http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Genowa terapia przywróci wzrok?

Wojciech Moskal
2009-08-13, ostatnia aktualizacja 2009-08-14 10:19

Dzięki wszczepieniu prawidłowego genu do siatkówki oka naukowcom z USA po raz pierwszy udało się pomóc trójce pacjentów cierpiących na wrodzoną ślepotę

Chirurdzy z Uniwersytetu
Florydy przeprowadzają zabieg
na siatkówce. Bardzo podobnie
wyglądał ten, który przywrócił
wzrok trojgu niewidomym
pacjentom
Fot. Sarah Kiewel Sarah Kiewel
Chirurdzy z Uniwersytetu Florydy przeprowadzają zabieg na siatkówce. Bardzo...
ZOBACZ TAKŻE
To wielki sukces i zarazem pierwszy krok do klinicznego wykorzystania terapii genowej w leczeniu dziedzicznych form ślepoty - komentuje opublikowaną w najnowszym "New England Journal of Medicine" pracę Paul A. Sieving z amerykańskiego Narodowego Instytutu Oka. Jego kolegom z uniwersytetu stanu Pensylwania w Filadelfii i uniwersytetu stanu Floryda (Gainesville) udało się dowieść, że za pomocą genów można pomóc chorym cierpiącym na dziedziczny zanik nerwów wzrokowych - tzw. chorobę Lebera. W rok od przejścia kuracji u trójki pacjentów widzenie dzienne poprawiło się tysiąc razy, a widzenie nocne aż 63 tys. razy. - Mam przeczucie, że to tylko kwestia czasu, by podobną technikę z powodzeniem zastosować w przypadku innych chorób o podłożu genetycznym związanym z utratą wzroku - dodaje Sieving.

Z wirusami do oka

Ślepotę Lebera po raz pierwszy opisał w 1871 roku niemiecki okulista Teodor Leber. To schorzenie przebiegające z nagłą bądź stopniową utratą wzroku, która spowodowana jest zwyrodnieniem siatkówki. Typ 2 tej choroby to najczęstsza przyczyna utraty wzroku u niemowląt i małych dzieci. Winna temu jest mutacja w genie RPE65.

Gdy gen ten działa prawidłowo, produkuje białko o tej samej nazwie. Ono z kolei bierze udział w wytwarzaniu pewnej odmiany witaminy A, dzięki której znajdujące się w siatkówce oka fotoreceptory mogą wykonywać swoją pracę - odbierać sygnały wzrokowe z otoczenia i przesyłać je do mózgu. Zmutowany gen RPE65 nie jest jednak w stanie wytworzyć białka i cały ten cykl ulega zablokowaniu. Naukowcy dostrzegli jednak pewną furtkę.

„W chorobie Lebera typu 2 nie wszystkie regiony siatkówki zostają doszczętnie zniszczone. Niektóre skupiska fotoreceptorów pozostają nietknięte, choć ze względu na brak kluczowego białka [RPE65] nie są w stanie pracować” - piszą w NEJM. Za pomocą terapii genowej postanowili więc dostarczyć do ocalałych komórek siatkówki prawidłowy gen RPE65. Środkiem transportu miały zostać (podobnie jak w większości testowanych obecnie na świecie terapii genowych) specjalnie przygotowane wirusy. Ich stworzeniem zajął się zespół z Florydy kierowany przez Barry'ego Byrne'a.

Gdy preparat zawierający wirusy z wbudowanym w nie prawidłowym genem RPE65 był gotowy, przekazano go naukowcom z Filadelfii. Ci prawie równo rok temu wstrzyknęli go do siatkówek trojga niewidomych od urodzenia osób - dwóm mężczyznom i jednej kobiecie (wszyscy byli w przedziale wieku 21-24 lata).

Trzy miesiące później, w październiku 2008 roku, ogłoszono, że pacjenci zaczęli reagować na światło, a nawet rozpoznawać niektóre kształty. To jednak nie wystarczało, by ogłosić pełny sukces - wciąż bez odpowiedzi pozostawały dwa kluczowe pytania: czy efekty nowatorskiej kuracji przetrzymają próbę czasu i czy na pewno jest ona stuprocentowo bezpieczna dla pacjentów?

Mózg zawsze znajdzie drogę

Dzisiejszy NEJM nie pozostawia już wątpliwości. "Zastosowana przez nas terapia genowa wydaje się w pełni bezpieczna i doprowadziła do stałej poprawy wzroku u chorych" - pisze dr Artur Cideciyan kierujący zespołem z Filadelfii.

To jednak nie wszystko. "Najbardziej zadziwił nas przypadek kobiety (jej danych wciąż nie ujawniono) poddanej nowej kuracji" - pisze Cideciyan. "W trakcie jednej z kontrolnych wizyt opowiedziała nam, jak podczas wieczornej przejażdżki samochodem kierowanym przez swego rodzica stwierdziła nagle ze zdumieniem, że widzi cyfry wyświetlane na elektronicznym zegarze na tablicy rozdzielczej. Po raz pierwszy w życiu była w stanie odczytać aktualną godzinę" - relacjonuje Cideciyan.

Jej wzrok poprawił się tak wyraźnie, że jest dziś w stanie wykonywać w codziennym życiu o wiele więcej czynności niż przed kuracją. Był to jednak dopiero początek niespodzianek. "Postanowiliśmy przeprowadzić dodatkowe testy" - pisze Cideciyan. Ku zdumieniu badacza okazało się, że w siatkówce kobiety zamiast jednego centrum widzenia istnieją dwa.

„Takim naturalnym centrum widzenia jest tzw. dołek centralny siatkówki. Tymczasem w zależności od rodzaju oświetlenia oko naszej pacjentki »wolało « korzystać z innych rejonów siatkówki. Jak się okazało - tych, do których wszczepiliśmy prawidłową kopię genu RPE65” - opisuje Cideciyan.

Naukowcy sądzą, że nowe centrum widzenia jest bardziej wrażliwe na światło, natomiast dołek wciąż jest używany, gdy trzeba maksymalnie wyostrzyć obraz.

„Najwyraźniej mózg kobiety »podpowiada « jej, której części siatkówki powinna w danym momencie użyć, a ona automatycznie przestawia się z jednego centrum widzenia na drugie” - wyjaśnia dr William Hauswirth z Florydy, współautor badań.

Naukowców najbardziej zafascynowało jednak jeszcze coś innego. "Wygląda na to, że mózg kobiety sam z siebie rozpoznał, że niektóre części siatkówki zostały naprawione i zaczęły normalnie pracować. Co więcej, by się do nich dostać, wytworzył całkiem nowe szlaki nerwowe, którymi obecnie przesyłane są obrazy. To niesamowite!" - opisuje Artur Cideciyan.

Program oczywiście trwa nadal - pacjenci będą obserwowani jeszcze przez wiele lat. Naukowcy liczą na to, że ich wzrok z czasem wciąż będzie ulegał poprawie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów