Dr Robert Maślak i Agnieszka Sergiel, zoologowie z Uniwersytetu Wrocławskiego, są autorami raportu na temat opłakanej sytuacji niedźwiedzi żyjących w niewoli w Polsce (pisaliśmy o nim w gazecie z 29 września). Odwiedzając niedźwiedzie, przy okazji przyjrzeli się naszym ogrodom zoologicznym.
Katarzyna Lubiniecka: Czy koszmarne warunki mają tylko niedźwiedzie?
Robert Maślak: Źle się dzieje także innym zwierzętom, choćby dużym drapieżnikom. Ich wybiegi są najdroższe, bo muszą zapewnić bezpieczeństwo zwiedzających. Dlatego w większości naszych ogrodów są one małe i ubogo urządzone. Oprócz lwów czy tygrysów widzieliśmy nieszczęśliwe wilki. Te z natury żyjące w stadach zwierzęta w Gdańsku i Braniewie mieszkają samotnie.
Agnieszka Sergiel: Cierpią też naczelne. W Lesznie i Braniewie są małpy, które mieszkają w małych klatkach, na betonie. Mają tylko małe budki, w których mogą się schować, ale w ogóle nie mają się po czym wspinać.
Z czego to wynika?
R.M.: Z braku pieniędzy, ze złych przepisów regulujących wielkość wybiegów, z nieprzygotowanej kadry. Wreszcie z braku chęci, bo czasem tylko ona wystarczyłaby, żeby coś zmienić. A także z tego, że dyrektorzy zoo nastawieni są na spełnianie oczekiwań publiczności. Toleruje się np. karmienie zwierząt, które wykształca u zwierząt zachowania żebracze - niepożądane i nieprawidłowe.
AS: Nasze ogrody dostosowane są do potrzeb widzów. A my jesteśmy leniwi. Lubimy wszystko mieć na wierzchu i widzieć od razu. Zwierzę nie ma prawa odpoczywać, powinno być cały czas gotowe, ustawione do zdjęcia. A to nie są eksponaty muzealne. Musimy się nauczyć, że w zoo trzeba się trochę wysilić, żeby zobaczyć zwierzęta - niedźwiedzia wychodzącego zza drzewa czy tygrysa moczącego się w wodzie. I to daleko od nas, daleko od szyby. Dopiero wtedy zobaczymy, jakie są naprawdę.
Ogród, w którym w czasie jednej wizyty można zobaczyć wszystkie zwierzęta, nie jest dobrym ogrodem?
R.M.: Zoo to zbiór gatunków z różnych stref klimatycznych. Zawsze jakieś zwierzęta będą w kryjówce, bo jest akurat pora dnia, w której w naturze odpoczywają. Inaczej wygląda zoo w słońcu, inaczej w deszczu. Jeżeli chcemy zobaczyć wszystkie zwierzęta, to w dobrym zoo musimy spędzić więcej czasu. Przyjść kilka razy.
Dziś obejrzeć słonia czy lwa możemy w telewizji albo na safari w Afryce. Po co więc zoo?
R.M.: Zmiany idą w kierunku prezentacji zwierząt w warunkach najbliższych naturalnym. Docelowo ogrody powinny zostać przede wszystkim ośrodkami ratowania ginących gatunków, pełnić także funkcje badawcze, edukacyjne. Teoretycznie to są przecież placówki naukowe, powinny współpracować z uczelniami. Takie zalecenie jest w dyrektywie Unii Europejskiej z 1999 r., która reguluje sytuację zoo w Unii. Tymczasem nasze ogrody od dawna nie mają już nawet rad naukowych. Kiedyś były.
Edukacja to nie tylko zdobywanie wiedzy, ale także uwrażliwianie dzieci na kontakty ze zwierzętami.
A.S.: Właśnie. Ale czego może uczyć dzieci obserwacja nieszczęśliwych zwierzaków, miarowo kołyszących się z powodu stresu w małych klatkach i na betonie?
R.M.: Takie ogrody szkodzą dzieciom, skrzywiają, tępią ich wrażliwość.
Czy nie musieliśmy dostosować zoo do standardów unijnych?
A.S.: Oczywiście, zgodnie z unijną dyrektywą mówiącą o konieczności zapewnienia zwierzętom warunków biologicznych nasz minister środowiska w 2004 roku wydał rozporządzenie regulujące minimalne wielkości wybiegów.
R.M.: Ja nazywam je "rozporządzeniem o zmniejszeniu wybiegów", bo wydane rok wcześniej rozporządzenie było znacznie korzystniejsze dla zwierząt. Przykładowo para niedźwiedzi brunatnych miała mieć według niego 400 m kw., a rozporządzenie z 2004 r. zmniejszyło tę wartość do 100 m kw. Cała Europa idzie zaś w przeciwnym kierunku. W Szwecji jeden niedźwiedź musi mieć np. 1500 m kw.
A.S.: Stare rozporządzenie mówiło też, że należy niedźwiedziom zapewnić naturalne podłoże. I to zostało skreślone. Teraz niedźwiedź może mieszkać na betonie zgodnie z prawem.
Nie rozumiem. Unijne standardy są gorsze niż poprzednie?
R.M.: To nowe rozporządzenie po prostu dostosowało przepisy do warunków panujących w polskich zoo. Powstało pod naciskiem lobby dyrektorów polskich ogrodów, którzy dzięki temu mają spokój - większość wybiegów w ich placówkach jest teraz zgodna z prawem. Dostosowali sobie normy do rzeczywistości zamiast normy do wymagań zwierząt. Rozporządzenie powstało bez wymaganych szerokich konsultacji z ekspertami z zakresu dobrostanu, etologami, zoologami, specjalistami zajmującymi się ogrodami zoologicznymi.
Źródło: Gazeta Wyborcza