- Pracują już 20 razy dłużej, niż zakładaliśmy. To świetnie zainwestowane pieniądze amerykańskich podatników - chwalił się niedawno Ed Weiler, wysoki urzędnik NASA odpowiedzialny za misje naukowe. Choć złośliwcy z różnych forów internetowych poświęconych badaniom kosmosu śmieją się, że Agencja celowo zaplanowała ledwie trzymiesięczną misję obu łazików. Że od początku zakładano, iż potrwa ona o wiele dłużej i dzięki temu będzie można uznać ją za ogromny sukces.
Trzeba jednak wyjątkowo złej woli, by nie uznać jej za sukces. Choć znowu niektórzy określą go jako propagandowy. Spirit i Opportunity dostarczyły bowiem na Ziemię kilkaset tysięcy pięknych zdjęć Marsa, które NASA wykorzystuje do autoreklamy. Jest wśród nich m.in. słynne już zdjęcie Słońca zachodzącego na Czerwonej Planecie (powyżej), które ostatnio wygrało internetowy konkurs NASA na najlepszą fotkę z Marsa. Jest też dające do myślenia zdjęcie Ziemi widocznej na marsjańskim niebie jako niewielki jasny punkcik - tak samo na naszym niebie pokazuje się czasem Mars. Bliźniacze łaziki pełnią więc funkcję podobną do Kosmicznego Teleskopu Hubble'a. Dają uczonym niezwykłą okazję do popularyzacji swojej pracy.
Ogromnym sukcesem jest też to, że niewielkie pojazdy przetrwały długie i zimne lata w niegościnnym marsjańskim środowisku. Na Czerwonej Planecie szaleją potężne burze piaskowe, które czasem zasłaniają cały glob. Piasek osiada wtedy na panelach słonecznych łazików i odcina je od jedynego źródła energii. Na szczęście na Marsie szaleją też małe trąby powietrzne, tzw. pustynne diabły (również sfotografowane przez amerykańskie pojazdy), które odkurzają panele.
Nie można też odmówić Spiritowi i Opportunity - czy raczej zajmującym się nimi badaczom - sukcesów naukowych. Posłano je na przeciwległe krańce Czerwonej Planety w poszukiwaniu śladów wody i życia - choćby tego, które istniało dawno temu, kiedy Mars nie był jeszcze suchy jak pieprz. I choć życia nie znalazły, to odkryły miejsca, w których mogło ono się kiedyś narodzić.
Jak to w nauce bywa, do najważniejszego odkrycia doszło przypadkiem. W 2007 r. łazik Spirit okulał. Jedno z jego kółek zablokowało się i zaczęło ryć w pomarańczowym gruncie. A ponieważ łaziki od czasu do czasu fotografują swoje ślady, na jednym ze zdjęć przysłanych przez Spirita naukowcy dostrzegli białą bruzdę o szerokości 20 cm. Natychmiast postanowili ją zbadać pokładowym spektrometrem. Analiza wykazała, że biały ślad to krzemionka, czyli ditlenek krzemu na Ziemi występujący powszechnie pod postacią piasku. Ten związek chemiczny powstaje w procesie utleniania krzemu, zawsze w obecności wody. Steve Squyres z Uniwersytetu Cornella w
USA, jeden z tych uczonych, którzy analizują dane pochodzące z instrumentów naukowych łazików, podkreślał wtedy, że albo marsjańska krzemionka powstała w źródle gorącej wody, albo w tak zwanej fumaroli. Fumarole to bogate chemicznie kominy, które na Ziemi często towarzyszą wulkanom, "puszczając gazy". - Gorące źródła czy fumarole, obojętnie - cieszył się Squyres. - Tak czy inaczej, mamy do czynienia z miejscem, w którym kiedyś panowały idealne warunki do narodzin życia.
Jeśli nawet Spirit i Opportunity go nie znajdą, szansę dostanie kolejny łazik, którego w 2011 r. NASA wysyła na Czerwoną Planetę. Będzie większy od obecnych "bliźniaków z Marsa", wielkości naszego malucha, i zabierze dużo więcej instrumentów naukowych. Będzie też dużo droższy. Na jego budowę wydano już ok. 2 mld dol.