Wpisany do "Polskiej czerwonej księgi zwierząt" jako gatunek skrajnie zagrożony głuszec ostał się u nas jedynie w czterech miejscach: w Puszczy Augustowskiej, Karpatach, Lasach Janowskich na Lubelszczyźnie oraz w Borach Dolnośląskich, największym kompleksie lasów nizinnych w Polsce. Tutaj głuszców było kiedyś najwięcej, dziś z ponad trzystu sztuk pozostało jedynie kilkanaście. - To ostatni dzwonek, żeby próbować ocalić tego ptaka. Inaczej w ciągu dwóch-trzech lat zupełnie zniknie z Borów - mówi prof. dr hab. Bogusław Bobek, biolog z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, który kieruje odnową głuszca na tym terenie.
W lipcu do Borów Dolnośląskich przyjedzie z Mazur samica z gromadką młodych, które są hodowane według nowatorskiej metody "born to be free" (urodzony, by być wolnym). - Wymyślił ją dr Andrzej Krzywiński, leśnik z wykształcenia - opowiada profesor. - To zapaleniec, który na Mazurach stworzył miejsce, gdzie prowadzi prace nad metodami odzyskania gatunków zagrożonych. Przywrócił w ten sposób rysie w Puszczy Piskiej, a teraz będzie uczestniczył w programie przywracania głuszca w Borach.
W lesie stawia się wolierę z matką i pisklętami, które już od pierwszych dni żyją w prawie naturalnych warunkach. Niewielkie wejście jest zbyt małe dla samicy, ale wystarczające dla młodych ptaków, które mogą swobodnie opuszczać siatkę, samodzielnie zdobywając pokarm. Jednocześnie wracają do matki, która ogrzewa je i uczy, jak unikać drapieżników.
- Liczne badania pokazują, że próba odnowienia ptaków z tradycyjnych, sztucznych hodowli zwykle kończy się niepowodzeniem. Wysoka śmiertelność ptaków wiąże się z różnicami anatomicznymi (mniejsze serce i płuca, krótszy przewód pokarmowy, inna budowa włókien mięśniowych), zbyt niską aktywnością, nienaturalną karmą, długotrwałym stresem. Jestem przekonany, że głuszce hodowane sposobem "born to be free" znakomicie dadzą sobie radę na wolności - mówi profesor.
Zanim latem w Borach Dolnośląskich pojawią się ptasi przesiedleńcy, już w maju rozpocznie się regulacja liczebności drapieżników. To one przede wszystkim odpowiadają za spadek populacji głuszca. Wprowadzone w latach 90. szczepienia przeciw wściekliźnie spowodowały wzrost liczby lisów, wcześniej dziesiątkowanych przez tę chorobę. - Poza tym kampania przeciwko futrom naturalnym sprawiła, że myśliwi nie są zainteresowani polowaniem na lisy. Ich populacja w Borach wzrosła w ostatnich latach o ponad 60 procent - mówi dr Dorota Merta, biolog z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Naukowcy założyli makiety imitujące gniazda głuszca, po pięć kurzych jaj w każdym. Obok umieścili aparaty fotograficzne z czujnikami ruchu: okazało się, że gniazda najczęściej niszczyły lisy oraz kruki. Cztery tygodnie eksperymentu "przeżyły" jedynie trzy z dwustu sztucznych gniazd.
- Kruki, objęte ochroną, rozpanoszyły się w całej Polsce. Wrogami głuszców są także kuny, borsuki, jastrzębie oraz nowe drapieżniki: szop pracz i jenot - opowiada mgr inż. Janusz Kobielski, nadleśniczy Nadleśnictwa Ruszów, gdzie będzie prowadzony program restytucji głuszca.
- Musimy odstrzelić drapieżniki, bo inaczej program nie miałby sensu - mówi profesor. - Czesi próbowali wprowadzić głuszca u siebie bez kontroli drapieżników i skończyło się to porażką. Podobnie było w Niemczech.
Głuszcowi nie sprzyjają również zmiany środowiska. Ptak ten lubi rozrzedzony starodrzew, głównie iglasty, słabo zagospodarowany; bytuje z dala od ludzkich siedzib i szlaków turystycznych. - Spokojnych miejsc jest coraz mniej, a głuszec jest bardzo wrażliwy na zmiany - mówi dr Merta. - Z powodu melioracji i osuszania terenów zmienia się skład leśnego runa, którym się żywi. Winne jest także grodzenie upraw leśnych metalową siatką, o którą rozbijają się ptaki, oraz anomalie pogodowe: chłodne wiosny powodują wysoką śmiertelność piskląt, które w pierwszych tygodniach życia nie umieją utrzymać same odpowiedniej temperatury ciała.
Przywracanie głuszca w Borach Dolnośląskich potrwa co najmniej kilka lat.
Źródło: Gazeta Wyborcza