http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie takie straszne ZOO?

Rozmawiała Katarzyna Lubiniecka
2009-10-28, ostatnia aktualizacja 2009-10-28 10:23

Nieprawda, że nie mamy profesjonalistów, że tępimy wrażliwość dzieci, że spełniamy tylko życzenia publiczności. To bzdura. Staramy się jedno z drugim pogodzić - twierdzą szefowie polskich ogrodów zoologicznych

Niedźwiedzie brunatne w zoo we Wrocławiu - od niedawna mogą się cieszyć nowym wybiegiem
Fot.Maciej Swierczynski / AG
Niedźwiedzie brunatne w zoo we Wrocławiu - od niedawna mogą się cieszyć nowym...
Po opublikowaniu dwa tygodnie temu w "Gazecie" rozmowy z wrocławskimi zoologami , dr. Robertem Maślakiem i Agnieszką Sergiel, w której krytykowali warunki życia zwierząt w naszych ogrodach zoologicznych, odezwali się do nas przedstawiciele polskich zoo. Ryszard Topola, dyrektor zoo w Łodzi i przewodniczący Rady Dyrektorów Polskich Ogrodów Zoologicznych i Akwariów, napisał m.in.: "za nierzetelność, próbę oczernienia i zaszkodzenia wszystkim polskim ogrodom zoologicznym domagam się przeprosin".

Katarzyna Lubiniecka: Za co mieliby przepraszać wrocławscy badacze i dlaczego?

Ryszard Topola*: Za niedopuszczalne generalizowanie. Wrzucili wszystkie ogrody do jednego worka. Zarówno 15 dużych, tworzących Radę Dyrektorów Polskich Ogrodów Zoologicznych i Akwariów, jak i te małe, z których jeden nie ma nawet pozwolenia na działanie, a kilka ma je warunkowo, bo nie spełniają norm trzymania zwierząt. Ich wrażenia to przykład skrajnego radykalizmu, a nie racjonalnej krytyki. To ekstremizm.

Nie twierdzą, że należy ogrody pozamykać...

- Ale podają nieprawdę, zarzucając nam, że nie mamy profesjonalistów, że ogrody tępią wrażliwość dzieci, że spełniamy tylko życzenia publiczności. To bzdura. Staramy się jedno z drugim pogodzić.

Przede wszystkim myślicie o zwierzętach?

- Przede wszystkim myślimy o ochronie przyrody, o zachowaniu różnorodności biologicznej. Nie robimy tego bezmyślnie, ale w ramach regionalnych planów kolekcji ustalanych i akceptowanych przez międzynarodowe komisje koordynujące hodowle danych gatunków. Przyznaję, dla dyrektorów ogrodów jedne gatunki są cenniejsze od innych. Dlatego niekiedy jesteśmy nawet wewnętrznie uznawani za "specyfistów", czyli takich "zwierzęcych rasistów". Jedne gatunki traktujemy lepiej, mamy dla nich programy hodowlane, komitety koordynujące ich hodowle, decyzje w ich sprawach podejmowane są gremialnie. Ale mamy też gatunki niechciane, jak np. sarny, które kiedyś przynoszono do zoo. One do dziś u nas żyją, nawet się mnożą, ale mamy poczucie, że zajmują miejsce gatunkom zagrożonym.

Jak "specyfiści" traktują niedźwiedzie brunatne?

- To gatunek objęty księgą rodowodową, czyli doceniany przez "specyfistów".

Z badań Sergiel i Maślaka wynika, że jedna trzecia niedźwiedzi żyje u nas w niehumanitarnych warunkach.

- Nie słyszałem o wynikach ich badań. Obiecali, że nas zawiadomią, ale tego nie zrobili.

Co najbardziej pana ubodło w ich krytyce?

- To, że ogrody uczą dzieci znieczulicy. Tymczasem np. łódzkie zoo zorganizowało w ubiegłym roku ponad 200 spotkań, lekcji i imprez, w których uczestniczyło prawie 20 tys. dzieci.

Pan mówi o dydaktyce, a im chodziło o rozpaczliwy widok zwierząt w niewielkich klatkach, często na betonie. Trudno zaprzeczyć, że w naszych ogrodach ciągle jeszcze są takie miejsca.

- To prawda, że tego typu obrazki szkodzą, ale proszę mi powiedzieć, u ilu dzieci, które odwiedzają zoo, została stępiona wrażliwość? Czy są na to jakieś badania? Jako przykład najgorszego traktowania zwierząt wrocławscy zoolodzy podali Braniewo, które nie uzyskało ministerialnej licencji ogrodu zoologicznego dzięki naszej negatywnej opinii. Byliśmy przekonani, że ta placówka zostanie zlikwidowana.

W tej chwili organizacje praw zwierząt apelują o zamknięcie zoo w Lesznie.

- Znam sytuację w Lesznie. Wspólnie z organizacjami zajmującymi się prawami zwierząt wnioskowaliśmy do ministra środowiska o zarządzenie tam kontroli. Została przeprowadzona, teraz czekamy na raport z niej.

Wracając do zarzutów zoologów z Wrocławia...

- Nieprawdziwy jest zarzut, że nie współpracujemy z uczelniami. W oparciu o naszą działalność, głównie hodowlaną, powstało 78 prac magisterskich i doktorskich, a kilku pracowników Uniwersytetu Łódzkiego jest członkami naszej rady naukowej kierowanej przez profesora Krzysztofa Jażdżewskiego. Tylko w roku bieżącym praktyki na terenie zoo miało 22 studentów.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':