http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Na Marsa przez Moskwę

Tomasz Ulanowski
2009-03-31, ostatnia aktualizacja 2009-04-01 10:23

Bez rodziny. Bez przyjaciół. Bez kobiet. I co gorsza - bez słońca. W ciasnych pokoikach odizolowanych od świata spędzą 105 dni uczestnicy eksperymentu, który rusza dziś w Moskwie. To sprawdzian przed podróżą na Marsa


Infografika WAWRZYNIEC ŚWIĘCICKI, fot. IBMP/ESA
ZOBACZ TAKŻE
"Zapuszkowanych" zostanie sześciu mężczyzn, którzy poznali się ledwie kilka miesięcy temu. Czterech Rosjan (dwóch kosmonautów, w tym dowódca, lekarz i fizjoterapeuta), Francuz i Niemiec. Ci pierwsi zostali wybrani przez moskiewski Instytut Problemów Biomedycznych (IBMP) i Rosyjską Agencję Kosmiczną, a dwaj ostatni przez Europejską Agencję Kosmiczną. Poddano ich badaniom podobnym do tych, którymi sprawdza się kandydatów na astronautów. Jeśli wytrzymają i nie poproszą o przepustkę na wolność, każdy z nich dostanie 20 tys. dol.

Niezwykły eksperyment Mars500, okazja, by się wyciszyć i odizolować od świata, spotkał się z bardzo żywym odzewem wśród potencjalnych kandydatów. Na ogłoszenie ESA odpowiedziało ponad 5,6 tys. osób. Spośród nich wybrano 290 ochotników, którzy spełniali kryteria: narodowości (Polacy nie mieli szans, bo nasz kraj nie należy do Europejskiej Agencji Kosmicznej), wieku, wzrostu, wagi, wykształcenia i znajomości angielskiego lub rosyjskiego. Po analizie wyników badań i rozmowach kwalifikacyjnych grupę zawężono do 32 osób. Wszystkich zgromadzono w siedzibie Europejskiego Korpusu Astronautów w Kolonii i poddano bardzo szczegółowym badaniom medycznym i psychologicznym. Ten etap selekcji przetrwało osiem osób. Na dalsze, jeszcze bardziej szczegółowe testy cała ósemka pojechała do Rosji. Tam wybrano czterech mężczyzn, superzdrowych na ciele i duszy, i wysłano ich na szkolenie do Gwiezdnego Miasteczka pod Moskwą - kształcą się w nim rosyjscy kosmonauci i wszyscy ci, których Rosjanie zabierają na orbitę swoimi sojuzami. Tam kandydaci ESA poznali czterech rosyjskich towarzyszy. Po szkoleniu spośród "Europejczyków" wybrano dwójkę szczęśliwców do "gry" w pierwszej drużynie (spadochroniarza oficera Bundeswehry oraz francuskiego inżyniera pilota Air France) i dwójkę pechowców, którzy usiądą na ławce rezerwowych.

Dzisiaj szóstka odważnych da się zamknąć w stalowej rurze i na ponad trzy miesiące zamieni w króliki doświadczalne. Czy zdadzą ten niezwykły sprawdzian ludzkiej natury?

Eksperymentów, podczas których testowano długotrwałe odosobnienie, było już wiele. Prowadzili je zarówno Rosjanie, Amerykanie, jak i specjaliści z ESA. Ci ostatni badali np. zmiany w funkcjonowaniu organizmów osób, które przez kilka miesięcy leżały w łóżkach. Doskonałym laboratorium badawczym jest stacja kosmiczna. Ludzie mieszkają w niej nawet do pół roku, daleko od bliskich testują umiejętność współpracy w grupie. Dzięki długotrwałym lotom kosmicznym wiadomo też, jak organizm reaguje na brak ciążenia (poważnym osłabieniem kości).

ESA traktuje jednak moskiewskie badanie jako jeden ze sprawdzianów przygotowujących człowieka do podróży na Marsa. To wyprawa, która pod względem skomplikowania przebija wszystkie dotychczasowe - np. rejsy wielkich zdobywców i odkrywców dookoła świata czy wielomiesięczne podróże naukowe w tak obce i niebezpieczne dla nas miejsca jak Antarktyda.

Astronauci, którzy polecą na Czerwoną Planetę, będą przez dwa lata zdani właściwie wyłącznie na siebie. Ziemia będzie dla nich małym punkcikiem w iluminatorze. Rozmowa z bliskimi czy kontrolerami lotu będzie prawie niemożliwa, bo opóźniona o kilkadziesiąt minut. Podróżnicy na Marsa będą musieli sami leczyć swoich chorych i sami naprawiać pojawiające się usterki techniczne. Na pewno pojawią się pomiędzy nimi konflikty, które dziś wydają nam się wydumane, ale z ich punktu widzenia mogą zadecydować o powodzeniu misji, o życiu albo o śmierci.

- Zamknięta grupa niezwykle szybko tworzy rytuały i normy. Każde ich złamanie spotyka się z ostrą reakcją - tłumaczył mi psycholog społeczny z Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Zbigniew Nęcki ["Gazeta" z 14.04.2006] . - Chodzi np. o podział przestrzeni - to jest moje miejsce, to ja tu kładę zeszyt, a nie ty, dlaczego zostawiasz tu brudne rzeczy. Zajęcie czyjegoś łóżka można by porównać do naruszenia czołgiem granicy państwowej.

Prof. Nęcki przewidywał, że w zamkniętej grupie składającej się z sześciu osób bardzo szybko powstaną dwie podgrupy. Zacznie się też walka o władzę. Nawet jeśli przywódca będzie z góry ustalony, to będzie musiał udowodnić, że się nadaje. Jeśli okaże się niekompetentny, może zostać obalony przez bardziej dominującą osobowość. - Zapewne powstanie też tzw. dwór. Przywódca otoczy się ludźmi mu uległymi i awansuje ich na swoich zastępców.

Według prof. Nęckiego lepiej by było, gdyby na inne planety wysyłać grupy złożone w połowie z kobiet i mężczyzn. - Oni od razu dzieliliby się na trzy pary - tłumaczył. - I dobrze. Nie chodzi nawet o seks, który oczywiście byłby wskazany (jego brak zwiększa agresję), ale o zwykłą czułość.

Żeńsko-męski skład grupy wcale nie daje jednak gwarancji sukcesu. W kwietniu 1994 r. kłótnia pomiędzy uczestnikami słynnego eksperymentu Biosfera 2 w Arizonie w USA doprowadziła do tego, że część z nich trzasnęła drzwiami. W kosmosie takiego wyjścia awaryjnego nie będzie.

Eksperyment, który zaczyna się w Moskwie, to dopiero wprawka. Jeszcze w tym roku inna grupa śmiałków da się Rosjanom zamknąć aż na 520-700 dni, tak by symulacja podróży na Marsa była bardziej realna. Sam lot na Czerwoną Planetę dopiero za 20-30 lat.

Więcej o eksperymencie na stronie ESA

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':