http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Słonimski od drożdży

Rozmawiali Anna Bikont i Sławomir Zagórski
2009-04-26, ostatnia aktualizacja 2009-04-26 17:11

W rodzinie Słonimskich ścierały się dwie tradycje, z jednej strony - artyści, filozofowie, z drugiej - naukowcy. I Od 12 roku życia byłem świadom, że należę do tej drugiej tradycji. Zbierałem chrząszcze - z profesorem Piotrem Słonimskim rozmawiają Anna Bikont i Sławomir Zagórski


Fot. Robert Kowalewski / AG
ZOBACZ TAKŻE
Profesor Piotr Słonimski zmarł 25 kwietnia 2009 r.

Gazeta Wyborcza z dnia 27 października 1995 r.

Wtedy wszyscy zbierali motyle. Byłem od razu inny i najlepszy - nikt poza mną chrząszczy nie zbierał, choć są to stworzenia znacznie ciekawsze niż motyle. Mając 15 lat opublikowałem swój pierwszy przyczynek naukowy o pewnym wariancie pewnego chrząszcza. Znalazłem go w Górkach pod Warszawą u mego przyjaciela Jędrka, syna przyjaciela domu Zygmunta Zaremby, jednego z liderów PPS-u i wojującego antykomunisty.

Moim mistrzem od chrząszczy był inny przyjaciel ojca, Szymon Tenenbaum, najwybitniejszy specjalista w tej dziedzinie. Zginął wraz z całą rodziną w getcie. Jak długo to było możliwe odwiedzałem go tam - sam spędziłem całą okupację po stronie aryjskiej. Chcieliśmy go stamtąd wyciągnąć, ale on chciał wyprowadzić za jednym razem całą rodzinę, a to było niemożliwe.

O czym ja mam tu opowiadać? Facet w moim wieku, który w Polsce przeżył okupację, musi mieć życiorys dla Francuza czy Amerykanina niebanalny, dla Polaka - zupełnie banalny.

To może na początku o pana banalnych korzeniach.

- Dużo o tym pisał Antoni Słonimski, mój stryj. Słonimscy wprowadzili oświecenie do ciemnoty żydowskiej w Polsce i Rosji. Ale ja jestem bardziej dumny z sukcesów matki niż ojca czy stryja.

Od strony matki pochodzę ze zbiedniałej polskiej rodziny spod Lwowa. Babka, urzędniczka na kolei, została uwiedziona przez urzędnika austriackiego stacjonującego we Lwowie. Matka nie tylko doszła do matury, co już było trudne dla nieślubnej córki urzędniczki na kolei, ale zdała ją tak dobrze, że dostała stypendium państwowe do Wiednia. Tam kończyła literaturę i germanistykę.

Ojca w 1905 r. wyrzucili z warszawskiego gimnazjum jako buntowszczyka i dostał wilczy bilet do wszystkich rosyjskich gimnazjów. Rodzina wyekspediowała go do Lwowa i tam skończył szkołę i uniwersytet. Przyrodnik i lekarz, przed pierwszą wojną był najmłodszym asystentem Nusbaum-Hilarowicza, który wprowadził podejście ewolucyjne do nauki polskiej. Robił doktorat z wypławka, bardzo ładnego zwierzątka, a następnie doktorat z medycyny, z rozwoju naczyń krwionośnych u płazów.

Matka poznała mojego ojca we Lwowie, kiedy stacjonowały tam legiony Piłsudskiego. Ojciec był w drugiej brygadzie legionów, potem w POW, brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Pobrali się, spłodzili mnie i na początku lat 20. przenieśliśmy się do Warszawy.

Mam mało wspomnień z dzieciństwa, co znaczy, że było szczęśliwe. Pierwsze, jak mama mnie odciąga od okna - mieszkaliśmy na Pięknej 43, z widokiem na targ na Koszykach - był maj 1926 roku i akurat strzelali.

O Antonim Słonimskim wiadomo, że popierał przewrót majowy. Pana ojciec też?

- Ojciec nawet bardziej niż Antoni, bo był legionistą, a Antoni nigdy w wojsku nie służył, podobno - tak opowiadano w rodzinie - chciał się dostać, ale spadł z konia. Piłsudski to był dla mnie Dziadek albo nawet sam Pan Bóg.

I sanacja też się Pana ojcu podobała?

- Podobała się wielu jego przyjaciołom z Legionów. Sam ojciec był raczej związany z frakcją Sławkowską, która przegrała, mnie się też podobał Sławek, bo miał wspaniałą bródkę. A sanacja typu Koca mogła tylko śmieszyć.

Mama uczyła polskiego u panien Szachtmajerówien, w ekskluzywnym prywatnym gimnazjum, raczej lewicowym. Jej uczennicami były panny Piłsudskie, Wandzia i Jagódka, pamiętam je dobrze z tych czasów. Ojciec wiele pracował za granicą: we Francji, Szwecji, Niemczech. Pierwszą szkołą, do której chodziłem, była niemiecka szkoła we Freiburgu, gdzie ojciec współpracował z najwybitniejszym embriologiem tamtego czasu. Moja znajomość niemieckiego i dobry akcent bardzo mi się przydały później w czasach okupacji: chodziłem na dworzec i upijałem Niemców, by wyciągać od nich różne użyteczne informacje.

A jak Pan się czuł jako zasymilowany Żyd w endeckiej Polsce?

- Jeżeli pani tak formułuje pytanie, to powiem, że jest ono tendencyjne i chyba obsesyjne. Po pierwsze Polska międzywojenna nie była endecka, ale piłsudczykowsko-sanacyjna. A to wcale nie było to samo. Po drugie czułem się, jak i moi rodzice, Polakiem, stuprocentowym Polakiem. Wychowałem się w całkowicie polskim domu, z korowodem tradycji niepodległościowo-wolnościowych, choć nie kryło się, że dziadkowie byli Żydami, którzy się ochrzcili. Jedyną osobą, która znała jidisz była, mieszkająca z nami, babka ze strony ojca. Dzięki niej poznałem Nalewki. Chodziła tam potajemnie kupować sobie łakocie i zabierała mnie ze sobą. Pamiętam moje zafascynowanie, jakbym się przenosił do innego kraju: nędza, gwar, hałas, tłok, to dosłowne dotykanie się, ulica zawalona tłumem, każdy ciągnął do bramy, żeby coś sprzedać albo kupić. Ścisk nieporównywalnie większy niż na targu w Jerozolimie.

Ojciec ani Antoni nigdy tam nie chodzili. Antoniego zresztą widywałem rzadko, on nie lubił dzieci, straszliwie się ich bał, nie wiedział, co z tym fantem zrobić. No, ale kiedy podrosłem, dał mi darmowy bilet wstępu do wszystkich teatrów. Z babcią z kolei chodziłem do opery. Antoni się w ogóle babcią nie zajmował, mój ojciec był ciągle w podróżach, a babcia miała zarezerwowaną lożę w Operze Warszawskiej i nie wypadało się jej pojawić bez mężczyzny.

Zostałem ochrzczony, gdy miałem pięć czy sześć lat. Potrzebny był jakiś dokument, żeby mnie zapisać do szkoły, a na terenie byłej kongresówki musiało być w dokumentach wpisane jakieś wyznanie. Moim ojcem chrzestnym został prof. Jan Dembowski, przyjaciel ojca, wojujący wolnomyśliciel, który obrzydliwie skończył jako marszałek Sejmu za Bieruta.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Whitney Houston nie żyje

Mariah Carey, Alicia Keys, Rihanna, Justin Bieber - największe gwiazdy muzyki mówią dziś i piszą, że Whitney Houston była dla nich wzorem i inspiracją