Profesor Piotr S³onimski zmar³ 25 kwietnia 2009 r. W rodzinie S³onimskich ¶ciera³y siê dwie tradycje, z jednej strony - arty¶ci, filozofowie, z drugiej - naukowcy. Kiedy przed laty przygotowuj±c wspólnie z Ani± Bikont wywiad z Piotrem S³onimskim, pytali¶my go, czy nie waha³ siê nad wyborem drogi ¿yciowej, odpar³ natychmiast: "Od 12 roku ¿ycia by³em ¶wiadom, ¿e nale¿ê do tej drugiej tradycji. Zbiera³em chrz±szcze. Wtedy wszyscy zbierali motyle. By³em od razu inny i najlepszy - nikt poza mn± chrz±szczy nie zbiera³."
A kiedy w tym samym wywiadzie po wielu pytaniach o dzieciñstwo, m³odo¶æ, okupacjê, politykê, przeszli¶my do kwestii naukowych, wykrzykn±³: "Wreszcie! Rozmawiamy ca³y czas o sprawach dla mnie niewa¿nych. 50 lat ¿ycia zajê³a mi genetyka."
Piotr S³onimski dostrzega³ uroki ¿ycia, lubi³ dobre towarzystwo, dobr± wódkê, dobry tytoñ do fajki, ale jego prawdziw± mi³o¶ci± by³a zawsze nauka. Po zdaniu matury na tajnych kompletach w maju 1940 r. chcia³ studiowaæ biologiê, ale poniewa¿ nie by³o tajnego uniwersytetu z biologii, wybra³ medycynê. "To by³ najlepszy czas na studiowanie: tyle samo nauczycieli, co studentów, a poniewa¿ mogli nas wpuszczaæ do szpitala tylko jako lekarzy - za studiowanie grozi³a kara ¶mierci - na drugim roku ju¿ operowa³em w szpitalu przepukliny. Rzecz nie do pomarzenia dla studenta czasów pokoju" - opowiada³ nam przed laty.
Po wojnie wróci³ do medycyny. W 1947 r. obroni³ doktorat z tej dziedziny pt. "Epifyza w rozwoju aksolotla" [epifyza to tzw. trzecie oko, wystêpuj±ce u p³azów] i wkrótce wyjecha³ na stypendium do Francji. Zacz±³ pracê w laboratorium Borysa Ephrussiego w CNRS, czyli francuskiego PAN.
W 1952 r. obroni³ doktorat z nauk przyrodniczych na temat tworzenia siê enzymów oddechowych u dro¿d¿y, a potem, po wyje¼dzie Ephrussiego do Ameryki, obj±³ jego zak³ad. W wieku 34 lat zosta³ dyrektorem laboratorium, najm³odszym w historii francuskiej biologii.
Pasjonowa³ siê mitochondriami, ma³ymi tworami dostarczaj±cymi ¿ywym komórkom - ro¶linnym i zwierzêcym - energii. Zespó³ S³onimskiego odkry³, ¿e mitochondria posiadaj± w³asny, niezale¿ny od j±dra, zestaw genów, a nastêpnie odkry³ równie¿ zasady reguluj±ce dziedziczeniem owych genów.
"Piotr, ty jeste¶ taki inteligentny, po co zawracasz sobie g³owê tymi gównianymi mitochondriami. Powiniene¶ przerzuciæ siê na wirusy albo na bakterie" - radzi³ mu w latach 50. s³ynny francuski biolog, noblista, Jacques Monod. "To by³a ¶wiêta prawda" - mówi³ nam po latach.
Ale mitochondriów S³onimski nie porzuci³, dziêki czemu zas³u¿y³ na miano "
papie¿a genetyki mitochondrialnej". By³ w tej dziedzinie do koñca wielkim autorytetem. Mia³ - co istotne w pracy naukowej - poczucie w³asnej warto¶ci. I prze¶wiadczenie, ¿e zajmuje siê mo¿e trochê niewdziêcznym, ale wa¿nym zagadnieniem. W biologii - jego zdaniem - w ci±gu ostatnich 50. lat zdarzy³y siê tylko dwa naprawdê rewolucyjne koncepty. Tzw. dogmat centralny, czyli przepis na robienie bia³ka z DNA i teoria Mitchella, t³umacz±ca, w jaki sposób komórka uzyskuje energiê. - Nie uwierzy pan, ale by³em i chyba wci±¿ jestem jedynym facetem na ¶wiecie, który zna³ siê nie¼le na jednym i na drugim - mówi³.
Pytali¶my go przed ponad 13 laty, czy osi±gn±³ w ¿yciu to, co zamierza³.
- Nie. Na pewno nie - odpowiedzia³. - Chcia³em, tak jak wszyscy m³odzi ch³opcy czytaj±cy ksi±¿kê "£owcy mikrobów", znale¼æ lekarstwo na jak±¶ wa¿n± chorobê, np. na raka. Nic takiego jednak nie zrobi³em. Dokona³em kilku ma³ych odkryæ w do¶æ marginesowej dziedzinie. Ale mia³em nies³ychanie bogate ¿ycie. Nie opuszcza³o mnie szczê¶cie. Przede wszystkim prze¿y³em okupacjê. Zaj±³em siê fascynuj±c± dziedzin± wiedzy. Mia³em Hankê, moj± ¿onê, która po¶wiêci³a siê dla mnie i robi³a wszystko, ¿ebym móg³ spokojnie pracowaæ. Nauk± zajmowa³em siê znacznie wiêcej ni¿ ¿on± i córk±. Teraz ¿yjê w poczuciu winy. ¯ona powtarza³a, ¿e jestem najwiêkszym egoist± na ¶wiecie. I mia³a racjê, bo ja bez przerwy jestem zakochany w tym, co robiê. Ona siê nigdy nie ba³a, ¿e porzucê j± dla jakiej¶ innej kobiety. To w ogóle nie wchodzi³o w grê. Ale by³a i tak na straconej pozycji. Ja zawsze sobie robi³em przyjemno¶æ: "Siedzia³e¶ w laboratorium do dwunastej. Siedzia³e¶, bo chcesz, bo to lubisz!"
Mi³o¶æ do nauki, trze¼wy przenikliwy umys³, a tak¿e wspania³e poczucie humoru, zachowa³ S³onimski do koñca. W piêknym wywiadzie, jakiego udzieli³ niedawno Annie Matei z "Tygodnika Powszechnego" mówi³: - Trzeba byæ aposto³em nauki, która nie ma ¿adnego okre¶lonego celu i której jedyn± motywacj± jest zdobycie wiedzy oraz zaspokojenie ciekawo¶ci. Stendhal dobrze to uj±³: "Mia³em szczê¶cie, ¿e za zawód mia³em swoj± pasjê".
Opowiada³ te¿ o swoich ostatnich naukowych pasjach. "Mnie interesuje teraz m.in. formalna analiza jêzyka genomów [genom to pe³ny zapis informacji genetycznej danego organizmu] na pograniczu lingwistyki porównawczej i kryptoanalizy szyfrów. Od dziesiêciu lat rozmawiam na ten temat z matematykami i informatykami.
Wci±¿ jednak lubiê przeprowadzaæ do¶wiadczenia; by³em zreszt± bardzo dobrym laborantem. Brakuje mi tego, ale choæ nadal mam swoje laboratorium, nie chcê robiæ do¶wiadczeñ, jak to siê mówi w ¿argonie naukowym: "mokrych w wodzie", czyli in vivo i in vitro, by nie wp³ywaæ na swoich uczniów. (...) A poza tym? No có¿, mam emeryturê, która wystarcza mi na ¿ycie. Komputer du¿o nie kosztuje, papier te¿ nie, a tyle potrzeba do uprawiania tego, czym siê teraz zajmujê - biologii rachunkowej. Tam te¿ mo¿na przeprowadzaæ eksperymenty, ale in silico - "na sucho". I bardzo jestem szczê¶liwy. (...) Najwa¿niejsze przecie¿ jest to, ¿e wci±¿ mogê pracowaæ - pracujê po 30-40 godzin tygodniowo. I dlatego w³a¶nie mogê powiedzieæ, ¿e z grubsza wszystko jest OK.
Niestety nie jest ju¿ OK. Nie ma z nami Piotra S³onimskiego. ¯egnaj Drogi Profesorze. Bêdziemy o Tobie pamiêtaæ.