywianiem. Wprowadzenie takiego podatku w Nowym Jorku przynosiłoby miastu ok. 410 mln dol. rocznie. W przyszłym roku z powodu kryzysu miasto zmniejszy wydatki na edukację o 405 mln dol
>