"Zamiast ocieplenia będziemy mieli ochłodzenie" - takie rewelacje zafundowały nam niedawno
telewizja i część prasy. "Zmienią się prądy oceaniczne, za dziesięć lat będziemy mieli śnieg w sierpniu, a Bałtyk zamarznie na cały rok". Nie zdziwiłbym się, gdyby te newsy firmowali tylko tradycyjni przeciwnicy globalnego ocieplenia, ludzie istniejący w przestrzeni publicznej dzięki ustawicznemu negowaniu prawdy naukowej za pomocą bzdurnych, niespójnych argumentów. Ale tym razem dziennikarze posłużyli się poważnymi nazwiskami. Wyrwali z kontekstu zdania, nie autoryzowali wywiadów, gdzieniegdzie coś dopowiedzieli, by wypowiedź naukowca zyskała z góry założony wydźwięk. Bo powiedzieć, że za dziesięć lat będzie tak jak teraz - co to za rewelacja? A powiedzieć, że latem będzie śnieg - to jest coś!
Lodołamacz wciąż potrzebny W zeszłym roku znowu byłem w Arktyce. Właściwie jestem tam co roku od kilkunastu lat. Na naszej "Oceanii', statku badawczym Instytutu Oceanologii PAN, każdego lata przekraczamy Cieśninę Frama i nieśmiało wtykamy nosy w mroźny Ocean Arktyczny, docierając do granic stałej pokrywy lodowej. Choć wiele wskazuje na to, że już niedługo żegluga północnym szlakiem z Atlantyku na
Pacyfik nie będzie wielkim wyczynem. W zeszłym roku otwarte były jednocześnie dwa zamarznięte zwykle przejścia - północno-zachodnie i północno-wschodnie. Żeby wejść dalej w głąb oceanu, nadal potrzebny był jednak solidny lodołamacz.
W ciągu ostatnich pięciu lat miałem szczęście uczestniczyć w trzech rejsach statku kanadyjskiej straży przybrzeżnej "Louis S. St. Laurent". W zeszłym roku pojechałem z projektem w ramach polskiego wkładu do Międzynarodowego Roku Polarnego. Jestem oceanografem fizycznym, a na "Louisie" zajmowałem się głównie pomiarem prądów morskich.
Podróż z Halifaksu przez Atlantyk, Morze Labradorskie, Cieśninę Davisa i Zatokę Baffina była łatwa i przyjemna. Wykonaliśmy dobre pomiary, widzieliśmy góry lodowe spływające z Grenlandii. W Resolute na Terytorium Nunavut, jednej z najdalej na północ wysuniętych miejscowości Archipelagu Kanadyjskiego, mieliśmy gości - delegację Inuitów, potocznie u nas nazywanych Eskimosami. Niestety, zamiast pomiarami prądów morskich nasi goście znacznie bardziej interesowali się robaczkami zalanymi formaliną przez bezdusznych biologów. Nic dziwnego, zooplankton to pokarm ryb, ryby są pokarmem fok, a na końcu łańcucha troficznego stoi człowiek. Na dalekiej Północy morze nadal dostarcza ludziom gros pożywienia.
W Resolute na pokład "Louisa" wsiedli też inni ważni goście, ludzie, od których zależy finansowanie programów arktycznych. Polityka. Ale przynajmniej było z kim dyskutować o ociepleniu klimatu, przyczynach zaniku pokrywy lodowej, przyszłości Arktyki. Najzabawniejsze było to, że troskę o arktyczny lód wyrażaliśmy, brnąc przez zwartą pokrywę metrowej grubości. Jednak nikomu nie było do śmiechu - czuć było brzemię 100 tys. dol. dziennie. Tyle kosztuje paliwo, gdy "Louis" przedziera się przez lód.
Misie skazane na zagładę? Niestety, nie popłynęliśmy przez cieśninę Ballot. To piękne wąskie przejście między dwiema skalistymi wyspami, które pokonywałem latem 2004 r. Musieliśmy wtedy na kilka godzin zatrzymać statek, bo na naszym kursie płynął niedźwiedź polarny. Czekaliśmy, aż miś łaskawie zdecyduje się wyjść z wąskiej szczeliny w lodzie, którą i my płynęliśmy. Kanadyjskie prawo zabrania straszenia niedźwiedzi - to one są w Arktyce u siebie.
Lubię na nie patrzeć. Gdy taki olbrzym idzie przez lód, ma się wrażenie, że to niezdarne, mało ruchliwe zwierzę. Jednak gdy zaczyna biec... A gdy napotyka szczelinę w lodzie, wpada do wody, przepływa ją, bez trudu wyłazi na lód i idzie dalej. Taka przeszkoda to dla białego misia pestka.
Niestety, nie zawsze te wspaniałe zwierzęta dają sobie radę. Ocieplenie klimatu bardzo im zagraża. W 2004 r. spotkaliśmy na Morzu Beauforta niedźwiedzicę z małym płynących na okruchu góry lodowej. Byłby to piękny widok, gdyby nie fakt, że do najbliższej pokrywy lodowej, gdzie misie mogłyby zapolować na foki, było ponad 100 km. To dystans, który dorosły niedźwiedź pokonuje bez problemu, ale młody raczej nie. Miałem wtedy wrażenie, że stara zachęcała młodego do wejścia do wody i kontynuacji podróży. Powstały piękne zdjęcia, które stały się znane dzięki kampanii klimatycznej Ala Gore'a. Nam było jednak smutno. Nie mogliśmy pomóc tym zwierzętom, prawdopodobnie skazanym na zagładę.
Po kilku dniach uciążliwego przebijania się przez biel dotarliśmy do Cambridge Bay. Niezwykłe miejsce, gdzie historia Arktyki styka się z dniem dzisiejszym. Idąc drogą, trzeba uważać, żeby nie zostać przejechanym przez quady. To główny środek transportu, stoją często obok drewnianych sań zaparkowane przed budami ze sklejki - tutejszymi domami. Są też supermarket,
szkoła, dom kultury. Z rozlepionych plakatów najlepiej widać, jakie współczesne plagi gnębią tę małą inuicką społeczność - alkoholizm i przemoc.
Za to historii widać tam coraz mniej. Choć ciągle w jednej z zatoczek obok lądującego hydroplanu wystają z wody szczątki słynnego statku Amundsena "Maud". - Jesteś zbudowany dla lodu. Spędzisz w lodzie swoje najlepsze lata - powiedział Amundsen w czasie chrztu "Maud" w roku 1917. I rzeczywiście służył on jako statek badawczy do eksploracji Oceanu Arktycznego, a później sprzedany pracował jako pływający magazyn i stacja telegraficzna. W 1930 r. osiadł na dnie w Cambridge Bay. Smutny koniec ostatniego drewnianego statku przeznaczonego do dryfu w lodzie.
Zima będzie ciężka Z Cambridge Bay "Louis" przedarł się na otwarty ocean. Pod Tuktoyaktuk tankowanie paliwa z barki spławionej rzeką Mackenzie i do roboty. Szybko nadrobiliśmy straty, lodu już prawie bowiem nie było, a jeśli był, to cienki, jednoroczny. Bez porównania z tym, co widziałem tam w 2004 i 2005 r. Dopiero daleko na północy Basenu Kanadyjskiego znaleźliśmy stały lód na tyle gruby, że można było rozstawić autonomiczne stacje pomiarowe.
Jak się mamy bronić przed nadchodzącymi zmianami w przyrodzie? W erze superkomputerów, sieci stacji meteorologicznych, internetu, obserwacji satelitarnych i radarowych nie potrafimy nawet dokładnie przewidzieć pogody na kilkanaście dni naprzód. A nasze prognozy zbliżających się zmian klimatycznych, ciągle obarczone są dużym błędem.
Dlatego gdy ktoś mnie pyta, jaka będzie w tym roku zima, mówię, że ciężka. Mam po temu co najmniej dwie przesłanki. Pierwsza to obserwowane w tym roku znaczne ochłodzenie wody atlantyckiej w Prądzie Zachodniospitsbergeńskim, który niesie wodę atlantycką do Oceanu Arktycznego. Druga, nie mniej poważna, to fakt, że mój anorektyczny pies Misiek żre ostatnio jak szalony, a futro ma naprawdę gęste.
*dr Waldemar Walczowski pracuje w Instytucie Oceanologii Państwowej Akademii Nauk w Sopocie