http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ginący tygrys

Maciej Stasiński
2009-07-29, ostatnia aktualizacja 2009-07-28 18:55

Już dwa rezerwaty w Indiach straciły całą populację tygrysa bengalskiego. Nad wielkim kotem znowu zawisło widmo zagłady

Sto lat temu na świecie żyło 100 tys. tygrysów bengalskich. Dziś według różnych szacunków - od 3 do 4,5 tys.
Fot. Daniel Ochoa de Olza AP
Sto lat temu na świecie żyło 100 tys. tygrysów bengalskich. Dziś według różnych...
Jeszcze trzy lata temu w Parku Narodowym Panna w stanie Madhya Pradesz w środkowych Indiach żyły 24 tygrysy bengalskie. Jednak ostatni spis przeprowadzony w czerwcu przez badaczy Narodowego Urzędu Ochrony Tygrysa (NCTA) wykazał, że cała populacja została wytrzebiona. To już drugi indyjski rezerwat tygrysa, po Parku Sariska w Radżastanie, który ogłasza, że nie zdołał zachować u siebie ginącego gatunku, mimo że jest to jego podstawowa misja. Niepotwierdzone jeszcze doniesienia mówią, że nie ma już tygrysów także w Parku Sandżaj (również w stanie Madhya Pradesz). - Kłusownictwo tygrysów wymknęło nam się spod kontroli. Szmugiel tygrysich skór jest drugim po narkotykach najlepiej zorganizowanym nielegalnym procederem w naszym kraju - ogłosił indyjski minister ochrony środowiska Jairam Ramesh.

Tygrys - lek na wszystko

NCTA bije na alarm. W ciągu sześciu miesięcy tego roku w Indiach zawodowi kłusownicy lub lokalna ludność mieszkająca na terenach przylegających do rezerwatów zabiła aż 45 tygrysów. To dramatyczna liczba, biorąc pod uwagę, że w ciągu ostatnich trzech lat z rąk ludzi zginęło ponad sto tygrysów.

W Parku Kaziranga w stanie Assam kłusownicy zabili w tym roku już 11 tygrysów, w Parku Tadoba w stanie Maharaszta sześć, a w kolejnych trzech rezerwatach: Nagarhole, Corbett i Bindapur, tylko w ciągu ostatniego miesiąca - po jednym.

Tygrysy są zabijane najczęściej przez zawodowych kłusowników dla bogatych klientów z Chin, Tajwanu, Korei Południowej i Japonii, gdzie istnieje wielki czarny rynek tygrysich produktów. Głównym motywem kłusowników i handlarzy nie jest wcale zdobycie tygrysiej skóry albo czaszki jako myśliwskiego trofeum. We wschodniej medycynie ludowej uważa się, że praktycznie wszystkie części ciała tygrysa mają ozdrowieńcze właściwości i przerabia się je na rozmaite leki, maści i inne specyfiki. Nos tygrysa ma leczyć z epilepsji, a sierść uśmierzać ból zębów. Nawet penis tygrysa służy jako afrodyzjak - robi się z niego zupę. Jada się również tygrysie mięso. Mimo że nowoczesna medycyna uznaje wiarę w lecznicze własności tygrysich organów za zabobon, kłusownictwo i handel kwitną.

Najpierw sukces, potem klęska

Tygrys to jeden z najbardziej zagrożonych wielkich kotów i chroniony jest na całym świecie. Wpisano go do Czerwonej Księgi Gatunków Zagrożonych oraz objęto Konwencją o Międzynarodowym Handlu Dzikimi Zwierzętami i Roślinami Gatunków Zagrożonych Wyginięciem (Convention on International Trade in Endangered Species of Wild Fauna and Flora, CITES).

Tygrysy niegdyś żyły niemal w całej Azji, ale dzisiaj występują tylko na nielicznych odizolowanych obszarach leśnych wschodniej Syberii, Indonezji, Indochin, Malezji i Indii. Zupełnie wytępiono już kilka jego podgatunków, m.in. tygrysa kaspijskiego, jawajskiego, balijskiego i chińskiego. Wciąż żyje kilka innych, jak tygrys bengalski, sumatrzański i syberyjski, ale wszystkie są zagrożone wyginięciem.

Największą dziko żyjącą populację tygrysów mają właśnie Indie, a stan Madhya Pradesz nazywany jest tygrysim stanem, bo żyje ich tutaj około 300. Na początku XX wieku szacowano, że w samych Indiach żyło blisko 40 tys. tygrysów bengalskich, a na całym świecie - około 100 tys.

Indie wzięły tygrysa bengalskiego pod ścisłą ochronę w 1972 r., a rok później, gdy w całym kraju zostało tylko 268 osobników, objął go narodowy plan ochrony, tzw. Project Tiger. Utworzono wówczas dziewięć pierwszych rezerwatów o powierzchni 16 tys. km kw. Dzisiaj rezerwatów jest 27, a ich powierzchnia sięga 40 tys. km kw. Parki narodowe, w których chroni się tygrysy, składają się ze ścisłego rezerwatu, wolnego od obecności i wszelkiej działalności człowieka, oraz okalających stref buforowych, gdzie dopuszcza się ludzkie siedliska. Przy tworzeniu tygrysich rezerwatów przesiedlono kilka tysięcy wiosek.

Program ochrony kosztował dotąd miliony dolarów i po 30 latach, na początku XXI wieku, pomógł zwiększyć liczebność tygrysów w Indiach do ponad 3600 sztuk. Jednak w ostatnich latach dramatyczny wzrost kłusownictwa ponownie zagroził ich wytępieniem. Liczba wolnych tygrysów gwałtownie spadła i dzisiaj na swobodzie żyje ich w Indiach nie więcej niż 1400.

Strażnicy nie daja rady

- Nie brak funduszy rządowych jest przyczyną, lecz nieudolność. Strażnicy rezerwatów są starzy i nie dają sobie rady z kłusownikami grasującymi po rezerwatach - uważa Sunita Narain z Urzędu Ochrony Tygrysa.

- Naturalna śmierć tygrysa to margines i nie stanowi problemu. Prawdziwy dramat to tygrysy zabijane przez zawodowych kłusowników. Najczęściej współpracuje z nimi miejscowa ludność i dlatego tak trudno z tym walczyć - mówi Samir Kumar Sinha z rezerwatu Valmiki.

Mimo że w Indiach za zabicie tygrysa grozi do trzech lat więzienia i grzywna do 25 tys. rupii (500 dol.), a handel częściami ciała zabitych zwierząt też jest zakazany, żyjący na obrzeżach parków narodowych wieśniacy z plemion leśnych nomadów chętnie wysługują się kłusownikom. Na zwierzęta zastawiają stalowe wnyki, rażą je prądem lub zatruwają padlinę i leśne wodopoje. Za zabicie tygrysa mogą dostać 10-15 dol., ale za skórę już dużo więcej, bo 4,5 tys. Handlarz zarabia na sprzedaży tej samej skóry, czaszki, pazurów, kości i innych organów tygrysa o wiele więcej. W Chinach na czarnym rynku skóra tygrysa kosztuje 50 tys. dol., a kilogram jego sproszkowanych kości - blisko 3,5 tys. dol.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':