Prom został uszkodzony w czasie startu w zeszłym tygodniu. Eksperci ocenili jednak, że nie jest śmiertelnie zagrożony. - Gdyby musiał z jakiegoś powodu zaraz wrócić na Ziemię, to dalibyśmy mu zielone światło - uspokaja szef kontroli lotu John Shannon. - Skoro jednak nie wraca, mamy czas, by dmuchać na zimne i dokładnie przyjrzeć się problemowi.
NASA przeprowadzi na Ziemi testy - zarówno symulacje komputerowe, jak i eksperyment w piecu. Włożone zostaną do niego w podobny sposób przedziurawione płytki i odtworzone ogromne temperatury, z jakimi styka się prom podczas lądowania.
Potem zostanie podjęta decyzja, czy dziurę załatać na orbicie. Astronauci zostali do tego przygotowani po katastrofie promu Columbia sprzed czterech lat (spowodowana została przez podobną dziurę w żaroodpornej osłonie - ale w krawędzi skrzydła). Mogą uszkodzenie zamalować specjalną żaroodporną "farbą", zalepić substancją podobną do kitu (zwaną STA 54) albo nawet przykręcić w tym miejscu dodatkowy panel z kompozytów węglowych.
Na razie jednak jeszcze nie myślą o powrocie. Biorą udział w rozbudowie stacji kosmicznej. W poniedziałek wymieniali jeden z czterech żyroskopów utrzymujących pozycję stacji.
Źródło: Gazeta Wyborcza