http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jest też dobra telewizja

*Dr hab. Grzegorz Wrochna jest dyrektorem Instytutu Problemów Jądrowych w Świerku
2008-12-10, ostatnia aktualizacja 2008-12-09 17:35

Tekst pani prof. Fikus "Przyjeżdża TV do naukowca" zmartwił mnie i ucieszył jednocześnie. Zmartwił, bo opisuje smutną rzeczywistość, której nieraz doświadczyłem. Ucieszył, bo wreszcie ktoś głośno to wypowiedział i może list stanie się początkiem szerszej debaty o popularyzacji nauki - pisze dr hab. Grzegorz Wrochna*

Dziecko przed telewizorem
fot. AG
Dziecko przed telewizorem
DR HAB. GRZEGORZ WROCHNA, DYREKTOR INSTYTUTU PROBLEMÓW JĄDROWYCH W ŚWIERKU
Fot. YYYY YYYY
DR HAB. GRZEGORZ WROCHNA, DYREKTOR INSTYTUTU PROBLEMÓW JĄDROWYCH W ŚWIERKU
ZOBACZ TAKŻE
Mnie też nieraz proszono o krótką wypowiedź, z której wycinano 15 sekund, które nie niosły żadnej informacji albo - wyrwane z kontekstu - niosły fałszywą. I nieraz konfrontowano mnie z "ekspertami", którzy w dyskusjach o energetyce jądrowej nie dostrzegali różnicy między reaktorem a bombą atomową. Zdarzało się też, że pod artykułem podpisanym moim nazwiskiem znajdowałem komentarze internautów "co za idiota wypisuje takie bzdury", z czym się w pełni zgadzałem po przeczytaniu tekstu, który różnił się od tego, co wysłałem do redakcji, "siedmioma szczegółami" całkowicie zmieniającymi sens wypowiedzi. Na szczęście jednak są też pozytywne przykłady. Niedawno miałem przyjemność uczestniczyć w Kawiarni Naukowej prowadzonej przez pana Tomasza Rożka. "Miałem przyjemność" nie jest tu zwrotem grzecznościowym, bo moderowaną przez redaktora rozmowę z publicznością w kawiarni rzeczywiście wspominam bardzo mile. Prowadzący miał przygotowany scenariusz rozmowy, ale zaproszeni goście bynajmniej nie odgrywali w nim roli statystów. Zadawane pytania służyły raczej zagajeniu dyskusji, a goście mogli swobodnie opowiedzieć o tym, co chcieliby przekazać słuchaczom. Ingerencja ekipy telewizyjnej w przebieg spotkania była minimalna i sprowadzała się głównie do przypięcia mikrofonów i upudrowania nosów rozmówcom. Paradoksalnie, tak dyskretna obecność ekipy była możliwa dzięki wielogodzinnej mrówczej pracy nad rozciąganiem kabli, ustawianiem reflektorów itp., tak by nie zaburzyć klimatu kawiarni. Także montaż nagrania, pomimo konieczności skrócenia czasu audycji o połowę, zachował autentyczność kawiarnianego spotkania. Obyło się bez sieczki migających obrazów, krzyczenia i straszenia. Wręcz przeciwnie, rozmowę przerywała spokojna muzyka, która dawała szansę na chwilę refleksji. Są więc dobre przykłady, które warto propagować i naśladować. Pokazują one, że naukę można popularyzować w TV i innych mediach w sposób zupełnie inny ten krytykowany przez nas, naukowców. Mam nadzieję, że po tych uwagach krytycznych redakcje telewizyjne nie zaprzestaną popularyzacji nauki, a wręcz przeciwnie, przeznaczą lepszy czas antenowy na dobre programy popularnonaukowe i podejmą produkcję jeszcze lepszych. Chciałbym też zaapelować do kolegów naukowców. Nie zniechęcajmy się nieudaną współpracą z partaczami, ale tym chętniej współpracujmy z prawdziwymi profesjonalistami. Postarajmy się, aby ich praca była doceniana. Zgłaszajmy kandydatury tych najlepszych do konkursu "Popularyzator roku" organizowanego przez MNiSW i PAP. A może środowisko naukowe (np. poprzez PAN lub Polskie Towarzystwo Fizyczne) samo przyznawałoby jakaś "Złotą Membranę" za popularyzację nauki?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':