http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ciepła strona Antarktydy

Tomasz Ulanowski
2009-03-19, ostatnia aktualizacja 2009-03-20 10:17

Podniesienie się temperatury oceanu o 5 st. C rozpuści czapę lodową pokrywającą zachodnią Antarktydę, podnosząc poziom morza o blisko 5 m. Nie po raz pierwszy zresztą - piszą naukowcy w najnowszym "Nature"

ZOBACZ TAKŻE
Potężne, ciągnące się na długości 3 tys. km pasmo Gór Transantarktycznych wyraźnie dzieli najzimniejszy kontynent świata na niżej położoną część zachodnią i wyżynny wschód. Choć z ostatnich badań wiadomo już, że cała Antarktyda ulega globalnemu ociepleniu, to wiadomo z nich również, że najbardziej wrażliwa na zmianę klimatu jest jej zachodnia część. To ona ogrzewa się najbardziej. Jest zresztą wyraźnie inna od swej wschodniej sąsiadki także z innego powodu.

Podczas gdy na wschodzie pod kilometrami lodu (jego roztopienie podniosłoby poziom morza aż o 60 m) kryje się prawdziwy, solidny ląd, to zachód Antarktydy jest archipelagiem wysepek ledwie wystających z oceanu i sprasowanych lodowcem. Oczywiście gdyby lód ustąpił, to uwolniony od jego potężnego nacisku ląd podniósłby się ponad poziom morza i - być może - zachodnia Antarktyda zmieniłaby się z wysepek w "porządny" kawałek kontynentu.

Jak piszą w najnowszym "Nature" naukowcy m.in. z USA i Nowej Zelandii, przez ostatnie 5 mln lat czapa lodowa pokrywająca zachodnią Antarktydę wielokrotnie ustępowała i atakowała ponownie. Uczeni "wymodelowali" jej wahania, badając rdzenie wydobywane od 2006 r. w ramach programu ANDRILL z lodu i dna morskiego pod lodowcem szelfowym McMurdo położonym w pobliżu amerykańskiej stacji polarnej o tej samej nazwie.

Do zmian owych dochodziło - w geologicznej skali czasu - bardzo gwałtownie, bo w ciągu jednego lub kilku tysięcy lat. Lodowiec najpierw cofał się, rejterując do rejonów, gdzie był w miarę mocny, bo sięgał morskiego dna, by w końcu zupełnie oddać pole wodzie i skale. Poziom morza podnosił się wtedy o blisko 5 m.

Uczeni zaobserwowali, że takie lodowe kataklizmy powtarzały się co 40 tys. lat. Były więc zgodne z wpływającymi na klimat cyklicznymi zmianami odchylenia osi Ziemi od prostej prostopadłej do płaszczyzny wyznaczanej przez orbitę naszej planety dookoła Słońca. Owo odchylenie, dzięki któremu zresztą mamy pory roku, w ciągu ok. 40 tys. lat waha się od 21,8 do 24,4 st. i z powrotem. Dzisiaj wynosi ok. 23,5 st. i się zmniejsza.

Badacze obliczyli, że czapa lodowa przykrywająca zachodnią Antarktydę zacznie puszczać, kiedy temperatura wody w otaczającym ją oceanie podniesie się o 5 st. C. Czy takie ocieplenie się jest możliwe już w obecnym stuleciu? Tego nie wiemy. Potrzebne są dokładniejsze modele klimatyczne i oceaniczne, nie globalne, ale dotyczące konkretnie Antarktydy.

Już dziś jednak naukowcy ostrzegają, że lodowiec antarktyczny słabnie, a jego dno przecinają rzeki, którymi rozpuszczony lód spływa do oceanu. Podobnie dzieje się na drugim końcu Ziemi, na Grenlandii. Gdyby jej potężny lodowiec rozpuścił się cały, poziom morza skoczyłby o 7 m.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':