Jeszcze całkiem niedawno wszystko wydawało się proste. Dzieje człowieka współczesnego zaczęły się wraz z przybyciem przed z górą 40 tys. lat kromaniończyków do zamieszkanej przez neandertalczyków Europy - i szybkiego wyparcia lub eksterminacji tubylców.
Kontrast między nimi a "nami" był ogromny. Gdy neandertalczycy "od zawsze" produkowali takie same narzędzia kamienne (tzw. kultury mustierskiej), nie znali sztuki, żyli w izolowanych grupach, nie eksplorowali nowych lądów, nowych idei ani nowych wynalazków - to przybysze z południa wytwarzali zróżnicowane narzędzia kamienne, produkowali z kości i rogów igły, szydła i haczyki na ryby, przyozdabiali ciała, prowadzili wymianę towarów z bliskimi i dalszymi grupami ludzkimi, no i - to symbol nowych czasów - wytwarzali dzieła sztuki, pokrywając z czasem malowidłami niemal wszystkie nadające się do tego ściany jaskiń i występy skalne. Ten złożony zespół idei i wynalazków nazwano kulturą oryniacką, a ów intelektualny przeskok w naszych dziejach uznano za pierwszą wielką rewolucję (górnego paleolitu).
Odtąd historia człowieka zaczęła przyśpieszać, kultury następowały po sobie (grawecka, solutrejska, magdaleńska , epoka miedzi, brązu, żelaza - aż po dzisiejsze komputery i rakiety), przyszły nowe rewolucje - neolityczna (rolnicza), przemysłowa, informatyczna, a ekspansja geograficzna na nowe lądy i wyspy oceaniczne doprowadziła do lądowania na Księżycu i powstania globalnej wioski na Ziemi.
Trudno się dziwić, że tak wielką wagę przywiązywano do tej pierwszej rewolucji, która wszystko zaczęła - wedle obrazowego sformułowania Jareda Diamonda był to Wielki Skok Naprzód, a jego siłą napędową był język, który wtedy się pojawił w niemal gotowej postaci. Było to zgodne z poglądami Noama Chomsky'ego o gramatyce uniwersalnej, która - może za sprawą mutacji genowej - została wtedy "wgrana" w struktury naszego mózgu. Dlatego wszystkie języki są dziś równorzędne - bo wszystkie opierają się na tej samej gramatyce, która powstała tylko raz. A język pozwolił na kumulację wiedzy i przekazywanie doświadczeń, co sam mechanizm ewolucji przestawiło na nowe tory - dziedziczenie idei może być szybkie, kumulatywne i "poziome", inaczej niż powolne, statyczne i "pionowe" dziedziczenie genów. Zdobycie Księżyca było już - potencjalnie - wpisane w ów podbój Europy i konfrontację z neandertalczykami, której wynik był z góry przesądzony.
Nie wielki skok, ale małe skoki w bok Ale ta bardzo zgrubnie zarysowana wizja zaczęła się ostatnio chwiać pod wpływem ciosów, które spadają na nią z wielu stron równocześnie. Owszem, w Europie tak to mniej więcej wyglądało (choć neandertalczycy nie odeszli od razu, a pod koniec zaczęli nawet stwarzać zręby swej własnej rewolucji górnego paleolitu), ale Europa to nie cały świat. A gdzie indziej sprawy wyglądały inaczej.
Przede wszystkim więc okazało się, że nowi ludzie i nowe wynalazki nie pojawili się najpierw w Europie. Kluczowe były znaleziska z Australii, gdzie ludzie zawitali o kilka lub kilkanaście tysięcy lat wcześniej, bo już 50, a może nawet 60 tys. lat temu. Wcześniejsza od europejskiej była też kolonizacja Nowej Gwinei, a znaleziska z Chin i Malajów wskazują, że i tam koloniści z Afryki przybyli, zanim ktokolwiek zakłócił spokój europejskich neandertalczyków.
Innych przełomowych znalezisk dostarczyła archeologia afrykańska, zwłaszcza z południa tego kontynentu. W Afryce, jak i w Europie wyróżniano dotąd środkową i górną epokę kamienia, ale w wielu miejscach RPA odkryto stanowiska ludzi behawioralnie współczesnych, żyjących tam na długo przed początkiem owej górnopaleolitycznej rewolucji. Przy czym wyznaczniki tej rewolucji w różnych miejscach były inne (w jednych ozdoby ciała i narzędzia kościane, w innych barwniki, gdzieniegdzie pierwociny symbolicznej sztuki itp.), a nigdzie nie występowały - jak w Europie - w postaci gotowego zestawu wszystkich elementów naraz.
Dzieje człowieka współczesnego zaczęły się wraz z przybyciem przed z górą 40 tys. lat kromaniończyków do zamieszkanej przez neandertalczyków Europy - i szybkiego wyparcia lub eksterminacji tubylców
Nowych przemyśleń dostarczyła też lingwistyka, która pokazała, że język nie pojawił się od razu w gotowej postaci, ale ewoluował od wczesnych wersji, bez gramatyki, po kolejno coraz bardziej dojrzałe jego formy, generowane zapewne przez dzieci (pokazały to badania nad przejściem od współczesnych protojęzyków pidżinowych do kreolskich).
Wreszcie, najpoważniejszy cios przyszedł ze strony archeogenetyki, która odtwarza ludzkie dzieje przez porównywanie sekwencji DNA - głównie w mitochondriach i chromosomie Y. Pokazała ona, że droga z Afryki nie prowadziła wcale przez Synaj i Bliski Wschód do Europy, ale przez Morze Czerwone i dalej wzdłuż wybrzeży aż do Australii (to dlatego "odkryto" ją wcześniej niż Europę) i wyruszyli w nią nie mieszkańcy sawann i stepów, ale związani z oceanem poszukiwacze owoców morza. Tego nikt się nie spodziewał.
Nic tu się z pierwotną hipotezą wielkiego skoku nie zgadzało. Wygląda raczej na to, że było dużo małych kroków w różnych kierunkach i że zamiast Długiego Marszu (by pozostać przy chińskiej symbolice) mieliśmy do czynienia z krótkimi wycieczkami, które często prowadziły donikąd.
Intelektualny zryw na południu Afryki By sprawdzić, jak to w szczegółach mogło wyglądać, międzynarodowy zespół kierowany przez Zenobię Jacobs z Australii postanowił przebadać wszystkie znane stanowiska z RPA i okolic (Namibia, Lesoto), gdzie znaleziono przejawy górnopaleolitycznej kreatywności w osadach środkowej epoki kamienia. Chodziło głównie o to, by za pomocą najnowszych metod datowania ustalić, kiedy dokładnie te pierwsze przebłyski kognitywnego geniuszu nastąpiły, jak długo trwały, czy wszędzie były równoczasowe i co z tego może wynikać.
Rezultaty tych prac opublikowane w dzisiejszym numerze "Science" są bardzo ciekawe. Na południu Afryki już w środkowej epoce kamienia rozwinęły się dwukrotnie obejmujące znaczne obszary kultury górnopaleolityczne bazujące na symbolach, planowanej wytwórczości, wrażliwości na piękno i - zapewne - języku, i obie, jak się zdaje, upadły: w późniejszych osadach nie ma już śladów tego typu aktywności. Pierwsza z nich, znana jako Howieson's Poort, rozwijała się przez 5,3 tys. lat (od 64,8 do 59,5 tys. lat temu), druga - bardzo krótkotrwała (zwana Still Bay) - przez zaledwie 900 lat (między 71,9 a 71 tys. lat temu). Ponadto, co zaskakujące, nie było między nimi ciągłości - obie przedziela liczący 6,7 tys. lat okres niemy, bez żadnych intelektualnych dokonań.
Co z tego może wynikać? Te dwa okresy kreatywności na południu Afryki przypadają na okres wyjścia z Afryki przez Morze Czerwone, a ten exodus, podobnie jak samo intelektualne przebudzenie, zapoczątkował pierwszą, największą rewolucję w dziejach człowieka i życia na Ziemi w ogóle. Stąd pokusa, by oba wydarzenia łączyć, co autorzy sugerują, wybijając nawet ten możliwy ciąg zdarzeń w tytule swego artykułu.
Kultury następowały po sobie - grawecka, solutrejska, magdaleńska , epoka miedzi, brązu, żelaza, aż po dzisiejsze komputery i rakiety, przyszły nowe rewolucje - neolityczna (rolnicza), przemysłowa, informatyczna, a ekspansja geograficzna na nowe lądy i wyspy oceaniczne doprowadziła do lądowania na Księżycu i powstania globalnej wioski na Ziemi
Trudno jednak zrozumieć jak te dwa efemeryczne intelektualne zrywy na południu Afryki wpłynąć miały na decyzję małej grupy ludzi na drugim krańcu kontynentu, by przepłynąć wąską wtedy cieśninę Bab el Mandab. Ostrożność jest tu wskazana - do niedawna również wcześniejsze o dwa miliony lat pierwsze wyjście z Afryki łączono z narodzinami w Afryce nowego, długonogiego, wielkomózgiego i technologicznie bardziej zaawansowanego gatunku (H. erectus), gdy tymczasem znaleziska z Gruzji (Dmanisi) pokazały, że ów pierwszy eksplorator był właśnie istotą wyjątkowo mało jak na Afrykę zaawansowaną anatomicznie i technologicznie.
Wielkie epopeje mają często bardzo skromne i całkiem przypadkowe początki.
Ciekawsze może być co innego - jeśli języki pojawiały się i zanikały w małych izolowanych populacjach i jeśli - jak sama górnopaleolityczna nowoczesność - powstawały metodą prób i błędów, a ich gramatyka nie jest tak bardzo uniwersalna, to może i dogmat o ich pełnej równorzędności też zacznie się kruszyć. Być może nadszedł już czas, by i na języki świata spojrzeć mniej politycznie poprawnym okiem.