Nasze ciało tylko na pozór się nie zmienia (naturalnie nie licząc odstępów kilkuletnich czy jeszcze dłuższych). W rzeczywistości już po kilku miesiącach składamy się z zupełnie innych komórek. Np. nabłonek wyściełający jelita odnawia się całkowicie co 70 godzin. Cały czas toczy się wymiana komórek krwi, skóry, a nawet kości.
Te wszystkie "podmianki" są możliwe dzięki istnieniu tzw. komórek macierzystych - takich, które mają zdolność odnawiania się i wytwarzania najrozmaitszych tkanek.
Im człowiek starszy, tym pole do popisu komórek macierzystych coraz węższe. I tak np. zygota i powstałe z niej dwie pierwsze komórki naszego ciała potrafią dosłownie wszystko (każda może dać kompletny organizm).
Komórki pobrane z nieco starszego zarodka wciąż są w stanie rozwinąć się w dowolną tkankę, ale już te wyjęte z dorosłego organizmu mają ograniczoną zdolność tworzenia innych tkanek.
Pomimo polisy ubezpieczeniowej w postaci komórek macierzystych nasze dorosłe ciała są dość ułomne, jeśli chodzi o naprawę uszkodzeń. Rozcięty palec zabliźni się, ale serce po zawale nie działa już tak sprawnie, a przerwany rdzeń kręgowy skazuje nieodmiennie tysiące ludzi na wózek inwalidzki.
Stąd marzenie naukowców, by zaangażować do najrozmaitszych napraw komórki macierzyste - również te pochodzące z zarodków. To jednak budzi sprzeciw m.in. Kościoła katolickiego, gdyż uzyskanie linii komórek do badań wiąże się nieuchronnie ze śmiercią zarodka.
Z drugiej strony w setkach klinik prowadzących zapłodnienie in vitro uzyskuje się nadliczbowe zarodki. Lepiej przeznaczyć je na badania mogące w przyszłości ratować zdrowie wielu z nas, niż je np. niszczyć - argumentują od dawna naukowcy. Kraje, które poszły tą drogą, to m.in.
Wielka Brytania i
Hiszpania.
W Stanach Zjednoczonych, które są niekwestionowanym liderem światowej nauki, od siedmiu i pół roku badania nad ludzkimi zarodkowymi komórkami macierzystymi były poważnie utrudnione. W sierpniu 2001 r. prezydent George W. Bush zakręcił kurek z państwowymi pieniędzmi. Jednocześnie zgodził się, by badać linie komórek uzyskane przed tym terminem, a także by uzyskiwać nowe, ale wyłącznie z funduszy prywatnych bądź podatków stanowych.
- Bush chciał pokazać, że do pewnego stopnia sprzyja naukowcom, ale jeśli kierował się głównie etyką, to marna to etyka. Jak można akceptować zabijanie zarodków w poniedziałek, ale sprzeciwiać mu się od środy? - komentował dla "Gazety" dr Stephen Minger, dyrektor jednego z przodujących na świecie laboratoriów badających ludzkie komórki zarodkowe w londyńskim King's College.
Wczorajsza decyzja Baracka Obamy oznacza spełnienie jednej z jego przedwyborczych obietnic. To także dowód, że Ameryka po ośmiu latach wreszcie zrywa z ideologią w nauce.
Jeśli decyzję Obamy poprze Kongres (a są na to spore szanse; za czasów Busha Kongres dwukrotnie próbował znieść zakaz finansowania badań, lecz prezydent wetował), pieniądze na prace nad komórkami zarodkowymi popłyną szerokim strumieniem. Włączy się w nie najbardziej prestiżowa medyczna instytucja naukowa
USA - Narodowe Instytuty Zdrowia.
- Cieszy mnie ta decyzja - mówi "Gazecie" prof. Maria Anna Ciemerych-Litwinienko z Wydziału Biologii UW. - Wprawdzie Amerykanie prowadzili badania z funduszy prywatnych, ale nie każdy naukowiec może pracować za prywatne pieniądze. W Polsce, która badań nad ludzkimi komórkami zarodkowymi nie prowadzi, nic się nie zmieni, ale u światowego potentata, jakim są Stany, prace z pewnością nabiorą tempa. To dobra wiadomość dla nauki.
O tym, czy to właśnie komórki zarodkowe okażą się panaceum na wiele trapiących nas chorób, przekonamy się dopiero za lata. Naukowcy eksplorują także inne, niebudzące etycznych wątpliwości drogi. Dopóki nie wiadomo, która z nich przyniesie sukces, powinniśmy próbować wszystkich możliwości. Tym bardziej że popiera to większość amerykańskiego społeczeństwa, a obywatele powinni w końcu mieć wpływ, na co idą ich podatki.
Mariaż nauki z ideologią nigdy i w żadnym kraju nie wychodził tej pierwszej na zdrowie. Dobrze, że kończy z nim dziś najpotężniejsze państwo na świecie.