Nowoczesne leczenie zaćmy

Sławomir Zagórski
25.06.2009 , aktualizacja: 25.06.2009 15:00
A A A Drukuj
Operacja zaćmy

Operacja zaćmy (Fot. Lukasz Cynalewski / AG)

Leczenie zaćmy to jedno z większych zwycięstw nowoczesnej medycyny. Po krótkiej, całkowicie bezbolesnej operacji świat znów nabiera ostrości i barw, a niektórzy pacjenci mogą się całkowicie obyć bez okularów
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Zaćma to stopniowe, bezbolesne pogarszanie się widzenia zarówno do bliży, jak i do dali, którego nie daje się poprawić za pomocą okularów. Tak brzmi medyczna definicja tej, jakże powszechnej, choroby. Przyczyną zaćmy jest stopniowe mętnienie soczewek w naszych oczach. Soczewki skupiają wpadające do oczu promienie światła po to, by znalazły się na światłoczułej siatkówce, skąd nerwem wzrokowym sygnały docierają do mózgu. Jeśli soczewka traci przejrzystość, widzenie jest zaburzone. Chorzy początkowo odnoszą wrażenie, jakby postrzegali świat przez zabrudzoną folię albo kiepsko przepuszczającą światło ceratę. Kolory tracą intensywność, słabnie poczucie kontrastu, czasem, zwłaszcza w słoneczny dzień, można widzieć podwójnie. Bywa, że pierwszym symptomem zaćmy jest to, że pacjent zaczyna się potykać o przeszkody, które przestaje zauważać.

I dla 95-latka

Mętnienie soczewki to efekt przyspieszonego, fizjologicznego (a więc naturalnego) procesu starzenia się soczewki oka. Dlatego też zaćma na ogół dotyka ludzi po pięćdziesiątce (aż 93 proc. to tzw. zaćma starcza), ale choroba zdarza się również u trzydziesto- czy czterdziestolatków, a nawet u dzieci. Raz na 250 urodzeń stwierdza się tzw. zaćmę wrodzoną. Soczewka może zmętnieć również na skutek urazu, a także ogólnoustrojowej choroby, takiej jak np. cukrzyca, sarkoidoza czy reumatyczne zapalenie stawów (w ostatnich dwóch przypadkach pacjenci leczą się zwykle doustnymi sterydami, a te mogą szkodzić soczewce). Czasem zaćma wiąże się z wykonywanym zawodem, szczególnie podatni na nią są np. hutnicy.

Ponieważ utarta przejrzystości soczewki to do pewnego stopnia fizjologia, u każdego z nas - prędzej czy później - dochodzi do zmętnień. - Praktycznie trudno znaleźć dziewięćdziesięciolatka, którego soczewki byłby czyste jak łza - mówi dr Wojciech Kołodziejczyk z Kliniki i Katedry Okulistyki II Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. - Ale o ile jakiś czas temu 90-95-letni pacjenci rzadko poddawali się leczeniu, dziś nie ma ku temu najmniejszych przeszkód - dodaje lekarz. - Zaćmę można i warto leczyć w każdym wieku, NFZ nie stawia tu też żadnych wiekowych barier.



Jak się pozbyć soczewki

Ponieważ to do pewnego stopnia fizjologia, przed zaćmą nie sposób się ustrzec. Nie ma więc żadnej profilaktyki. Możemy tylko w razie pogorszenia się widzenia badać się (na co lekarze bardzo namawiają każdą osobę po pięćdziesiątce) i w razie czego poddać się leczeniu. Polega ono na pozbyciu się zmętniałej soczewki i zastąpieniu jej nową, sztuczną.

Pierwsze próby leczenia zaćmy (naturalnie bez wprowadzania do oka sztucznych soczewek) podejmowano już w starożytności. Operacje takie przeprowadzał 500 lat p.n.e. Susruta. Polegały one na wbiciu nożyka z boku głowy na wysokości oka i zerwaniu więzadeł soczewki. W efekcie opadała ona na dół gałki ocznej i nie stała już na drodze promieni świetlnych.

Niewiele mniej drastyczne, ale przywracające wzrok pacjentom, operacje przeprowadzał kilkadziesiąt lat temu w Polsce wybitny okulista prof. Tadeusz Krwawicz. Opracowana przez niego metoda polegała na wyrwaniu soczewki wraz z otaczającą ją torebką na zewnątrz za pomocą przyłożonego doń mocno oziębionego narzędzia.

Nowoczesne operacje to kwestia ostatnich 30-40 lat, choć i tu można mówić o dwóch odrębnych epokach. Dawniejsze zabiegi polegały na wykonaniu dużego, bo ośmiomilimetrowego, nacięcia rogówki i wyłuskania całej soczewki na zewnątrz. Lekarze często zwlekali z takim zabiegiem do czasu, gdy soczewka całkowicie zmętniała, ponieważ wtedy stawała się twardsza i łatwiej ją było wyjąć w całości. Okazuje się, że takie czekanie na operację nie działa na korzyść pacjenta - twierdzą dziś lekarze. Lepiej soczewkę usunąć we wczesnym stadium zaawansowania zaćmy, wtedy efekty leczenia są lepsze.

To naprawdę nic nie boli

Naprawdę nowoczesne zabiegi operacyjnego leczenia zaćmy zawdzięczamy prof. Charlesowi Kelmanowi. Ich pomysł zrodził się dość nietypowo, bo podczas wizyty u... stomatologa. Kelman, siedząc kiedyś na fotelu dentystycznym i przyglądając się, jak lekarz zdejmuje mu za pomocą ultradźwięków kamień nazębny, wpadł na to, by użyć podobnej metody do rozbicia zmętniałej soczewki. Ok. 20 lat później, tj. na początku lat 90., operacje zaćmy przy użyciu ultradźwięków stały się w USA codziennością (u nas zabiegi takie robi się od dobrych kilku lat, dziś to już rutyna).

Chirurg wykonuje znacznie mniejsze cięcie, wystarczą dwa otwory - jeden dwu- i jeden półtoramilimetrowy. Przez ten pierwszy wprowadza się urządzenie emitujące ultradźwięki, przez drugi - rodzaj mikroskopijnego odkurzacza, który odsysa rozdrobnioną soczewkę. Dziś poza ultradźwiękami do rozbijania chorej tkanki używa się dodatkowo sprężonego płynu - a wszystko po to, by przeprowadzić zabieg jak najdelikatniej, by nie uszkodzić okolicznych tkanek.

Po usunięciu zmętniałej soczewki na jej miejsce wprowadza się nową, syntetyczną. Robi się to przez ten sam otworek, którym wprowadzano urządzenie emitujące ultradźwięki - nowa soczewka ma postać rozwijającego się w środku rulonika. Część optyczna soczewki ma ok. 6 mm średnicy, do tego dochodzą "nogi" - całość liczy ok. 12 mm.

Po dawnych zabiegach (tych z dużym cięciem) chorzy musieli leżeć w szpitalu przez 10-14 dni, dłuższy czas korzystać ze zwolnienia, a także unikać noszenia cięższych rzeczy przez kilka miesięcy. Dzisiejsze operacje to bardzo często tzw. chirurgia jednego dnia. Chory zgłasza się do kliniki rano, cały zabieg trwa 10-15 min, pacjent leży potem ok. 2-3 godz. i tego samego dnia wychodzi do domu. Leczenie zaćmy to bezpieczna, szybka i przewidywalna procedura chirurgiczna - wprawny chirurg może wykonać nawet 15 zabiegów dziennie.

Operacja jest całkowicie bezbolesna. Chory dostaje przed nią dożylnie lek zmniejszający stres i emocje (tzw. głupiego jasia), a potem w czasie zabiegu stosuje się znieczulenie kroplowe. Polega ono na podawaniu regularnie, co 5 minut, do worka spojówkowego, a potem do wnętrza oka kropli znieczulających. Pacjent czuje wyłącznie dotyk.

Operować można każdego chorego, jedynym przeciwwskazaniem jest niedawny (do sześciu miesięcy) zawał serca lub udar mózgu. Z operacją zwleka się wówczas wyłącznie dlatego, żeby nie narażać chorego na przykre emocje. - Teoretycznie pacjent wie, że nic go nie będzie bolało, ale to zawsze stres - podkreśla dr Kołodziejczyk.



Kolejki, kolejki

Zaćma zwykle pojawia się w obydwu oczach, choć często w jednym oku rozwija się szybciej. Okuliści nigdy nie operują obydwu oczu naraz. Wynika to z faktu, że choć powikłania pooperacyjne zdarzają się bardzo rzadko, to jednak się zdarzają. Średnio raz na 2 tys. przypadków dochodzi do groźnego zapalenia wnętrza gałki oka, które leczy się nawet przez parę miesięcy. Mniej groźne powikłania to obrzęk oka, wzrost ciśnienia śródgałkowego czy drobne stany zapalne. Te drobniejsze możliwe powikłania leczy się skutecznie kroplami (chory, wychodząc do domu, zostaje w nie zaopatrzony). Jeśli powikłań nie ma, drugie oko można operować już cztery-sześć tygodni po pierwszym.