Atlantis poleci dziś z kosmodromu na Florydzie. Planowo zapali silniki o godz. 19.38 czasu lokalnego. Wzniesie się i skieruje się na wschód, nad Atlantyk. W Polsce będzie wtedy już grubo po północy. Jeśli nieba nie zasłonią chmury, ok. 20 minut po starcie, tj. o godz. 1.58 naszego czasu, można wypatrywać biało-żółtej plamki promu, jak przesuwa się z zachodu na wschód nisko nad południowym horyzontem. - W niewielkiej odległości może być też widoczny odrzucony kilkanaście minut wcześniej czerwonawy zbiornik paliwa - dodaje Waldemar Zwierzchlejski, autor serwisu Loty Kosmiczne (Astro.zeto.czest.pl).
Niestety, prom może wejść w cień Ziemi zanim znajdzie się u nas nad horyzontem, a wtedy z niezwykłego widoku nici.
To pierwszy start promu w tym roku, opóźniony o ponad dwa miesiące z powodu burzy gradowej. Zaskoczyła stojącego już na platformie startowej Atlantisa i wydziobała dziury wielkości kurzego jaja w piankowej osłonie jego wielkiego zbiornika paliwa. Prom musiał być cofnięty z powrotem do hangaru, żeby naprawić zniszczenia i przejść przegląd techniczny.
Załoga składa się z trzech weteranów kosmosu i trzech żółtodziobów, dla których będzie to pierwszy lot na orbitę. Celem jest rozbudowa międzynarodowej stacji kosmicznej. W ładowni Atlantisa znajduje się kolejny fragment kratownicy, która stanowi przedłużenie kręgosłupa stacji, a także dodatkowe panele baterii słonecznych. Takie same elementy - tyle że po przeciwnej stronie stacji - instalowali astronauci w dwóch poprzednich misjach promów we wrześniu i grudniu zeszłego roku.
Obecna załoga jest więc przygotowana na trudności, które w zeszłym roku sprawiły, iż siódme poty biły z astronautów. Baterie słoneczne zostały wtedy tak mocno unieruchomione specjalnymi bolcami, by się nie przekręcały w ładowni promu, że astronauci nie mogli ich potem odblokować. Baterie nie mogły więc podążać za słońcem. Z opornymi bolcami astronauci długo się siłowali w niezdarnych rękawicach. Udało się je wyjąć dopiero podczas dodatkowego spaceru kosmicznego. Tym razem astronauci Atlantisa wzięli z sobą specjalną elektryczną wkrętarkę.
Kłopoty sprawiła też stara bateria słoneczna, którą trzeba było jak harmonijkę zwinąć. Zakleszczyła się na amen po sześciu latach pracy w próżni kosmicznej, nocą wystawiona na mróz, a za dnia na palące promienie słońca. Ruszyła się dopiero, kiedy jeden z astronautów wyszedł w skafandrze na zewnątrz i ręcznie nią potrząsnął.
NASA przewiduje, że oprócz obecnej misji Atlantisa promy polecą do stacji kosmicznej jeszcze 15 razy. Potem - ok. 2010 roku - mają być wycofane z użycia. Amerykanie przez kilka lat nie będą dysponowali załogowym statkiem kosmicznym. Dopiero w 2014 r. (a może i później) po raz pierwszy wystartuje nowy statek Orion konstruowany m.in. z myślą o locie na Księżyc.