"Gejowska ofensywa przyspiesza" - takim tytułem opatrzyła "Rzeczpospolita" niedawny tekst
muzyka, aranżera i kompozytora, autora programów radiowych i telewizyjnych Jana Pospieszalskiego. Pospieszalski zaatakował w nim biznes farmaceutyczny za to, że stworzył szczepionkę promującą rozwiązły seks.
Rzadko polemizuję z czyimiś poglądami - wolę zajmować się nauką i edukacją zdrowotną - ale tym razem nie wytrzymałem. Mój komentarz „ » Rzeczpospolita «po stronie wirusa” („Gazeta” z 8 lipca) powstał nie tyle ze względu na postać i poglądy autora, ile na miejsce, w jakim wydrukował on swoje przemyślenia.
Jan Pospieszalski nie zwlekał z odpowiedzią i już nazajutrz czytelnicy „Rzeczpospolitej” mogli zapoznać się z jego polemicznym artykułem „Jak » Wyborcza «szerzy ignorancję”. Autor w trosce o kobiety zalecił mi dotrzeć do faktów, przeczytać je i dopiero siąść do klawiatury. Wolałbym naprawdę zająć się czymś pożyteczniejszym niż polemika z Pospieszalskim, ale nie mogę jednak zostawić tego tekstu bez odpowiedzi.
A zatem po kolei.
1. <i>„Redaktora Zagórskiego przeraża wizja strasznego wirusa, który w Polsce zabija 2 tys. kobiet rocznie (...) - pisze Pospieszalski. - Ryzyko jest tym większe i perspektywa tym groźniejsza, że można się nim zarazić nie tylko podczas pełnego stosunku seksualnego, ale również podczas pieszczot. Co to za pieszczoty, skoro trzeba je odróżnić od » pełnego «stosunku - Sławomir Zagórski już nie wyjaśnia”.</i>
Wyjaśniam. Terminem "pełny stosunek" określa się stosunek z penetracją, tj. wprowadzeniem męskiego członka do pochwy. Do zakażenia wirusem HPV (Human Papilloma Virus, wirus brodawczaka ludzkiego) dochodzi najczęściej na drodze właśnie pełnego stosunku seksualnego. Z badań wynika jednak jasno, że inne formy seksu też nie są pod tym względem bezpieczne. Mam tu na myśli kontakty manualno-genitalne i oralno-genitalne. Młodzi ludzie rzadko od razu wskakują do łóżka, a zanim do tego dojdzie, próbują różnych form pieszczot, w tym zwłaszcza dotykania i stymulowania narządów płciowych partnerki/partnera dłonią.
Niestety, taki seks może wiązać się z zakażeniem. Z badań Winera i współpracowników opublikowanych w 2003 r. w "American Journal of Epidemiology" wynika np., że infekcja genitalna wirusem HPV u dziewic (a więc bez penetracji) jest rzadka, ale się zdarza.
2.
"[Redaktor Zagórski] nie wyjaśnia też, dlaczego na raka szyjki macicy na Zachodzie się nie umiera. A nie jest to zasługa szczepień. To, że np. w krajach skandynawskich problem HPV praktycznie nie istnieje, jest zasługą regularnych badań cytologicznych. Nie szczepionki". Pan Pospieszalski ma rację, pisząc, że Szwedki czy Dunki znacznie rzadziej niż Polki umierają na raka szyjki nie za sprawą szczepionki, lecz dzięki regularnym badaniom cytologicznym. Efekt szczepionki będzie pod tym względem widoczny dopiero za mniej więcej 20 lat, a ta na rynku jest zaledwie od lat kilku.
Podkreślmy jednak, że nawet w krajach, w których aż 70-90 proc. kobiet robi regularnie cytologię, a więc w Szwecji, Norwegii, Wlk. Brytanii, Niemczech, nie udało się całkowicie wyeliminować raka szyjki macicy. I dlatego również tam zdecydowano się na szczepienia dziewczynek przeciw wirusowi HPV.
Im więcej profilaktycznych badań, tym mniej przypadków raka, ale poniżej pewnego poziomu zachorowań zejść trudno, ponieważ cytologia nie jest bardzo czułą metodą i nie wykrywa wszystkich zmian przedrakowych. W takich krajach jak Polska, gdzie kobiety bardzo rzadko robią cytologię, szczepionka przeciw HPV staje się jedyną realną szansą na skuteczne zapobieganie rakowi szyjki macicy.
Wielce pouczające wyliczenie przeprowadzili Kanadyjczycy. Spróbowali oni matematycznie oszacować, ile osób należy poddać konkretnym szczepieniom po to, by ocalić jedno ludzkie życie. Okazało się, że po to, by jedna osoba nie umarła z powodu powikłań zakażenia wirusem ospy wietrznej, trzeba zaszczepić 34 tys. ludzi. W przypadku choroby meningokokowej szczepieniu należy poddać 21 tys., grypy - 5 tys., po to zaś, by jedną kobietę uchronić przed zgonem na raka szyjki macicy, wystarczy szczepić ich zaledwie ok. 1200.
Wyliczenia przeprowadził zespół badaczy pod kierunkiem dr. Marca Brissona, a pracę opublikował w sierpniu 2007 r. "Journal of Canadian Medical Association". Nie mam wielkich nadziei, że pana Pospieszalskiego jako zapalonego obrońcę życia te dane przekonają, ale gdyby zechciał wspomnianą pracę przeczytać, służę jej pełną wersją.
3.
"Niemcy, które początkowo zachłysnęły się jej [szczepionki] dobrodziejstwem, wycofują się z tego bardzo kosztownego programu. Zauważono bowiem, że zaszczepione kobiety zaczynają lekceważyć kontrolne badania cytologiczne". Nie wiem, skąd autor zdobył tę informację.
Nasze sąsiadki zza Odry od lat robią sobie cytologię "na urodziny" i miejmy nadzieję, że z tego nie zrezygnują. Eksperci podkreślają, że po to, by skutecznie walczyć z wirusem, trzeba się zarówno szczepić, jak i zgłaszać na badania cytologiczne. Do tego też przekonywałem czytelniczki "Gazety" we wszystkich swoich tekstach. "Córka się szczepi, a matka robi w tym czasie cytologię" - do takiego postępowania namawiali przepytywani przeze mnie specjaliści na łamach "Wysokich Obcasów".
Ponieważ nawet najlepsze szczepionki miały i mają na świecie przeciwników, nic dziwnego, że tacy znaleźli się również w Niemczech. W listopadzie 2008 r. 13 lekarzy na łamach "Süddeutsche Zeitung" publicznie skrytykowało rekomendację berlińskiego Instytutu Roberta Kocha, by szczepieniu poddawać wszystkie dziewczęta w wieku 12-17 lat. Wątpliwości te nie wpłynęły jednak na zmianę stanowiska Instytutu.
4.
"Jeszcze większy sceptycyzm panuje w USA, gdzie szczepionkę - która występuje pod nazwą Gardasil - wprowadzono najwcześniej. Mimo najdłuższego okresu stosowania nie tylko nie potwierdzono pełnej skuteczności szczepień, ale odnotowano też liczne skutki uboczne. Oto kilka tytułów amerykańskich i brytyjskich mediów z ostatnich lat".
Potem następuje cała seria mających zrobić wrażenie tytułów: "Zgony związane z lekiem Gardasil" ("Daily Telegraph"), "Groźny zastrzyk - dwie dziewczyny zmarły po przyjęciu szczepionki" ("Daily Mail"), "Skuteczność Gardasilu podważona przez ekspertów" ("The Wall Street Journal"), itp., itd. Szkoda tylko, że autor tekstu sięgnął wyłącznie do gazet, nie znajdując już czasu na poważne źródła naukowe. Szukając na siłę sensacji, Pospieszalski zacytował niezweryfikowane przypadki z lat 2007-08.
W Ameryce (a także w wielu innych krajach) bardzo wnikliwie analizuje się wszystkie dane na temat niepożądanych działań leków i szczepionek, także te zacytowane przez Pospieszalskiego przypadki. Przeanalizowali je eksperci z CDC (Centrum Zapobiegania i Zwalczania Chorób, czyli federalnej instytucji będącej w USA obok Urzędu ds. Żywności i Leków tamtejszą wyrocznią w kwestiach zdrowotnych). Ostatecznie 22 października 2008 r. po przebadaniu 119 tys. młodych zaszczepionych kobiet CDC stwierdziło, że nie ma związku przyczynowego pomiędzy potencjalnie poważnymi działaniami ubocznymi a szczepionką przeciw HPV.