http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Przychodzi e-baba do lekarza

Grażyna Zawada, Kraków
2008-11-20, ostatnia aktualizacja 2008-11-21 08:30

Wirtualny pacjent zamiast rycin w podręcznikach. Wkrótce studenci medycyny już od pierwszego roku będą poznawać sztukę lekarską, lecząc... e-pacjentów.

-Program nigdy nie zastąpi kontaktu
z żywym pacjentem podkreśla inż. Andrzej Kononowicz
z Katedry Bioinformatyki
i Telemedycyny CM UJ
Fot. Marcin Kucewicz / Agencja Gazeta
-Program nigdy nie zastąpi kontaktu z żywym pacjentem podkreśla inż. Andrzej...
"Wirtualny pacjent" to program komputerowy symulujący wizytę lekarską, w trakcie której student-lekarz ma zdiagnozować schorzenie i zaproponować leczenie przy użyciu rzeczywistej historii choroby anonimowego pacjenta. Później sprawdza, czy jego metody leczenia okazały się skuteczne.

- Program nigdy nie zastąpi kontaktu z żywym pacjentem, ale jest bezpieczny - dopuszcza popełnienie błędu bez realnych konsekwencji. Ogranicza stres zarówno studenta, jak i pacjenta, co jest szczególnie ważne przy analizie schorzeń o charakterze intymnym - podkreśla inż. Andrzej Kononowicz z Katedry Bioinformatyki i Telemedycyny CM UJ, który obecnie zajmuje się opracowywaniem e-pacjentów w europejskim projekcie "eViP" (Electronic Virtual Patient). - Komputer wypełnia niedoskonałości rzeczywistych praktyk, a jest dużo tańszy niż inne pomoce dydaktyczne - mówi Kononowicz.

Komputerowe programy są rodzajem multimedialnego podręcznika - zawierają prawdziwe historie chorób prawdziwych pacjentów, których student ma wyleczyć. Oczywiście, jeśli będzie potrafił.

Współfinansowany przez UE projekt "eViP" ma powiększyć i ujednolicić bazę dla różnych specjalizacji medycznych, by europejskie uczelnie mogły wzbogacać i dzielić się wirtualnymi pacjentami, i by korzystanie z nich znalazło się w normalnym toku zajęć obowiązkowych.

- Popieram ideę e-pacjentów w programie nauczania, jednak nigdy nie zgodzę się, by student otrzymywał zaliczenie z przedmiotu tylko na podstawie kontaktu z komputerem - komentuje prorektor ds. do spraw dydaktyczno-wychowawczych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, największej uczelni medycznej w Polsce. - Takie rozwiązania dobrze wpisują się w ideę samokształcenia, pomagają też w weryfikacji wiadomości przed egzaminami, jednak nic nie zastąpi kontaktu z pacjentem - zaznacza.

Podobnego zdania jest Elżbieta Chmurowicz, studentka czwartego roku medycyny i wiceprzewodnicząca Studenckiego Towarzystwa Naukowego Collegium Medicum UJ: - Sama wolałabym zacząć od ćwiczeń na komputerze, jeszcze przed kontaktem z pacjentem. Wiem jednak, że nawet najdoskonalszy program pokazuje tylko uproszczone schematy chorobowe, a rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana.

Na początku czerwca przyszłego roku obędzie się w Krakowie organizowana przez członków programu "eViP", fundację MedBiquitous i Uniwersytet Jagielloński międzynarodowa konferencja z udziałem naukowców zajmujących "wirtualnymi pacjentami". Obecnie elementy e-nauczania funkcjonują w Polsce jako materiał dodatkowy, jednak z powodu dużego obciążenia programem studenci rzadko z nich korzystają.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów