http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Nauka >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Nauka RSS

Magdalena Fikus: Przyjeżdża telewizja do naukowca

Prof. Magdalena Fikus, Instytut Biochemii i Biofizyki PAN
2008-12-01, ostatnia aktualizacja 2008-12-02 18:56

Tę sytuację zna wielu naukowców. Przyjechała telewizja, bo coś się wydarzyło.

Prof. Magdalena Fikus, genetyk, wicedyrektor Festiwalu Nauki w Warszawie
Fot. Jan Dąbkowski IGF
Prof. Magdalena Fikus, genetyk, wicedyrektor Festiwalu Nauki w Warszawie
3 sierpnia 2005 r. Snuppy, pierwszy pies sklonowany przez naukowców, pozuje do zdjęć w Seulu. - Nauka w telewizji istnieje
tylko wtedy, kiedy urodzi się cielę o dwu głowach albo poleci w kosmos chiński kosmonauta - narzeka prof. Fikus
Fot. AHN YOUNG-JOON AP
3 sierpnia 2005 r. Snuppy, pierwszy pies sklonowany przez naukowców, pozuje do...
Prosili o szybciutki komentarz - już za chwilę, za momencik jest potrzebny. Powiedziałam, co wiedziałam, trwało to dwie-trzy minuty. My to skrócimy - powiedzieli oni.

W audycji wyglądało to tak:

Oni: - Poprosiliśmy Panią Profesor o komentarz.

Ja: - Genetyka jest ważną nauką.

I to do tego zdania byłam tej ekipie potrzebna.

Naukowiec jest wobec telewizji bezradny, może jej tylko odmówić. Nie wiemy, co zostanie z naszej wypowiedzi. Nie ma w telewizji zwyczaju autorskiej weryfikacji, nawet jeżeli audycja nagrywana jest na parę dni przed emisją. Nie wiemy także, w jakiej scenografii i w czyim towarzystwie zostanie wyemitowana nasza wypowiedź. Godząc się na nagranie, tracimy osobowość.

Nauka w telewizji istnieje wtedy, kiedy urodzi się cielę o dwu głowach albo wyleci w kosmos chiński kosmonauta. Podobno normalna nauka widzów nie interesuje.

Ale rzadko, choć jednak, zdarzają się cuda. Ktoś gdzieś wysoko uzna, że nauka to MISJA. I wtedy pojawia się nadzieja na audycje cykliczną. Taka była "Sonda", pamiętamy ją wszyscy, ale podobno oglądana dziś nie robi wrażenia. Nie tylko nauka poszła do przodu, telewizja także. W telewizji podobno musi się coś kręcić, coś migotać, jakieś filmiki dopowiadać to, co ważne. Przede wszystkim musi być szybko i krótko. W tej poetyce trwała, aż zaginęła, audycja "Symulator faktu". A teraz pojawiły się "Bramy jutra". Im dalej, tym ładniejszy tytuł.

Naprzeciw naukowca sadza się polityka i działacza ''ekologicznego''. Obaj mówią, że pomysł genetyka jest szkodliwy dla zdrowia, dla Człowieka (przez duże C). Oni niczego nie muszą dowodzić, po prostu - ten pomysł jest zły. Naukowiec jest bezradny. Telewizja sądzi, że dużo ciekawiej słucha się o strachach niż dowodach



Wspólna cechą s.f., zachowaną w pierwszym odcinku "Bramy jutra ", było to, że naukowcy służą tylko jako utytułowana dekoracja. Sadza się ich na niewygodnych fotelach (kolana pod brodą, wstać nie sposób) i pozwala powiedzieć, że genetyka jest ważną dziedziną wiedzy. Czasem jeszcze mogą powiedzieć dodatkowo jedno zdanie, że genetycy wymyślili, jak klonować zwierzęta albo robić nowe leki.

Naprzeciw naukowca sadza się, na podobnie niewygodnym fotelu, polityka i działacza "ekologicznego". Obaj mówią, że pomysł genetyka jest szkodliwy, szkodliwy dla zdrowia, dla Człowieka (przez duże C). Oni niczego nie muszą dowodzić, po prostu ten pomysł jest zły. Naukowiec jest bezradny. Aby udowodnić, że polityk się myli, musiałby wygłosić wykład akademicki, pokazać wykresy, tabele i określić prawdopodobieństwo (nie pewność, bo tego nie zrobi), że w swojej wypowiedzi ma rację. Ale przecież telewizja sądzi, że dużo ciekawiej jest słuchać o tych strachach.

W ostatniej audycji "Bramy jutra" stało się jeszcze coś gorszego. To telewizja pokazała rozgotowany wstrętny ochłap mięsa i powiedziała, że on dlatego tak wygląda, że jest to kura karmiona genetycznie modyfikowaną kukurydzą.

To jest nieprawda i kłamstwo. A co ja mam wtedy zrobić, siedząc przed ekranem i patrząc na to, jak się moi koledzy naukowcy starają zdążyć powiedzieć coś rozsądnego? Mogę się założyć, że nie pokazano im zmontowanej audycji i tej kury nie widzieli. Jest mało czasu, a oni są tylko ozdobnikami w scenografii.

W audycji ambitni autorzy scenariusza postanowili w ciągu 45 minut (tu się należy wykrzyknik dla tego telewizyjnego cudu dla nauki, aż 45 minut!!!) omówić:

Wkład genetyki do medycyny i wiedzy o człowieku

Klonowanie zwierząt i komórki macierzyste

Genetycznie modyfikowane rośliny

I to wszystko na tle tego koniecznego migotania, skręcania, widoku z góry, widoku z boku, i mądrej zaproszonej publiczności, która też lepiej wie i musi coś powiedzieć. A przede wszystkim to sama telewizja wie najlepiej, o co w tej genetyce chodzi.

Kilku poważnych uczonych, z tytułami i wysokimi funkcjami, zgodziło się, dla dobra nauki, przyjechać do innego miasta do studia i spędzić tam kilka nagraniowych godzin.

Ręce opadają. Nie podejmuję się komentarza do tego dzieła, które musiało być klęską wszystkich uczestniczących w audycji. Jeszcze do tego "badano" DNA dwu osób i dałabym nagrodę widzowi, który zrozumiał, co z tego badania wyszło.

Jestem głęboko przekonana, że można by znaleźć mądrego dziennikarza, który zechciałby się przygotować i który jeszcze wie, jak i kogo należy o co pytać. Gdyby tak usiadł przy normalnym stole, na krzesłach, z dwoma genetykami. Gdyby zechciał z nimi normalnie porozmawiać o genetyce A na stole mogłaby stać lampa, co rzuca krąg światła

Niedawno przyjechało do mnie dwu dziennikarzy z Zielonej Góry. Tak sobie właśnie porozmawialiśmy o genetyce przez godzinę. Gdyby oni się nie spieszyli, a ja nie miałabym innych zobowiązań, tobyśmy siedzieli dłużej. Prowadząc normalną i pasjonującą rozmowę, spór i artykułując wątpliwości. To jest możliwe i każdą stronę inaczej i mniej kosztuje.

A jeżeli tak nie można, to my możemy po prostu odmawiać uczestniczenia w tej grze pozorów.

W mediach coraz częściej pojawiają się materiały, które spełniają wszelkie wymogi sztuki dziennikarskiej, poza jednym - nie są oparte na żadnym wydarzeniu rzeczywistym - przeczytaj artykuł Wojciecha Sadurskiego



Jakie są pożytki z wścibskiej prasy - zastanawia się Klaus Bachmann



Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne