http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jest skuteczna szczepionka na świńską grypę

Margit Kossobudzka
2009-09-16, ostatnia aktualizacja 2009-09-16 14:19

Są pierwsze naukowe dowody na działanie szczepionki chroniącej nas przed wirusem A(H1N1). Szczepionka działa lepiej, niż spodziewali się tego naukowcy. Kiedy będzie w sprzedaży?

Wreszcie ją mamy. Dobrze przebadaną szczepionkę na świńską grypę. Tak naprawdę mają ją Amerykanie i ich laboratoria w Australii. Na rynek jej droga jeszcze daleka, choć może producenci zdążą ją wyprodukować w tym sezonie grypowym. Preparat ma wysoką skuteczność i, co najważniejsze, jest bezpieczny.

Szczegóły badań publikuje najnowsze wydanie tygodnika "New England Journal of Medicine" ("NEJM"). Jedno z najlepszych pism medycznych na świecie.

Amerykanie pierwsi

O stworzeniu szczepionki na wirusa A(H1N1) huczało już od kilku tygodni. Lista firm, które zabrały się do jej produkcji lawinowo rosła. W lipcu rozpoczęcie pierwszych testów nad nową szczepionką ogłosiła Australia. Do walki o palmę pierwszeństwa włączył się też rząd USA i Chin.

Amerykańska firma CSL Biotherapies okazała się najszybsza. Wyniki swoich badań opublikowała natychmiast. Taka jest obecnie polityka Światowej Organizacji Zdrowia. Prace o świńskiej grypie są ogólnodostępne, żeby jak najwięcej naukowców miało wiedzę potrzebną do zwalczenia zarazka.

Dane opublikowane w "NEJM" są pierwszą pracą naukową dowodzącą skuteczności preparatu. Wirusolodzy czekali na takie dowody.

I oto są.

W badaniach, które przeprowadzono w Adelajdzie w Australii, udział brało 240 osób. Dorosłych i zdrowych, między 18 a 64 r.ż. Ponieważ wirus A(H1N1) jest nieznany ludzkiemu układowi odpornościowemu, naukowcy sugerowali, że potrzebne będą dwie dawki szczepionki, by uzyskać na niego odporność. Dlatego ochotników podzielono na dwie grupy: jedna miała otrzymać dwie mniejsze dawki preparatu (po 15 ug hemaglutyniny), a druga jedną, ale za to podwójną (30 ug). Próby były randomizowane i tzw. podwójnie ślepe. To znaczy, że ani osoba podająca preparat, ani szczepieni nie wiedzieli, jaką dawkę szczepionki dostają.

Hemaglutynina to jedno z dwóch najważniejszych białek powierzchniowych wirusa. I to ono znalazło się (odpowiednio przetworzone) w nowym preparacie.

Mówiąc nienaukowo wirus został rozdzielony na kawałki, a potem jeden z takich kawałków zastosowano w szczepionce.

Miał on oszukać nasz układ odpornościowy, że doszło u do prawdziwej infekcji zarazkiem. W efekcie utworzyły się przeciwciała - organizm nauczył się rozpoznawać wroga i gdy ten naprawdę zaatakuje, szybko go zniszczyć.

Na tym polega zasada szczepień w ogóle. Cały szkopuł w tym, żeby ten fragment zarazka pobudził nasz organizm do pracy, ale nie wywołał choroby. I poważnych działań niepożądanych.

Ochotnicy zostali podzieleni na grupy nie tylko pod kątem różnych dawek szczepionki, ale także pod względem wieku. Połowa osób była powyżej 50. r.ż. Druga to ochotnicy między 18 a 50. r.ż.

Testowano dwie grupy wiekowe, żeby sprawdzić, czy osoby starsze mają jakąś odporność na A(H1N1). Taka hipoteza krążyła wśród uczonych, którzy uważali, że szczep wirusa grypy, który wywołał pandemię w latach 1957-58, bardzo przypominał obecny zarazek. Osoby po 50. r. ż. mogły więc się z nim spotkać i lepiej w związku z tym zareagować na szczepionkę. Tak też się stało.

Wirus do produkcji szczepionki pochodził z New York Medical College, ale wyizolowano go od osoby pochodzącej z Kalifornii.

Najważniejszą sprawą oprócz oceny skuteczności preparatu było śledzenie działań niepożądanych. Każdy z uczestników badania musiał prowadzić przez tydzień specjalny pamiętnik medyczny, w którym notował samopoczucie. Wszystkie poważne objawy miały być natychmiast zgłaszane, najpóźniej w ciągu 24 godzin od wystąpienia. Gdyby się pojawiły, przerwano by szczepienie pozostałych osób.

Jedna osoba chora, 239 zdrowych i odpornych

Szczepionka zadziałała lepiej, niż się spodziewano. Żeby sprawdzić jej skuteczność, ochotnikom pobierano krew przed eksperymentem i po trzech tygodniach od zaszczepienia. W ten sposób określano, czy w ich organizmach pojawiły się pożądane przeciwciała, czyli czy organizm zapamiętał wroga i uodpornił się na chorobę.

I tu miła niespodzianka. Spośród osób, które dostały pierwszą z dwóch dawek preparatu, 96,7 proc. zyskało odpowiednią liczbę przeciwciał! Wynik był tak dobry, że nie trzeba im było podawać drugiej porcji szczepionki. W drugiej grupie, która otrzymała raz podwójną dawkę, odsetek odpornych wyniósł 93,3 proc.

Preparat nie wywołał też żadnych poważnych skutków ubocznych, których tak się obawiano. Amerykanie już raz mieli wielką wpadkę ze szczepionką na grypę. W lutym 1976 r. w New Jersey wybuchła lokalna epidemia świńskiej grypy. Prezydent USA Gerald Ford po konsultacjach z naukowcami zarządził masowe szczepienia prawie 40 mln Amerykanów naprędce stworzoną szczepionką. Niestety, białka wirusa, jakich użyto w szczepionce, nie do końca były pozbawione zjadliwości. Na świńską grypę zachorowało tylko kilkuset żołnierzy (zmarł jeden). Za to z powodu wadliwej szczepionki u 30. osób rozwinął się powodujący paraliż zespół Guillaina-Barrego. Po takich doświadczeniach nic dziwnego, że teraz uczeni monitorowali każdy bardziej niepokojący objaw.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':