Sytuacja, jaką większość "kociarzy" zna doskonale - blady świt, podrzemalibyśmy jeszcze chwilę pod kołdrą, ale nie pozwala nam na to uporczywe, głośne miauczenie kota. Trzeba wstać i nakarmić awanturnika.
Właśnie tak zachowywał się także kot o imieniu Pepo, którego właścicielem była dr Karen McComb - biolog z uniwersytetu w Sussex (
Wielka Brytania) zajmującą się badaniami komunikacji dźwiękowej wśród ssaków, m.in. słoni i lwów. Po rozmowach ze znajomymi, którzy również trzymali w domu koty, okazało się, że nie tylko ona jest rankiem zmuszana do wcześniejszego poderwania się z łóżka. McComb poprosiła dziesięciu zaprzyjaźnionych właścicieli kotów, by nagrali miauczenie swoich pupili. Mieli oni zarejestrować zarówno poranne płaczliwe żebranie o jedzenie, jak i zwykłe pomiaukiwania, jakie koty wykonywały o innych porach dnia i w innych sytuacjach. Obydwa rodzaje miauczenia były następnie odtwarzane grupie 50 ochotników zaproszonych do eksperymentu.
Prawie wszyscy zgodnie określili poranne miauczenie jako "znacznie bardziej naglące i o wiele bardziej nieprzyjemne" dla uszu niż normalne pomiaukiwanie. Jeszcze bardziej zaskakujące rezultaty dało badanie częstotliwości miauczenia obserwowanych kotów. Otóż okazało się, że koty, by "wyciągnąć" od ludzi
śniadanie, posługują się sprytnym akustycznym trikiem.
- Odkryliśmy, że poranne miauczenie kotów zawiera wyjątkowo dużo tonów o częstotliwości w zakresie 220-520 Hz - pisze McComb. - Taki sam zakres częstotliwości - 300-600 Hz - jest charakterystyczny dla płaczu ludzkiego niemowlęcia. Najprawdopodobniej więc koty w ten właśnie sposób wpływają na naszą podświadomość - wysyłają sygnał, na który instynktownie reagujemy - wyjaśnia.
Naukowcy zauważyli również, że powyższa technika miauczenia najczęściej była wykorzystywana w sytuacji, w której właściciel bądź właścicielka mieszkała tylko z kotem i miała z nim bliski emocjonalny kontakt.
A co dr McComb myśli o Pepo, gdy już wie, że przez lata nią manipulował? - Bądź co bądź stał się inspiracją całego badania. Więc wybaczam mu.