Wczoraj do drugiej w nocy pan Jerzy kleił pudełka niezbędne dla rozwoju poczwarek. Jego kalendarz jest wypełniony przez cały rok. Od stycznia do marca wylęgają się gąsienice (w tym roku 20 tys. sztuk), które przenosi pęsetą, każdą z osobna, ze specjalnych pudełeczek do większych pojemników wypełnionych rozchodnikiem. Gąsienice przepadają za tą mięsistą rośliną, więc wiosną pan Jerzy jeździ starą skodą po Dolnym Śląsku i zwozi rozchodnik, jakieś 3,5 tony rocznie.
- Nigdzie w Europie nie ma tylu gąsienic co tutaj - pokazuje rozstawione na łące szklane pojemniki przypominające akwaria. W maju, gdy gąsienice zaczynają się przepoczwarzać, znów każdą z nich przekłada do osobnego pudełka od zapałek przewiązanego nitką. W czerwcu wypuszcza motyle z pudełek do papilarium, namiotu z siatki. Kiedy złożą jaja, przenosi je do szklanych pojemniczków, w których przezimują. W ten sposób na świat przychodzą pod opieką pana Jerzego setki niepylaków apollo.
Motyk, który cienko przędzie
Niepylak apollo to największy motyl w Polsce i jeden z najbardziej zagrożonych owadów. Jest pod ścisłą ochroną.
W XVIII wieku można było go jeszcze spotkać w okolicach Warszawy i na południu kraju. Dziś występuje tylko w Pieninach, gdzie wprowadzono specjalny program ochrony. Na początku lat 90. było tam tylko 20 sztuk; dziś zdaniem entomologów jest od stu do tysiąca okazów.
Jerzy Budzik próbuje odtworzyć gatunek w Sudetach, gdzie zupełnie zniknął już 150 lat temu.
- To wyjątkowo piękny i okazały motyl, który od zawsze był gratką dla kolekcjonerów. Profesjonalni handlarze odławiali go masowo w XIX wieku. Płacono wtedy za niego po marce, a złapać motyla było łatwo, bo to powolne stworzenie - opowiada. - Zakusy zbieraczy oraz zmiany środowiska: kwaśne deszcze, opryski upraw i zalesianie jego ulubionych spokojnych, mocno nasłonecznionych stoków, sprawiły, że niepylaka prawie już nie ma.
Entomolog amator zaczynał od 20 gąsienic, które za zgodą ministra przywiózł z Pienin do przydomowego ogródka we Wrocławiu. W tym roku wyhodował 7,5 tys. dorosłych motyli, które złożyły 300 tys. jaj. Hodowlę prowadzi teraz w arboretum w Sycowie, które udostępniło mu hektar łąki. Skrupulatnie opisuje wyhodowane egzemplarze, mierzy średnice milimetrowych jaj, chowa do kopert martwe motyle, które służą studentom Uniwersytetu Wrocławskiego jako materiał do badań.
- To motyl, który cienko przędzie. Próbuję zrozumieć, dlaczego przeżywa tylko połowa, dlaczego niektóre mają słabo wykształcone czułki i krótsze nóżki, dlaczego samce są w tak słabej kondycji, że nie nadają się do kojarzenia w pary.
Podróż w rękawie z firanki
Pan Jerzy nie dostaje żadnej finansowej pomocy z zewnątrz - sam płaci za paliwo, za materiał do budowy pojemników. - Od dziecka obserwowałem motyle, a niepylak apollo to wśród nich prawdziwa gwiazda. Muszę go przywrócić przyrodzie. To mój obowiązek, taki wewnętrzny nakaz - mówi.
Część wyhodowanych przez siebie motyli przekazał do Pienińskiego Parku Narodowego, część przewiózł w rękawach z firanki do rezerwatu Kruczy Kamień na Dolnym Śląsku, gdzie niepylak znalazł wyjątkowo dobre warunki: nasłonecznione zbocza, dużo rozchodnika dla gąsienic i połacie łąk z kwiatami dla dorosłych motyli. W przyszłym roku zamierza wypuścić je w Karkonoszach i Górach Stołowych. - Bo z historycznych przekazów wiadomo, że tam przed dwustu laty były ich stanowiska - tłumaczy.
- Pan Jerzy to niezwykły człowiek. Był asystentem w Instytucie Geodezji Akademii Rolniczej, potem prowadził firmę ze sprzętem entomologicznym. Poznaliśmy się przed laty, gdy kupowałem u niego siatkę na owady. W pewnym momencie zmienił poglądy: uznał, że to, co robi, służy niszczeniu motyli, a on chce je ratować - mówi prof. Dariusz Tarnawski, entomolog z Uniwersytetu Wrocławskiego.
- Niepylak apollo jest na wyginięciu, m.in. dlatego że wciąż stanowi atrakcję dla kolekcjonerów. Pracownicy Pienińskiego Parku Narodowego znakują go flamastrem, żeby zniechęcić kłusowników do łapania go. Wieloletnie geograficzne odosobnienie spowodowało osłabienie puli jego genów. To najszybciej ginący gatunek motyla w Europie.
Obaj, naukowiec i bezrobotny geodeta, piszą wspólne prace naukowe. - Dzięki temu, co robi pan Jerzy, mamy szansę na powrót tego gatunku do miejsc, w których występował przed wiekami. Pasja pana Budzika sprawiła, że niepylak apollo rozmnaża się nadspodziewanie dobrze. Po raz pierwszy zaobserwowano nawet pojawienie się drugiego pokolenia w tym samym roku - mówi prof. Tarnawski
** Niepylak apollo (Parnassius apollo)
Należy do rodziny paziowatych i jest największym w Polsce motylem dziennym. Rozpiętość jego skrzydeł wynosi około 9 cm. Jego białe ubarwienie z czarnymi plamkami ma cel ochronny. Dzięki niemu motyl doskonale zlewa się z barwą skał wapiennych i białych kwiatów. Niepylak nie ma łusek, dlatego nie zostawia na palcach pyłu - stąd jego nazwa. Lata powoli, trzepoczącym lotem, chętnie siada na kwiatach ostów.
Źródło: Gazeta Wyborcza