"Narysowanie mapy podróży, jaką odbył Homo sapiens po wyjściu z Afryki - to cel, jaki postawiła sobie ekipa naukowców prowadzona przez dr. Spencera Wellsa, wspierana przez amerykańskie National Geographic Society, IBM i Fundację Rodziny Waitt. Rozpoczęty w 2005 r. pięcioletni Projekt „Genographic" zmierza już prawie do końca. Genetycy, próbując odpowiedzieć na jedno z fundamentalnych pytań ludzkości - "skąd" - przebadali już kilkaset tysięcy próbek ludzkiego DNA. W badaniu wziął także udział dziennikarz „Gazety Wyborczej".
Tomasz Ulanowski: Sądziłem, że moi przodkowie przybyli do dzisiejszej Polski ze stepów Azji razem z tatarskimi czambułami. A tu okazuje się, że w ogóle tam nie dotarli...
Dr Spencer Wells: Uściślijmy - przodkowie po mieczu. W pańskiej próbce DNA badaliśmy bowiem chromosom Y, który przekazywany jest wyłącznie z ojca na syna. Gdybyśmy zbadali pańskie mitochondrialne DNA (mtDNA), które i chłopcy, i dziewczynki dziedziczą tylko po mamie, mielibyśmy trasę, jaką z Afryki do Europy pokonały pańskie pra-...-prababki.
W ramach pięcioletniego Projektu Genographic dostaliśmy do tej pory ok. 310 tys. próbek DNA z całego świata. 50 tys. pobraliśmy od ludzi, których rodziny od tysiącleci zamieszkują na danym terenie - np. Indian czy Aborygenów. Dzięki temu udało nam się wyrysować całkiem szczegółową mapę ludzkich wędrówek po wyjściu Homo sapiens z Afryki.
Z tej mapy wynika, że jestem starym Europejczykiem. Moi przodkowie przybyli na kontynent wcześniej niż np. przodkowie dzisiejszych Francuzów czy Hiszpanów.
- Marker M170, który znaleźliśmy w pańskim chromosomie Y, jest typowy dla ludów słowiańskich zamieszkujących Europę Wschodnią, a także Bałkany. Pańscy pradziadowie przybyli na te tereny już ok. 20 tys. lat temu. Nie „marnowali" czasu na podróż w głąb Azji. Z Afryki skierowali się na Bliski Wschód, a stamtąd przez Anatolię prosto do Europy. Inaczej niż np. przodkowie mężczyzn noszących dziś marker M343, którzy przed przybyciem do Europy zabawili za Uralem. Tak czy inaczej z nimi też jest pan spokrewniony.
Z naszych badań wynika, że wszyscy ludzie żyjący dziś na Ziemi są potomkami jednego mężczyzny - nazwijmy go Adamem - który ok. 60-90 tys. lat temu przemierzał sawannę wschodniej Afryki - ziemie należące dziś do Etiopii, Kenii lub Tanzanii.
Oczywiście nie oznacza to, że Adam był wtedy jedynym mężczyzną. Szacujemy, że w Afryce żyło wtedy ok. 10 tys. Homo sapiens - nomadów podzielonych na różne plemiona i utrzymujących się z polowań i zbieractwa. Linia Adama okazała się jednak najsilniejsza i najlepiej przystosowana do zmieniających się warunków. Dlatego tylko jego potomkowie, najwięksi szczęściarze na Ziemi, przetrwali do dnia dzisiejszego.
Według innych badań Ewa, pramatka wszystkich dzisiejszych ludzi, żyła ok. 200 tys. lat temu. Skąd ta rozbieżność w czasie pomiędzy nią a Adamem?
- Rzeczywiście Ewa, jedyna kobieta, której mtDNA przetrwało do dziś, żyła dawniej niż Adam. Wynika to ze specyficznej "nierówności" pomiędzy mężczyznami a kobietami. W większości ludzkich społeczności, także dziś, niewielu mężczyzn (ci z jakichś względów najsilniejsi - fizycznie, ekonomicznie, intelektualnie) zapładnia wiele kobiet. Inaczej mówiąc, tylko niektórzy mężczyźni i prawie wszystkie kobiety mają szansę się rozmnożyć. Cofając się więc po żeńskiej drabinie czasu, napotkamy więcej szczebelków, niż podążając śladem naszych ojców.
W badaniach mtDNA widać też, że kobiety były kiedyś bardziej mobilne niż mężczyźni. Ale to zrozumiałe, bo w patriarchalnych społecznościach to kobieta przeprowadzała się do domu i do plemienia mężczyzny.
Ok. 50 tys. lat temu nasi przodkowie wyruszyli na podbój świata (linia oznaczona jako M168). Co ich skłoniło do tej niebezpiecznej podróży?
- Prawdopodobnie zmieniające się warunki klimatyczne. Sądzimy, że w wyniku zmian orbity Ziemi cofnęły się lodowce pokrywające znaczną część półkuli północnej. Klimat stał się bardziej wilgotny, a w północnej Afryce pustynia zmieniła się częściowo w tętniącą życiem sawannę. Ówcześni ludzie, łowcy, podążyli po prostu za stadami zwierząt.
Kiedy lodowce znowu zaatakowały, pustynia ponownie podzieliła Afrykę. Część Homo sapiens zawróciła i została na „starym kontynencie", a inni ruszyli na północ lub wschód. Np. przodkowie mężczyzn noszących dziś markery M130 i M174 pomaszerowali ostro na wschód. Szybko dotarli do Azji Południowo-Wschodniej, a stamtąd - dzięki kolejnemu zlodowaceniu, które obniżyło poziom morza - m.in. do Australii i zachodnich terenów Ameryki Północnej. Kiedy lody znowu się cofnęły, a poziom morza się podniósł, ci ludzie stracili drogę powrotu.
W przypadku Ameryki doszła potem fala kolejnej, dużo potężniejszej migracji z Azji, której potomkowie są dziś nosicielami markera M3.
Przodkowie większości dzisiejszych Indian amerykańskich, a także ludów azjatyckich i europejskich oznaczeni markerem M89 stanowili drugą falę emigracji z Afryki. Zamiast na wschód poszli na północ i ok. 45 tys. lat temu, kiedy na Ziemi żyły już dziesiątki tysięcy ludzi, zajęli Bliski Wschód. Stamtąd rozprzestrzenili się na resztę świata. Marker M89 znajdujemy dziś u 90-95 proc. nieafrykańskich mężczyzn.
Zaczynam się gubić w tych markerach.
- Wyjaśnijmy więc od początku. Kiedy plemnik zapładnia komórkę jajową, materiał genetyczny rodziców miesza się, co pomaga w zapewnieniu zróżnicowania genetycznego populacji (te różnice są jednak niewielkie - 99,9 proc. DNA każdego z nas jest takie samo). Na szczęście w rekombinacji DNA nie biorą udziału chromosom Y i mitochondrialne DNA, o których mówiliśmy na początku. Dzięki nim jak po nitce do kłębka jesteśmy w stanie dotrzeć do naszych pramatek i praojców.
Ale żeby to zrobić, potrzebujemy jeszcze owych markerów. To niewielkie mutacje pojawiające się stopniowo w chromosomie Y albo w mtDNA i przekazywane z pokolenia na pokolenie. Każda z mutacji lokowana jest przez nas w innym czasie i przestrzeni.
Dlatego markery są jak ślady stóp na piasku. Cofając się po nich, jesteśmy w stanie dotrzeć do naszych przodków. Tak właśnie narysowaliśmy mapę migracji Homo sapiens, którą teraz oglądamy.
Źródło: Gazeta Wyborcza