Pod lodem życie aż kipi

Marzenna Nowakowska
16.02.2009 , aktualizacja: 17.02.2009 13:26
A A A Drukuj
Wstężnica Pelagonemertes rollestoni. Jej pomarańczowy żołądek dzięki wypustkom odżywia całe długie na 3 cm ciało. Poluje na zooplankton za pomocą wysuwanego ryjka

Wstężnica Pelagonemertes rollestoni. Jej pomarańczowy żołądek dzięki wypustkom odżywia całe długie na 3 cm ciało. Poluje na zooplankton za pomocą wysuwanego ryjka

Zimne morza wokół biegunów dzielą tysiące kilometrów i upały tropików. A łączą? Setki identycznych gatunków zwierząt - donoszą uczeni, w tym Polacy, tworzący spis różnorodności biologicznej oceanów
W wodach wokół Antarktydy 7,5 tys., a w lodowatych morzach północy 5,5 tys. gatunków - tyle naliczyli naukowcy w ramach międzynarodowego programu spisu gatunków zamieszkujących światowe morza i oceany CoML (Cenzus of Marine Life). Dobiega końca dziesięcioletni okres prowadzenia inwentaryzacji.

Jako pierwsze udostępniono wyniki badań Arktyki i Antarktydy prowadzonych przez 500 biologów z ponad 25 krajów, w tym zespołu ekologów morskich z Instytutu Oceanologii PAN w Sopocie pracujących nad spisem fauny i flory morskiej fiordu Hornsund na Spitsbergenie.

- Najzimniejsze regiony Ziemi przez lata uznawane były za wyjątkowo ubogie - wyjaśnia prof. Jan Marcin Węsławski kierujący zespołem z Sopotu. - Dlatego tak długa lista gatunków zaskakuje. Oznacza bowiem, że pod lodem życie aż kipi! Wokół bieguna południowego nawet bardziej, i to pomimo, że panuje tam najsurowszy klimat na kuli ziemskiej.

Tam odnotowano najniższą temperaturę na naszej planecie: -89,2 st. C, podczas gdy średnia dla Antarktydy wynosi -50 st.C. Tam też wieją najsilniejsze wiatry przekraczające prędkość 320 km/godz. przez 340 dni w roku. Biegun północny to "oaza ciepła" - średnia temperatura jest o 30 st. C wyższa. Nawet w centralnej Arktyce do morza docierają ciepłe prądy z południa. Dwa lodowe światy dzieli odległość, gorące morza i zupełnie inna historia.

Młoda Arktyka, stara Antarktyda

Wody polarne Antarktydy stanowią stary ekosystemem, liczący około 20 mln lat - tłumaczy prof. Węsławski. - Od reszty oceanów oddzielają je płynące wokół prądy morskie, charakteryzują ją strome półki kontynentalne i ogromny obszar wielkich głębin. Dla odmiany Arktyka to przecież nie kontynent, tylko polarne morze śródziemne. Jest młoda, bo liczy około miliona lat, i otwarta. Ma szerokie połączenie z Atlantykiem. Nikogo więc nie dziwiło, że na tych dwóch krańcach Ziemi mieszkają inne gatunki. Wśród arktycznych fal pływają niedźwiedzie polarne, alki i narwale - niezwykłe walenie, których głowy zdobią pojedyncze kły, skręcone i długie na dwa metry. Z kolei wody wokół Antarktydy roją się od pingwinów, polują na nie lamparty morskie, a latem woda gęsta jest od kryla antarktycznego.

Tymczasem spis wykazał, że na dwóch krańcach świata żyje aż 235 identycznie wyglądających gatunków. Jak to możliwe?



Którędy droga?

Dla ssaków czy ptaków to nawet nietrudne. Wieloryby znane są z wędrówek na dystansach liczących tysiące kilometrów. Ptaki także nieźle sobie radzą z pokonywaniem odległości. Rybitwa popielata stale lata pomiędzy biegunami. Na północy ptaki tego gatunku wychowują pisklęta, korzystając z obfitości ryb w morzach wokół Arktyki, a kiedy robi się zimno, lecą wzdłuż wybrzeży Atlantyku i Pacyfiku na Antarktydę, gdzie lato zaczyna się w grudniu, a kończy w lutym. Niektórzy z wędrowców pokonują ponad 30 tys. km w jedną stronę!

Większość gatunków identycznych na północy i południu to jednak robaki, skorupiaki, wieloszczety, czyli dalekie kuzynki dżdżownicy, i podobne do szklanych aniołków ślimaki bezmuszlowe swobodnie pływające w wodnej toni. Czy one też przemierzają tysiące kilometrów? Nie wiadomo. Może to różne gatunki, które tylko wyglądają identycznie. Żeby to ustalić, potrzebne będą badania genetyczne. Być może okaże się, że są to odrębne populacje tego samego gatunku, podobnie jak w przypadku humbaków żyjących na północy i południu. Albo gatunki całkiem niespokrewnione. A jeśli zwierzęta północy i południa będą takie same? Wtedy trzeba będzie znaleźć korytarze, jakimi wędrują - na przykład lodowate głębie oceanów. Między Morzem Weddella a Morzem Grenlandzkim prawdopodobnie następuje powolna wymiana wód.

Po co ten spis

- Te rewelacje dowodzą, jak zaskakująco mało wiemy o życiu w oceanach w ogóle, a szczególnie w tych lodowatych - emocjonuje się prof. Węsławski. - A przecież właśnie na obszarach polarnych najbardziej odczuwalna jest zmiana klimatu. Zwłaszcza w Arktyce. Zespół polski wykazał m.in. zmiany w strefie brzegowej Spitsbergenu. Porównaliśmy badania sprzed 20 lat z materiałem, który zebraliśmy obecnie w tych samych miejscach wybrzeża. Okazało się, że gatunki atlantyckie, takie jak kiełże, pąkle, ślimaki, przesunęły się w głąb fiordów, a brak lodu spowodował ekspansję i obfitość glonów rosnących na skałach.

Zaskakujące odkrycia dowodzą jeszcze jednego - że spis przyrody to nie trywialne zajęcie, które jeszcze w latach 90. porównywano ze zbieraniem znaczków. Po dziewięciu latach realizacji projektu CoML szacuje się, że znamy ledwie około 10-15 proc. morskich zwierząt i roślin, a przybliżeń liczby mikroorganizmów nikt nawet nie próbuje robić.

- Identyfikacja niektórych grup wymaga bardzo specjalistycznej wiedzy - podsumowuje prof. Węsławski. - Na najmniejszych morskich wypławkach, delikatnych i wrażliwych robakach płaskich wyglądających jak miniaturowe latające dywany, znają się nie więcej niż dwie-trzy osoby na świecie.

ZOBACZ TAKŻE
  • 1
Najczęściej czytane
  • Wszystko
  • PŁATNE