Tuż po starcie z bazy lotniczej Vandenberg w Kalifornii ok. 11 rano naszego czasu NASA ogłosiła, że osłona okrywająca satelitę nie oddzieliła się od rakiety nośnej i w efekcie OCO nie zdołał dotrzeć na właściwą orbitę. Oczekiwana przez klimatologów z całego świata i warta 280 mln dol. misja zakończyła swój żywot w Pacyfiku, prawdopodobnie w okolicach Antarktydy.
Dlaczego "OKA" żal
Od wybuchu rewolucji przemysłowej w połowie XVIII w. ludzkość wysłała do atmosfery ok. 466 mld ton węgla (pierwiastka chemicznego) związanego w dwutlenku węgla - jednym z gazów cieplarnianych, które podgrzewają Ziemię do życiodajnych temperatur. Większość tej emisji pochodzi ze spalania paliw kopalnych - węgla kamiennego czy brunatnego, ropy, gazu. Reszta wymyka się do atmosfery podczas produkcji cementu i wypalania lasów, ściernisk czy łąk.
Emitując na skalę przemysłową CO2, zaburzyliśmy - jak mówią klimatolodzy - jego równowagę w atmosferze, hydrosferze i biosferze Ziemi. Jak zabawnie wyjaśnia dr Gerald Meehl z amerykańskiego Narodowego Centrum Badań Atmosfery (NCAR) w Boulder w Kolorado, naturalny cykl dwutlenku węgla można by porównać do ciepłej kąpieli w wannie. Chcąc podtrzymać przyjemną temperaturę, musimy odkręcić kran z gorącą wodą (CO2 jest emitowane do atmosfery przez wybuchające wulkany, pożary, a także wydychane przez zwierzęta) oraz trochę uchylić korek na dnie wanny (dwutlenek węgla jest pochłaniany przez oceany i rośliny - głównie morskie zresztą). Dzięki CO2 - a także innym gazom zatrzymującym ciepło na Ziemi, m.in. metanowi - średnia temperatura na naszej planecie wynosi ok. 14 st. C powyżej zera. Gdyby nie kołdra gazów cieplarnianych, spadłaby ona do ok. 19 st. na minusie i życie, gdyby nawet pojawiło się w oceanach, nie wyszłoby na ląd.
Ok. 250 lat temu w ten istniejący od dawien dawna cykl wdarł się człowiek. Stężenie dwutlenku węgla w atmosferze - o czym wiemy m.in. z badań rdzeni wydobywanych z dna oceanu i lodowców Antarktydy - zaczęło gwałtownie rosnąć. Dzisiaj wynosi 385 p.p.m. (części na milion - tzn., że w milionie cząsteczek powietrza znajduje się 385 cząsteczek CO2), o blisko jedną trzecią więcej niż przed rewolucją przemysłową. Co więcej, dwutlenku węgla ciągle w atmosferze przybywa, co roku ludzkość emituje blisko 30 mld ton tego gazu. Razem z jego stężeniem rosną temperatury - w ciągu ostatnich 100 lat średnio o 0,8 st.
Klimatolodzy szacują, że jeśli nie ograniczymy emisji CO2, do końca wieku temperatura może się podnieść nawet o 6,4 st. Mało tego - nawet jeśli już teraz obcięlibyśmy naszą produkcję CO2 do zera, to i tak temperatura wzrośnie o co najmniej 1,1 st. Spowoduje to zmianę klimatu i podniesienie się poziomu morza.
Nic więc dziwnego, że naukowcy chcą mieć "pod kontrolą" emisję dwutlenku węgla i jego wędrówkę po Ziemi. A wbrew pozorom ciągle wszystkiego o nich nie wiemy.
Rozgryźć tajemnice CO2
Dzisiejszy alarm związany z "globalnym ociepleniem" czy "zmianami klimatu" zawdzięczamy amerykańskiemu chemikowi Charlesowi Davidowi Keelingowi. Od 1958 r. w stacji naukowej na hawajskim wulkanie Mauna Loa prowadził on pierwsze stałe pomiary zawartości CO2 w powietrzu. Jego badania pokazały niepokojący wzrost stężenia dwutlenku węgla (od 315 p.p.m. w chwili rozpoczęcia) i już w połowie lat 60. zaalarmowały klimatologów. Dzisiaj podchodzą oni do tzw. krzywej Keelinga z taką nabożnością, jak biolodzy do podwójnej helisy DNA, a fizycy do Einsteinowskiego E = mc2 .
Mauna Loa jest obecnie jednym z ok. 100 punktów na całym świecie, w których mierzy się stężenie CO2. Czasami uczeni przeprowadzają też pomiary z powietrza. Ostatnio z projektem trzyletnich badań wystartowali naukowcy z NCAR w Kolorado. W styczniu ich wyładowany elektroniką samolot przeleciał z Arktyki do Antarktyki i z powrotem. W podobną podróż - ale w innych porach roku - wybierze się jeszcze cztery razy.
Satelita OCO miał wprowadzić badania nad dwutlenkiem węgla na jeszcze wyższy poziom. Okrążając Ziemię co 100 minut 700 km nad naszymi głowami, miał wykonywać 37 tys. pomiarów za każdym razem. Trasa lotu miała się przesuwać tak, by w ciągu 16 dni OCO objął spojrzeniem całą kulę ziemską, zbierając dane o stężeniu dwutlenku węgla w 8 mln miejsc na świecie! Dzięki niemu wiedzielibyśmy dokładnie, które ośrodki przemysłowe, miasta i państwa odpowiadają za "podgrzewanie Ziemi". Moglibyśmy też lepiej poznać ścieżki, którymi dwutlenek węgla wędruje po naszej planecie.
- Tylko niecała połowa CO2 wyemitowanego do tej pory przez ludzkość została w atmosferze - tłumaczy David Crisp, naukowiec z NASA, który miał analizować satelitarne pomiary. - Reszta została pochłonięta przez oceany lub rośliny lądowe. Nie wiemy jednak, w jakich dokładnie proporcjach i w których miejscach. Nie wiemy też, dlaczego u licha jednego roku morza i lądy "zjadają" cały wyprodukowany przez nas dwutlenek węgla, a innego wszystko zostaje w powietrzu.
Źródło: Gazeta Wyborcza