„Jak mało wiemy z tego, co można wiedzieć”.
Ernest Hemingway, „Komu bije dzwon”
Morze zrobiło się oleiste jak zmrożona wódka. Gęste, długie fale bujały statkiem. Horyzont błyszczał bielą. Na wodzie, nieoczekiwanie bardzo przejrzystej, pojawiła się kra. Coraz więcej kry. Potem białe górki i niebieskawe tafle lodowe. Na niebo wypłynęła mgła, od zachodu podświetlana przez słońce.
Było pięknie. Jak w bajce. Ale na mostku zrobiło się nerwowo.
Statek badawczy Instytutu Oceanologii PAN r/v "Oceania" nie jest przystosowany do przebijania się przez pola lodowe.
Byliśmy 30 mil morskich na -połud-nie od Svalbardu, na 76. st. szerokości geograficznej północnej i 19. st. długości geograficznej wschodniej. Na zachodnim przyczółku lodowatego Morza Barentsa.
Ocean grzeje, powietrze ziębi
- Zimą to jedno z miejsc, w którym płynąca tu z Oceanu Atlantyckiego woda oddaje Arktyce ciepło tropików - wytłumaczył mi dr Waldemar Walczowski, kierownik naukowy wyprawy "Oceanią" do Mórz Nordyckich.
Według naukowców Daleka Północ wpływa na klimat całej naszej półkuli. Z jednej strony to gigantyczna chłodziarka - Ocean Arktyczny ciągle jest pokryty białą skorupą lodową, która odbija prawie całe promieniowanie słoneczne (jej zasięg systematycznie się zmniejsza i uczeni szacują, że któregoś lata, najpóźniej w 2030 r., zniknie). Z drugiej jednak strony Arktyka także nas grzeje - powierzchniowe ciepłe prądy oceaniczne płynące z okolic równika właśnie tu uwalniają do atmosfery gigantyczne ilości energii.
To dzięki nim klimat zachodniego Svalbardu jest dziś łagodniejszy niż wschodniego albo leżącej na podobnej szerokości Grenlandii. Jak duże potrafią to być różnice, pokazują zapiski meteorologiczne. 21 lutego 1973 r. w stolicy Svalbardu Longyearbyen zanotowano minus 3 st. C. We wschodniej Grenlandii tego samego dnia termometr pokazywał minus 30 st. Choć oczywiście i na Svalbardzie zimne powietrze arktyczne potrafi sprawić niespodziankę. Kiedy dwa dni później powiało znad bieguna, temperatura w Longyearbyen spadła do... minus 30. "Jedyne, co można powiedzieć o pogodzie na Svalbardzie, to to, że się zaraz zmieni" (Per Olof Sundman, "Ocean Lodowaty", Warszawa 1989).
Wracając do prądów morskich. To zadziwiające, jak mało ciągle o nich wiemy (niektórzy śmieją się nawet, że wiemy więcej o Marsie niż o oceanach, choć pokrywają one aż 71 proc. powierzchni Ziemi). A zaobserwowano je przecież już ponad 200 lat temu.
W 1751 r. angielski kapitan, pod-różnik i handlarz niewolników Henry Ellis na zlecenie pewnego angielskiego uczonego mierzył temperaturę wody pobieranej z różnych głębokości na Atlantyku tuż nad zwrotnikiem Raka. Ze zdumieniem stwierdził, że woda z głębin jest lodowata. W strefie tropikalnej?
Jak mówił mi dr Walczowski, była to pierwsza, choć jeszcze nieświadoma, obserwacja procesu znanego dziś jako cyrkulacja termohalinowa.
Co napędza morskie prądy
46 lat później istnienie zimnej wody głębinowej w tropikach wyjaśnił angielsko--amerykański fizyk i wynalazca Benjamin Thompson: "Jedynym sposobem wytłumaczenia tego stopnia zimna na dnie morza w strefie upalnej może być wnioskowanie, że są to zimne prądy z biegunów; znaczenie tych prądów w łagodzeniu nadmiernego gorąca tego klimatu jest zbyt oczywiste, aby wymagało jakiegokolwiek wytłumaczenia (...)"*.
Jednak dopiero w 1987 r. amerykański uczony Wallace Broecker (ten sam, który już w 1975 r. ukuł termin "globalne ocieplenie", a dzisiaj opowiada się za wyłapywaniem z powietrza dwutlenku węgla) zaprezentował globalną koncepcję prądów morskich przenoszących sól i ciepło pomiędzy oceanami i wpływających na klimat Ziemi.
- Dzisiaj uważa się, że głównym mechanizmem napędzającym prądy morskie jest właśnie cyrkulacja termohalinowa - tłumaczył dr Walczowski.
W skrócie chodzi o to: kiedy idące górą ciepłe prądy docierają w okolice biegunów, ich woda wychładza się i częściowo zamarza. Ta, która nie zamarza, zmienia się w zimną, słoną, gęstą i ciężką zupę. Opada ona w głębiny i wędruje z powrotem w tropiki. Tam miesza się z ciepłymi warstwami powierzchniowymi i znowu płynie ku biegunom.
I tu niewiadoma. Ciągle nie znamy mechanizmów, które mieszają morze w tropikach. Co powoduje, że ciężka zimna woda nagle płynie w górę?
Naukowcy od dawna stawiają na wiatr i pływy morskie. Jednymi z głównych podejrzanych są cyklony tropikalne rodzące się, kiedy temperatura powierzchniowej warstwy oceanu przekracza 25 st. C. To one miałyby wynosić zimną wodę z głębin.
Źródło: Gazeta Wyborcza